• facebook
  • rss
  • Wołanie do narodu

    dodane 11.10.2012 00:15

    O nowym spojrzeniu na geniusza polskiego średniowiecza, kronikarza oraz patrona diecezji i miasta Sandomierz z Czesławem Ryszką, parlamentarzystą, politykiem i pisarzem, rozmawia ks. Tomasz Lis.


    Ks. Tomasz Lis: Czy ta książka ma przypomnieć zakurzoną historię patrona naszej diecezji?


    Czesław Ryszka: – To prawda, jest to postać z odległej historii, ale to jedna z najpiękniejszych postaci z początków państwa polskiego; biskup wszechstronnie wykształcony, doskonale władający piórem, bogaty w cnoty, a na koniec życia mistyk zatopiony w Bogu. Miałem też osobisty motyw do pisania tej książki – moja żona pochodzi z tej diecezji, a ja mam na drugie imię Wincenty (śmiech).


    Czy kronika Mistrza Wincentego może uczyć miłości ojczyzny?


    – Najistotniejszą sprawą w „Kronice Polskiej” – pierwszym historycznym dziele napisanym przez Polaka – jest silny, zjednoczony polski naród i uświęcający go mocny Kościół, dlatego pomyślałem sobie, że można by zapytać Mistrza Wincentego, co najważniejszego chciałby przekazać współczesnym Polakom, nie zawsze w sposób odpowiedni miłujących ojczyznę. Kronika to podręcznik patriotyzmu, odwołujący się do korzeni naszej państwowości, początku narodu i kultury. Kadłubek niejednokrotnie sam rezygnował z osobistych dążeń, poświęcając się dla narodu, społeczeństwa czy państwa. Kard. Karol Wojtyła jako biskup krakowski był następcą na „Kadłubkowym dziedzictwie”. Cenił jego wstawiennictwo, dlatego często przyjeżdżał do Jędrzejowa, aby modlić się przed relikwiami bł. Wincentego. Przyjeżdżał bez zapowiedzi, niespodziewanie, aby polecić mu ważne sprawy Kościoła i ojczyzny, potem jako papież uczył nas miłowania ojczyzny, a także patriotyzmu. Czerpał z myśli swojego poprzednika na stolicy krakowskiej, sięgał np. do komentarza bohaterskiej obrony Głogowa lub innych wydarzeń historycznych, by uczyć troski o ojczyznę.


    Co powinniśmy wiedzieć o tej osobowości polskiego średniowiecza?


    – Studiował za granicą prawo, był pierwszym Polakiem z tytułem magistra. Z jego „Kroniki Polskiej” wiemy, że posiadł wszechstronną wiedzę przyrodniczą, znakomite rozeznanie w kulturze antycznej, perfekcyjną znajomość prawa. Był w grupie pierwszych polskich biskupów, którzy brali udział w Soborze Laterańskim IV w 1215 r.,
soborze wielkich zmian i reform. W 1218 r. zrezygnował z biskupstwa i został zakonnikiem cysterskim w klasztorze w Jędrzejowie. Wyniesiony na ołtarze dopiero w 1764 roku przez papieża Klemensa XIII. To właśnie Wincenty jako biskup krakowski wprowadził w Polsce zwyczaj palenia światła przed tabernakulum, dlatego w malarstwie ukazuje się go z płonącym kagankiem przed Najświętszym Sakramentem.


    Swoją rezygnacją zaskoczył wszystkich.


    – Tę decyzję owiewa mgła tajemnicy. Jak się wydaje, na rezygnację wpłynęło rozczarowanie kierunkiem rozwoju wydarzeń w Polsce. Mistrz Wincenty jako kronikarz sławił świetność Lechitów i Piastów, porównywał ich z historią starożytnych potęg, miał nadzieję, że władcy polscy przymnożą narodowi chwały. Niestety, w pierwszych dziesięcioleciach XIII w. postępował rozkład dawnej monarchii Bolesławów, a ośrodek władzy zwierzchniej, zamiast łączyć, stał się przyczyną waśni i krwawych wojen pomiędzy synami Krzywoustego. Może biskup Wincenty doszedł do przekonania, że żadna siła ludzka nie zdoła już zjednoczyć Piastów? W jego decyzji można też dopatrywać się pewnego radykalizmu ewangelicznego: odrzucił zatroskanie o sprawy doczesne i obrał mniszą wspólnotę cystersów.


    Czy może nadal zachwycać?


    – Mnie, jako pisarza i polityka, nawet bardzo. Kadłubkowa „Kronika Polska” ukazuje idealny obraz ojczyzny, w której panuje „publiczna uczciwość”, czyli harmonijny rozkład praw i obowiązków między panującym a podwładnymi. Wincenty opisywał różne wydarzenia i problemy z myślą o ojczyźnie, o ładzie prawno-publicznym, o wspólnym dobru narodu. Mówi o sprawach polityki zagranicznej, o praworządności, o heroicznym męstwie w obronie zagrożonej wolności. Broni niedoli ludu wiejskiego, skoro często opisuje nadużycia możnowładców czynione „biednym chłopkom”. Przypomina, że władza monarchów wywodzi się z mandatu narodu. Winni oni liczyć się z głosem poddanych, podlegać kontroli społeczeństwa. Gdy któryś sprzeciwi się swemu powołaniu, naród może obalić go jako tyrana i wprowadzić na tron godniejszego. Generalnie cała „Kronika” to jedna wielka „karta miłości ojczyzny”. To pochwała potęgi i męstwa przodków oraz wołanie do narodu o miłość czynną.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół