Nowy numer 4/2023 Archiwum

Tarnobrzeg. Defibrylator u dominikanów

Urządzenie, ofiarowane przez Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego jako prezent dla parafii z okazji jej 100-lecia, jest już dostępne.

Defibrylator znajduje się w specjalnej skrzynce umieszczonej w furcie, prowadzącej do kancelarii parafialnej oraz do pomieszczeń klasztornych.

- Urządzenie zostało sprawdzone, działa, jest gotowe do pracy. Niemniej, życzymy sobie, naszym parafianom oraz wszystkim tarnobrzeżanom, aby nigdy nie musiało być użyte. Jest to sprzęt bardzo ważny dla miasta, bo jak się okazuje najbliższy defibrylator znajduje się w Starostwie Powiatowym przy ul.1 Maja, natomiast do tej pory w obrębie starego miasta nie było ani jednego. Tymczasem po 4 minutach od zatrzymania akcji serca następują trwałe zmiany w mózgu. Więc dostęp do takiego urządzenia, które pomoże podtrzymać pracę serca i w dodatku podpowie, co należy czynić, dla życia człowieka w miejscu, gdzie splata się wymiar duchowy i cielesny, jest bardzo ważny i potrzebny - zauważa o. Michał Śliż OP, subprzeor klasztoru ojców dominikanów w Tarnobrzegu, ratownik z grupy ratownictwa medycznego sandomierskiego PCK. - Jest to sprzęt bardzo intuicyjny i zaraz po otwarciu informuje, co należy robić, jak go bezpiecznie użyć, jak dokonać defibrylacji. Jeżeli tylko opanujemy stres, a to jest chyba w najtrudniejsze w tej sytuacji, nie będziemy bać się go uruchomić, to jesteśmy w stanie udzielić pomocy, a do tego mocą konstytucji RP jesteśmy wszyscy zobligowani, tym samym możemy uratować komuś życie.

Defibrylator umieszczony jest w furcie klasztornej w skrzynce. Aby ją otworzyć, należy zbić szybkę, za którą znajduje się kluczyk do niej. W momencie rozbicia szybki w klasztorze rozlegnie się sygnał, że ktoś chce wyjąć sprzęt. Zanim jednak zdecydujemy się go użyć, jak zaznacza o. Michał, należy stwierdzić zatrzymanie akcji serca. - To jest podstawa, na którą zwraca się uwagę podczas każdego szkolenia z udzielania pierwszej pomocy czy BHP. Sprawdzamy oddech i jeżeli stwierdzimy jego brak, a przypominam, że na 10 sekund powinny przypaść dwa oddechy, wtedy warto wiedzieć, gdzie jest najbliższe AED - jest to zewnętrzne oznaczenie automatycznego defibrylatora. Osoba będąca przy pacjencie nie powinna od niego odchodzić, tylko posłać kogoś innego po urządzenie. Jedna rzecz jest ważna, ono nie zrobi za nas wszystkiego. Może pobudzić serce, czyli wykonać wyładowanie elektryczne. Bezwzględnie należy wtedy odsunąć się od pacjenta. Po defibrylacji sprzęt dokona analizy i może powiadomić o konieczności prowadzenia masażu serca. Tego za nas nie zrobi, musimy sami przystąpić do uciskania klatki piersiowej. Po użyciu sprzęt należy odnieść na miejsce. My poddamy je konserwacji i przygotowaniu do pracy - mówi o. Michał Śliż.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy