• facebook
  • rss
  • Niezwykła lekkość kroku

    dodane 10.08.2017 00:00

    Zenon Dziadura, zdobywca Korony Polskich Maratonów, mówi o tarnobrzeskiej biegowej pielgrzymce na Jasną Górę i swej sportowej pasji. 

    Marta Woynarowska: Z parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Tarnobrzegu wyruszyła już 22. Pielgrzymka Biegowa do Częstochowy. Czy są odważni, aby podjąć taki wysiłek?

    Zenon Dziadura: W tym roku pielgrzymka cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem i wśród uczestników byli nie tylko tarnobrzeżanie, ale również mieszkańcy innych podkarpackich miast – Rzeszowa, Krosna – którzy przybiegli do Tarnobrzega dzień wcześniej z rzeszowską pielgrzymką. Byli również biegacze z Warszawy. Miał z nami pielgrzymować rolnik z Podlasia, niestety, musiał zrezygnować, gdyż nie znalazł nikogo, kto zastąpiłby go w gospodarstwie. Naturalnie wśród pielgrzymów znaleźli się stali uczestnicy, którzy od wielu już lat biegną ze swymi intencjami do Matki Bożej. W tym roku biorę udział w pielgrzymce 22. raz, podobnie jak Karol Zych z Samborca, młody chłopak, który, mam nadzieję, kiedyś przejmie po mnie pałeczkę.

    Pielgrzymka biegowa jest dużym obciążeniem dla organizmu.

    Bez wątpienia tak, jest najtrudniejszą i najbardziej wyczerpującą formą pielgrzymowania. Przecież jedno uderzenie nogi o podłoże osiąga trzykrotność wagi ciała. Biegniemy sztafetowo, pokonując różne dystanse, uzależnione od stopnia wytrenowania i ogólnego samopoczucia danego dnia. Najwytrwalsi potrafią w czasie pielgrzymki, która, dodajmy, trwa trzy dni, pokonać nawet 170 km. Udało się i mnie osiągnąć ten wynik. Tradycyjnie pierwszy etap kończymy w Chmielniku, zatem do przebiegnięcia mamy 80 km, w drugim pokonujemy trasę do Szczekocin, o zbliżonej odległości, i w trzecim kończymy nasze pielgrzymowanie na Jasnej Górze.

    Jakie uczucie Wam towarzyszy, kiedy po tak olbrzymim wysiłku stajecie przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej?

    Nie zapomnę chwili, kiedy wszedłem do kaplicy z obrazem Czarnej Madonny na zakończenie pierwszej biegowej pielgrzymki w 1996 r. Chociaż kilkakrotnie byłem tam już wcześniej, to jednak tej chwili towarzyszyły mi najmocniejsze przeżycia. Mimo zmęczenia odczuwałem, i tak jest za każdym razem, ogromną lekkość. Zresztą już w trakcie ostatnich kilometrów pielgrzymki, kiedy widać wieże sanktuarium, każdemu krokowi towarzyszy niezwykła lekkość, jakby ciału ubyło wagi, a nogom ktoś przydał skrzydeł. Trudno to wyrazić słowami. Wiele radości sprawiają gesty życzliwości i sympatii okazywane nam przez mieszkańców miejscowości, przez które prowadzi trasa pielgrzymki. Spiker przez megafon informuje, kim jesteśmy, podając także liczbę pokonanych kilometrów. Bardzo często zdarza się, że wynoszą nam wodę, poczęstunek. Są to bardzo miłe chwile.

    Pielgrzymka nierozłącznie kojarzy się z modlitwą.

    Naturalnie trudno wspólnie modlić się w czasie biegu, ale jest to dobry czas na wyciszenie i własne duchowe refleksje. Razem natomiast modlą się osoby jadące w danej chwili autokarem. Oczywiście nie można zapomnieć o codziennej Mszy św. oraz porannych i wieczornych modlitwach. Zawsze towarzyszy nam kapłan, będący opiekunem duchowym. W tym roku biegowego pielgrzymowania zakosztował ks. Radosław Koterbski, który dzielnie dotrzymywał kroku innym zaprawionym pątnikom. Biegliśmy m.in. w intencji naszego obecnego ks. proboszcza Jana Biedronia, prosząc o Bożą opiekę dla niego oraz siły, by mógł sprostać wszystkim wyzwaniom, jakie go czekają. Śp. ks. Michał Józefczyk przez lata tworzył i rozwijał parafię, pozostawiając wiele dzieł, które teraz kontynuuje ks. Biedroń. A jest to niełatwe zadanie, dlatego chcieliśmy otoczyć go naszą modlitwą. Każdy z nas miał również swoje indywidualne intencje.

    Jest Pan niezwykle doświadczonym biegaczem, mającym na swoim koncie wiele maratonów, ultramaratonów. Który z sukcesów jest dla Pana najważniejszy?

    Najbliższa sercu i najważniejsza jest pielgrzymka biegowa, o zorganizowaniu której myślałem przez jakiś czas. Wiele radości, ale i dumy dał mi start w maratonie nowojorskim w 1990 r., gdzie byłem jednym z 28 tys. biegaczy zmierzających do mety w Central Parku. Jest to marzenie każdego z biegających, i mnie to pragnienie udało się zrealizować. Maraton nowojorski uznaje się za perłę wśród wszystkich biegów. Dotychczas przebiegłem 123 maratony i mam nadzieję, że to nie koniec. Ponadto mam na swoim koncie pokonanie czterech Sudeckich 100, czyli nocnego biegu górskiego, w czasie którego pokonuje się 100-kilometrową trasę, zdobywając 13 szczytów o wysokości ponad 1000 m n.p.m. Od zawsze lubiłem ruch i uprawiałem różne dyscypliny sportu, nawet karate. W wieku dwudziestu kilku lat pojawiła się pewna pustka sportowa. Wówczas zacząłem biegać. Ponieważ sprawiało mi to przyjemność, w 1980 r. wystartowałem w swoim pierwszym maratonie. Do 30 km szło mi bardzo dobrze, po czym nastąpił kryzys, będący efektem mojego niewytrenowania i nieprzygotowania. Przeżyłem to bardzo mocno, nawet przyszła myśl, że to mój pierwszy i ostatni maraton. Następnego dnia jednak zapomniałem o tych czarnych wizjach i postanowiłem spróbować sił w kolejnych, ale już po solidnym wytrenowaniu. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół