Nowy numer 42/2019 Archiwum

Zapach siana w centrum miasta

– Kiedy na świat przyszła córeczka i okazało się, że jest niepełnosprawna, dokonałam poważnych zmian w moich życiowych planach – zwierza się Teresa Pitra.

Jedną z nich była rezygnacja z etatowej pracy, bo Oliwia była najważniejsza. – Nie sposób pogodzić obowiązków zawodowych z opieką nad niepełnosprawnym dzieckiem, wymagającym stałej troski, uwagi, jeżdżenia na rehabilitację, która odbywa się przed południem. Dla mnie wybór był jeden i nigdy nie żałowałam i nie żałuję swojej decyzji. Miałam też poparcie męża – mówi Teresa Pitra.

– Nie mogłam jednak pozostać bezczynna, musiałam zaleźć niszę, która wkomponowałaby się w nasze życie. Wówczas sięgnęłam do swoich zainteresowań związanych z ekologią, zielarstwem i rękodziełem, które zawsze były mi bliskie. I tak zrodziła się moja mała pracownia, gdzie królują len, gryka oraz polne kwiaty i zioła. Pani Teresa od dawna lubiła projektować zabawki, poduchy z różnych tkanin, traktując to jako swoistą zabawę, relaks, hobby. Początkowo było to szycie na swoje potrzeby, a kiedy na świecie pojawiła się córeczka, przede wszystkim z myślą o niej zaczęły powstawać przedmioty wspomagające jej rehabilitację. – Prawdziwym przełomem było spostrzeżenie, że każdy przedmiot, który pod dotykiem jej rączek wyda szelest, jakiś dźwięk lub zmieni swój kształt, wywołuje u niej żywe reakcje, pobudzając do zabawy – opowiada Teresa Pitra. I tak zaczęły powstawać kolejne lniane lalki, poduszki, wałki wypełniane łuskami gryki oraz kwiatami dostarczającymi nie tylko wrażeń słuchowych, dotykowych, ale również zapachowych. Pani Teresa zaczęła również szyć przedmioty użytkowe, jak poduszki oraz pufy, wypełnione łuskami gryki, które idealnie izolują od zimnego podłoża. – Pufy to nasz ulubiony mebel, na którym spędzamy wiele czasu, służy nam bowiem przy codziennych ćwiczeniach rehabilitacyjnych w domu – wyjaśnia projektantka. Wszystkie materiały używane przez panią Teresę są naturalne i ekologiczne. Nie mają prawa pojawić się żadne syntetyki. – Niestety, bardzo odeszliśmy od natury, domy wypełniają przede wszystkim sztuczne materiały, nieobojętne dla naszego zdrowia. Tymczasem len, tak powszechny jeszcze przed kilkudziesięcioma laty, został jakby zapomniany, a przecież posiada wspaniałe właściwości antyalergiczne, nie kumuluje roztoczy jak syntetyki. Dlatego do szycia poduch używam przede wszystkim surowego lnu, najbardziej naturalnego, rzadziej bawełny, a do wypełnienia łusek gryki, które idealnie dopasowują się do budowy kręgosłupa. Ponadto doskonale przepuszczają i wentylują powietrze, poduszka oddycha. Poza tym gryka jest idealnym materiałem dla alergików, zawarte w niej taniny odpychają roztocza, drobnoustroje, pajęczaki. W poduchach, pufach i zabawkach pani Teresy oprócz gryki można znaleźć niemal cały zielnik, w tym przede wszystkim kwiaty i zioła rosnące w jej ogrodzie oraz na łąkach otaczających Siedleszczany. – Mój ogród to prawdziwy busz, obok kwiatów i warzyw rosną sobie spokojnie rośliny uważane powszechnie za chwasty, które też zdarza mi się wykorzystywać. Dlatego niczego nie wyrywam, bo a nuż może się przydać – mówi z uśmiechem. – Lubię też zbierać kwiaty i zioła, które po ususzeniu trafiają do szytych przeze mnie przedmiotów. Wiele osób chętnie wybiera lawendę, płatki różane, jaśmin dające wieczorową porą subtelny i kojący zapach. Miałam też prośbę o poduszkę z… trawą. Czy to nie piękne poczuć w samym sercu np. Warszawy zapach łąki i świeżego siana? Pani Teresa szyje również poduszki wypełnione igłami sosny, które są drobniutko mielone, tak by użytkownik nie doświadczał uczucia mimowolnej akupunktury. Posłużyła do tego choinka, która choć została po rozebraniu zasadzona, nie przyjęła się. Ponieważ szkoda było ją wyrzucić, została poddana testowi, czy może służyć do robienia poduszek. Próba wypadła pomyślnie i tak bożonarodzeniowe drzewka, zamiast trafić na śmietnik mogą z powodzeniem zostać wykorzystane do produkcji poduszek. Z czasem do poduszek, zabawek, zaczęły dochodzić inne przedmioty użytkowe, jak np. torebki, zdobione motywami roślinnymi, wzorowanymi na chabrach, lnie, wrotyczu. Wzory są autorstwa Teresy Pitry, która tworząc je, sięgnęła do swojej starej pasji robienia wycinanek ludowych. – Nie jestem z wykształcenia plastykiem, ale zamiłowanie i zmysł do takich niedużych prac ręcznych były we mnie od dawna, na dobre jednak rozkwitły, kiedy zajęłam się szyciem – wyjawia pani Teresa. W pracy nieodłączną towarzyszką jest czteroletnia córeczka, która chętnie pomaga mamie i stara się naśladować jej czynności. – Być może kiedyś i ona siądzie przy maszynie i wspólnie będziemy prowadziły Natulen – dodaje z nadzieją mama Oliwii. Na potrzeby pracowni pani Teresa zaadaptowała pomieszczenia w zabudowaniach gospodarskich. Marzeniem jej i męża jest wyremontowanie całości i utworzenie w nich pensjonatu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL