Nowy numer 39/2022 Archiwum

Jeden dzień pielgrzyma

W tym roku Diecezjalna Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę powróciła na szlak.

Z możliwości uczestnictwa w tradycyjnej formie cieszą się przede wszystkim wielokrotnie biorący udział w niej pątnicy, dla których dwa minione lata, kiedy pielgrzymka nie mogła odbyć się w normalnej formule, były bolesnym doświadczeniem.

W tym roku wreszcie wyruszyli na pątniczy szlak. Jedni decydują się pokonać całą trasę pieszo, inni tylko jeden odcinek, jeszcze inni wybrali nową możliwość, czyli pielgrzymkę jednodniową. Jakie przeżycia, myśli im towarzyszyły podczas drogi?

Rodzinnie

Natalia i Adrian Turkowie z 3-letnim synkiem Stasiem postanowili wraz ze stalowowolską pieszą pielgrzymką pokonać pierwszy etap prowadzący ze Stalowej Woli do Tarnobrzega. – W 2015 r. wspólnie przeszliśmy cały szlak stalowowolskiej pielgrzymki jako narzeczeni, modląc się w intencji naszego planowanego małżeństwa, zaś tuż przed ślubem pokonaliśmy pierwszy odcinek, dokładnie ten sam, co w tym roku. Chcieliśmy powrócić do tamtych chwil, przypomnieć je sobie i poczuć jeszcze raz tamten klimat. Na pokonanie całej trasy nie zdecydowaliśmy się z uwagi na naszego małego synka, choć bardzo chcieliśmy – mówi Adrian Turek. – Przypomniały się piękne przeżycia z naszego wspólnego pielgrzymowania z mężem, kiedy jeszcze byliśmy narzeczonymi, ale również wcześniejsze, albowiem na Jasną Górę szłam czterokrotnie. Znowu mogłam doświadczyć tej wspaniałej atmosfery pielgrzymki, która jest niepowtarzalna. To są niesamowite rekolekcje w drodze, pełne wyrzeczeń, zdania się na warunki pogodowe zupełnie od nas niezależne i przede wszystkim zawierzenie Panu Bogu i Matce Bożej. Poza tym wiadomo, że każdy niesie swoje osobiste intencje, ale też bardziej ogólne – przede wszystkim o pokój w Ukrainie i na świecie. W tej intencji z całą grupą modliliśmy się podczas Różańca i Drogi Krzyżowej – opowiada Natalia Turek. – W trakcie poprzednich pielgrzymek posługiwałam w grupie muzycznej i wyznam, że również dzisiaj bardzo mnie korciło, żeby chociaż na chwilę dołączyć do niej, ale uznałam, że to nie mój czas i mam inne obowiązki, był bowiem z nami synek. Jak tobie się podobało? – pani Natalia zwraca się do Stasia. – Bardzo mi się podobało na pielgrzymce. Było fajnie, było dużo ludzi i oni też byli bardzo fajni – rezolutnie włącza się do rozmowy mały Staś. – Najbardziej podobały mi się postoje. – Postoje przypadły synkowi do gustu zapewne dlatego, że miał podczas nich największą rozrywkę, bo wiele osób go zabawiało. Podczas marszu jechał w wózku, gdyż nie byłby w stanie sprostać tempu – wyjaśnia z uśmiechem jego tata. – Podczas tego odcinka bardzo uderzyło mnie wzruszenie i niezwykła serdeczność mieszkańców miejscowości przez które szliśmy, a zwłaszcza Grębowa, gdzie niemal przy każdej posesji ktoś stał, radośnie nas pozdrawiał, machał. Tak jak w latach poprzednich, grębowianie przygotowali pyszny obiad, który z apetytem spożyliśmy. Widać było, że nie tylko stałym bywalcom pielgrzymki jej brakowało, ale także ludziom mieszkającym przy jej szlaku. To było niesamowite! Łapały za gardło słowa: „Jak dobrze, że jesteście” – opowiada Adrian Turek. – To był piękny dzień, choć teraz nogi zaczynają mi odmawiać posłuszeństwa. Oj, chyba wiek i kondycja już nie te – śmieje się pan Adrian, a wtórują mu żona i synek.

Bezpieczeństwo

– Naszym, czyli służby porządkowej, głównym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa pielgrzymom, ale również innym użytkownikom dróg. Nie jest to łatwe zadanie, przysparza też czasami niemało stresu, ale ktoś musi to robić, żeby pątnicy cali i zdrowi dotarli szczęśliwie przed obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Nie uczestniczymy, tak jak inni pielgrzymi, w konferencjach, nabożeństwach odprawianych w drodze, jak Różaniec, Droga Krzyżowa, gdyż cały czas jesteśmy w biegu. Musimy pilnować kolumny z przodu i z tyłu. Gdy zbliżamy się do skrzyżowań, rond już wcześniej naszym obowiązkiem jest wstrzymać ruch, by pielgrzymka mogła je spokojnie pokonać – mówi Mateusz Michajłyszyn, sprawujący posługę w grupie kierującej ruchem drogowym. – Musimy czasami temperować zapędy kierowców, ale również strofować nieco niesfornych pielgrzymów. Ci, co idą już któryś raz, dobrze wiedzą jak się zachowywać, że nie wolno wykraczać poza swój pas, ale początkujący czasami sprawiają kłopoty. Wczoraj i dzisiaj na szczęście nie mieliśmy takich problemów, może nowych jest nieco mniej? – zastanawia się pan Mateusz. – Za to wczoraj spotkaliśmy paru kierowców, którym bardzo się spieszyło i mimo naszych nakazów, próbowali je zignorować, starając się wepchać na trzeciego, ale byliśmy bardzo zdecydowani i stanowczy. Szczęśliwie przytłaczająca liczba osób siedzących za kierownicą jest bardzo przychylna i ze zrozumieniem podchodzi do naszych znaków. Wielu kierowców nas pozdrawiało, a nawet cieszyło się, że pielgrzymka znowu idzie! – raduje się porządkowy. – Wczoraj i dzisiaj troszkę małych problemów sprawiały nam pewne braki w zgraniu. W tym roku bowiem niektóre grupy zostały połączone. Przed pandemią w kolumnie stalowowolskiej szło sześć grup, w tym roku zaś cztery, gdyż niektóre z uwagi na mniejszą liczebność zostały połączone, więc w gronie porządkowych znalazły się osoby, z którymi dotychczas nie współpracowaliśmy. Niemniej docieramy się szybko, zwłaszcza, że każdy z nas, by móc posługiwać w grupie porządkowej, musi posiadać prawo jazdy kategorii B oraz mieć ukończony kurs przewodnika pielgrzymek organizowany przez Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego, dający uprawnienia do kierowania ruchem drogowym. Mam głęboką nadzieję, że szczęśliwie bez żadnych niepożądanych przygód dotrzemy na Jasną Górę.

Pieszo i autokarem

– Dzisiaj rozpoczęliśmy tzw. pielgrzymki jednodniowe, które będą organizowane do 11 sierpnia. O godz. 7 rano trzema autokarami, zgłosiło się bowiem 150 osób, wyjechaliśmy z Tarnobrzega. Tuż przed ósmą byliśmy w Wiśniowej, gdzie dołączyliśmy do grupy św. Barbary. Uczestniczyliśmy w Mszy św. odpustowej, bo tamtejsza parafia przeżywała swoje święto patronalne, czyli Przemienienia Pańskiego. Po Eucharystii razem z pielgrzymami, którzy całą trasę pokonują pieszo, przeszliśmy ok. 15 km, mijając Poddębowiec, Czernicę, docierając do Kurozwęk. Trasa była naprawdę urokliwa, wiodła bocznymi, spokojnymi szlakami, wijącymi się między pagórkami, lasami. Około południa dotarła do nas tragiczna wiadomość o wypadku polskich pielgrzymów w Chorwacji, jadących do Medjugorje. Nie wiedzieliśmy o tym wcześniej, bo szliśmy przez teren, gdzie nie było zasięgu – mówi ks. Piotr Wilk, wikariusz parafii pw. św. Barbary w Tarnobrzegu, która organizowała jednodniową pielgrzymkę dla dekanatów tarnobrzeskiego i baranowskiego. – W trzecim dniu pielgrzymki tradycyjnie pielgrzymi modlą się za ojczyznę, więc w Czernicy prosiliśmy o zgodę w narodzie polskim, o pokój w Ukrainie i na świecie, a zwłaszcza polecaliśmy opiece Matki Bożej pątników, którzy jechali do Medjugorje. Nie znaliśmy jeszcze rozmiaru tragedii, wiedzieliśmy tylko o wypadku. W Kurozwękach pożegnaliśmy się z pielgrzymami z grupy św. Barbary i autokarami udaliśmy się do Częstochowy. Na Jasnej Górze byliśmy kilka minut po godz. 20, więc spokojnie dotarliśmy do kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, by uczestniczyć w Apelu Jasnogórskim. Tam również modliliśmy się w intencji wszystkich ofiar tragedii, o spokój duszy dla zmarłych i o zdrowie dla rannych oraz o siły i pocieszenie dla ich najbliższych. To był piękny dzień, pełen modlitwy, ale i trudny z uwagi na wydarzenia w Chorwacji. Szczęśliwie wróciliśmy, a teraz idziemy spać, bo jest już 2 w nocy i wielu z nas oczy same się zamykają, chociaż są i twardziele, po których nie widać zmęczenia...

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy