Nowy numer 48/2022 Archiwum

Bo nas to bawi

Był rok 2012. 
Na tarnobrzeskim osiedlu Ocice odbywało się święto plonów. Kilka jego mieszkanek przygotowało 
na tę okazję ludowe przyśpiewki dożynkowe. Tak zaczęła się historia Zespołu Ludowego „Ocicanki”.

Od tamtego czasu, zwłaszcza w ostatnich latach, żadna większa impreza plenerowa w Tarnobrzegu nie obędzie się bez ich występu. Udzielają się także w przedszkolach i szkołach, nie wspominając o udziałach w festiwalach i konkursach, na których zdobyły już niejeden laur, w tym na najbardziej prestiżowym Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym.


Od dożynek


– Na naszym osiedlu działało i nadal działa Stowarzyszenie „Ocice”. Na jednym ze spotkań, parę miesięcy przed osiedlowym świętem plonów, zrodził się pomysł, aby coś zaśpiewać, jak to dawniej na dożynkach bywało. Część pań miała jednak opory. Twierdziły, że nie potrafią śpiewać, nie mają głosu, inne – że bez wsparcia muzyków nie da rady. Niemniej propozycja padła. Odżyła dopiero na niedługo przed dożynkami. Siedziałyśmy z Marysią Tomczyk i Anią Gizą przy kawie i mówię im, że widziałam w internecie sympatyczne, dowcipne występy przy okazji dożynek. Może i my spróbowałybyśmy pójść w te ślady i zaśpiewały ówczesnemu prezydentowi piosenkę z lekkimi docinkami, że nie zrobił tego czy tamtego, a obiecywał – wspomina Alina Bąk, prezes Zespołu Ludowego „Ocicanki”.
Ostatecznie do trzech inicjatorek dołączyło jeszcze kilka pań i zaśpiewały włodarzowi Tarnobrzega. Część z nich złapała bakcyla, spodobało im się i stwierdziły, że może warto by kontynuować. Tuż po dożynkach w Ocicach swoje święto obchodziło osiedle Mokrzyszów, na które zostały zaproszone, by wykonały ten sam repertuar.
– Nie miałyśmy żadnych strojów, założyłyśmy białe bluzki i czarne spódnice, bo taki zestaw akurat każda kobieta w szafie ma. Stopniowo dołączały do nas kolejne panie. Oficjalną działalność jako Zespól Ludowy „Ocicanki” zainaugurowałyśmy w 2015 roku. Przygrywał nam wówczas Wacław Ciba i jakoś szło. Nawet przygotowywaliśmy prezentacje obrzędowe, były to „Ocepiny” – wspomina A. Bąk.
Nowego ducha wprowadziła rodzina Smyklów. Ktoś podpowiedział pani Alinie, że jest w Tarnobrzegu dobry muzyk Józef Smykla. Okazało się, że nie tylko przystał na współpracę z Ocicankami, ale jeszcze wzmocnił zespół, wprowadzając do niego żonę i synową oraz syna, z którym stworzyli Smykla Band.
– Podciągnął nas w górę i to bardzo mocno, cóż tu mówić... Wcześniej, ot, śpiewałyśmy, dawało nam to sporo radości i to nam wystarczało. Jednak w pewnym momencie dojrzałyśmy i stwierdziłyśmy, że to stanowczo za mało, chcemy znacznie więcej. Już samo śpiewanie dla śpiewania nie wystarczało. I taki prawdziwy zespół okrzepł po rozpoczęciu współpracy z J. Smyklą i dołączeniu do składu Wiktorii Dąbrowskiej, nauczycielki muzyki w Szkole Podstawowej nr 6 im. Akademii Miechocińskiej, dysponującej wspaniałym, profesjonalnym głosem – mówi prezes Ocicanek.


Nagrody i role


Próby pod fachowym okiem obojga muzyków zaczęły przynosić wymierne efekty. Zespół zdecydowanie podciągnął się w śpiewie, rozszerzył zestaw utworów, w którym znalazły się nie tylko piosenki i przyśpiewki ludowe, ale także pieśni religijne i narodowe.
– Obecnie w swoim repertuarze mamy ponad 30 kompozycji, różnych, bo i w różnych uroczystościach, imprezach bierzemy udział. Z kolędami występowałyśmy w kościele pw. św. Marii Magdaleny w Miechocinie, ale także w tarnobrzeskich szkołach i przedszkolach. Podczas jednego ze świąt narodowych śpiewałyśmy pieśni patriotyczne – mówi W. Dąbrowska. – Trzeba dodać, że nie tylko występujemy na żywo, w internecie jest kilka naszych teledysków, nagranych przez pana Józefa, który dysponuje ministudiem nagrań. I nakręcenie klipów to jego pomysł i zasługa. Ponoć się podobają, a świadczyć może o tym liczba odsłon – dodaje.
Jednak sam śpiew już nie wystarczał, apetyt zaczął rosnąć i Ocicanki zdecydowały się na przygotowanie inscenizacji obrzędów ludowych. Pierwszą z nich były „Ocepiny”, które w kwietniu 2017 r. przyniosły zespołowi również pierwszą w ich działalności nagrodę, i to nie byle jaką, bo zdobytą w XXIX Wojewódzkim Konkursie „Ludowe Obrzędy i Zwyczaje”, który odbył się w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Sędziszowie Małopolskim. Ocicanki otrzymały wówczas wyróżnienie i 500 zł, ufundowane przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Widowisko zostało także docenione na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym, najbardziej prestiżowym i nobilitującym już samym zaproszeniem do udziału w nim. W ubiegłym roku natomiast z Sędziszowa Małopolskiego zespół z Ocic wyjechał z wyróżnieniem, zaś J. Smykla – z I nagrodą dla najlepszego aktora za przedstawienie „Kiszenie kapusty u Maciejowej”.
– Z „Kiszeniem kapusty” gościliśmy w przedszkolach. Jakież było zdziwienie dzieci, że nie kupuje się jej w sklepie, tylko trzeba poszatkować, a potem ugniatać ją w beczkach – śmieje się A. Bąk.
W tym roku Ocicanki na XXXIV Wojewódzki Konkurs „Ludowe Obrzędy i Zwyczaje” przygotowały spektakl opowiadający o swataniu młodej dziewczyny ze starym kowalem, trzykrotnym wdowcem. I ponownie otrzymały wyróżnienie.
– Scenariusze piszemy sami, opierając się na materiałach zebranych podczas wywiadów, rozmów z najstarszymi mieszkańcami naszego osiedla, ale także okolicznych miejscowości oraz zapamiętanych z dzieciństwa opowiadań naszych babć. Staramy się ubrać to w formę humorystyczną i chyba się nam to udaje, gdyż za każdym razem, gdy występowaliśmy z obrzędami czy skeczami (mamy ich w repertuarze całkiem niezły zasób), zarówno w domach kultury, szkołach, jak i przedszkolach rozlegały się salwy śmiechu – zaznacza W. Dąbrowska.
– Prawdziwa zabawa była na weselu mojego syna, podczas którego Ania Giza odegrała rolę ze skeczu „Ciotka z Ameryki”. Goście naprawdę byli przekonani, że to spóźniona, autentyczna krewna, która przyjechała na przyjęcie prosto z lotniska. Zagrała tak sugestywnie, że jeszcze długo wiele osób nie wierzyło, że to był tylko show – opowiada A. Bąk.


Dawać radość 
sobie i innym


– Jestem w zespole dopiero od roku, ale można powiedzieć, że już pewne obserwacje poczyniłam. Uczestniczyłam w kilku spotkaniach w przedszkolach i szkołach i muszę powiedzieć, że dzieci bardzo pozytywnie odbierały nasz występ. Zachęcałam je do wspólnego kolędowania z nami, co robiły bardzo entuzjastycznie, okazało się bowiem, że całkiem nieźle znają słowa najpopularniejszych kolęd. Przygotowałyśmy małą scenografię, w której obowiązkowo znalazł się żłóbek i malutki Jezus. Miałam wrażenie, że udało się nam zachęcić je do kolędowania nie tylko z nami w przedszkolu, ale także w domu, razem z rodzicami. I mam nadzieję, że nie przestraszyłyśmy dzieci, skoro bardzo ochoczo zapraszały nas na następny rok, też z kolędami – mówi Bożena Kapuściak, członkini Ocicanek, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Tarnobrzega, emerytowana nauczycielka.
– Chcemy nie tylko dawać ludziom zabawę, ale także wzruszyć, wzbudzić czasami jakąś refleksję, a sobie przysporzyć radości. Postanowiłam, że będę występować, dopóki będzie mi to dawać frajdę i będzie radować, bo to chyba w tej naszej działalności jest najważniejsze i to napędza nas do pracy. Oczywiście, że bardzo istotny jest odbiór publiczności, występuje się nie tylko dla swojej przyjemności, ale przede wszystkim dla odbiorców – dodaje A. Bąk.
Na te same aspekty zgodnie zwróciły uwagę B. Kapuściak i W. Dąbrowska. – Lubię śpiewać, lubię tańczyć, poza tym przez pewien czas uczyłam muzyki w szkole, więc dryg do śpiewu mam. Zawsze starałam się przyjmować zaproszenia zespołu na jego występy, więc i jego repertuar, specyfika oraz atmosfera nie były mi obce, dlatego bardzo łatwo uległam namowom Wiktorii, zwłaszcza że mieszkamy na tym samym osiedlu Dzików. Takie trochę farbowane z nas ocicanki – żartuje B. Kapuściak, która dodatkowo przyjęła na siebie rolę konferansjerki. – Teraz mogę powiedzieć, że robię to, co mi w duszy gra! Staram się wspierać zespół także organizacyjnie – tłumaczy.
– Od dziecka uwielbiam śpiewać i robię to gdzie tylko mogę. Zanim trafiłam do Ocicanek, udzielałam się w chórach, m.in. tym funkcjonującym przy kościele ojców dominikanów. Był czas, kiedy prowadziłam chór w parafii pw. Miłosierdzia Bożego. Kiedy zatem pani Ala zaproponowała mi udział w zespole, nie zastanawiałam się ani minuty. Cieszy mnie, że się rozwijamy, że coraz ładniej wypadamy na scenie, że mamy nowe, piękne stroje. To wszystko sprawia przyjemność i wywołuje uśmiech na twarzy – zaznacza W. Dąbrowska.
Entuzjazm i radość Ocicanek udziela się oglądającej je publiczności, która chętnie dołącza do śpiewania, a nierzadko nawet idzie w tany. Skoczne piosenki i przyśpiewki wielu starszym są znane z młodych lat, z festynów i uroczystości w ich rodzinnych wioskach, z których wysiedliły ich kopalnie siarki w Jeziórku i Machowie. Zdecydowana większość osiadła w blokach w Tarnobrzegu, ale klimaty z dawnych lat wciąż w nich drzemią.
Obecny rok jest dla Ocicanek czasem wytężonej pracy. Po zluzowaniu pandemicznych obostrzeń nastąpił wysyp wydarzeń, a wiele z nich, zwłaszcza w Tarnobrzegu, nie obyło się bez występu zespołu, który tylko w ostatnim czasie bawił m.in. na gali „Kobiety na medal”, Jarmarku Dominikańskim, miejskich dożynkach, dniach seniora, tarnobrzeskiej części II Festiwalu Kultury Lasowiackiej, za każdym razem ciesząc się ciepłym przyjęciem publiczności.
Działalność Ocicanek opiera się na prywatnych finansach członków zespołu oraz na wsparciu sponsorów, wśród nich samorządu miejskiego, lokalnych przedsiębiorstw i instytucji.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy