Nowy numer 20/2022 Archiwum

Pasja, a nie praca

Doktor Adam Wójcik, twórca i wieloletni dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega, autor ponad 100 książek, wspomina 41 lat pracy i wyjawia plany do realizacji na emeryturze.

Marta Woynarowska: Miesiąc temu przeszedł Pan na emeryturę, ale przypuszczam, że nie będzie to czas spoczywania na laurach – swoją drogą jak najbardziej zasłużonych.

Adam Wójcik: Z pewnością nie zrezygnuję z uprawiania pasji, jaką jest mój zawód. Celowo nie używam określenia „praca”, gdyż w dosłownym jej znaczeniu nie będę pracował na etacie czy w oparciu o jakąś inną umowę cywilnoprawną, tylko realizował pewne zamierzenia przychodzące do mnie albo pojawiające się tu i tam. Już w tej chwili zaczynam realizować trzy duże projekty.

Jeden z nich to przygotowanie nowej stałej ekspozycji w Muzeum im. prof. Stanisława Fischera w Bochni, gdzie przed 41 laty rozpoczynałem swoją drogę zawodową. Zaproponowano mi opracowanie tej wystawy, gdyż od chwili, kiedy z bocheńskiego muzeum odszedłem, była ona niezmieniana. W najbliższych dniach ruszamy z realizacją całego przedsięwzięcia, wymagającego najpierw przeprowadzenia remontu pomieszczeń i dopiero montażu ekspozycji. Drugie zadanie wiąże się z moim zaangażowaniem w organizację muzeum tradycji górniczych Swoszowic, gdzie od średniowiecza działały kopalnie siarki. Jestem także konsultantem remontu Pałacu Spiskiego przy Rynku Głównym w Krakowie, gdzie ma powstać muzeum edukacji polskiej. Pozostaję również w kontakcie z Katarzyną Kondziołką, burmistrz Zawichostu. Zrodziła się bowiem idea powołania z tym mieście muzeum.

41 lat pracy to czas wielu doświadczeń i dokonań. Które z nich ceni Pan sobie najbardziej?

Z pewnością Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega jest tym najważniejszym. To jest moje dziecko, mój pomysł. Kiedy przybyłem do Tarnobrzega, nikt nie myślał o placówce muzealnej, ja zresztą także. Szczęśliwy przypadek sprawił, że otrzymałem zabytkowy spichlerz do wyremontowania i zagospodarowania. To sprawiło, że wspólnie z Towarzystwem Przyjaciół Tarnobrzega zaczęliśmy myśleć o utworzeniu w nim muzeum. Niemniej już wtedy wiedziałem, że to początek, gdyż przede wszystkim należało walczyć o Zamek Tarnowskich w Dzikowie jako docelowy obiekt na tarnobrzeskie muzeum. I przez 20 lat walczyłem, podobnie jak środowisko kulturalne miasta, o pozyskanie zamku na ten cel, a także o powrót zbiorów Tarnowskich do Dzikowa. Finalnie udało się przeprowadzić wszystkie zamierzenia, z czego bardzo się cieszę, zwłaszcza że na koniec mojej kariery doszło do spektakularnego wydarzenia w postaci zakupu Kolekcji Dzikowskiej. Lepiej się nie mogło ułożyć.

W trakcie drogi zawodowej spotkał Pan wiele osobistości. Która z nich odegrała najważniejszą rolę?

Niewątpliwie momentem przełomowym było poznanie prof. Alfreda Majewskiego, najwybitniejszego konserwatora, jeśli chodzi o zamki, człowieka niezwykłego, o ogromnej kulturze. Dobry los sprawił, że nie tylko zacząłem pracować pod jego skrzydłami, ale i przez kilkanaście lat byłem jego najbliższym współpracownikiem. Profesor, oprócz przekazania mi wiedzy, zapoznał mnie z ludźmi ze swego kręgu, do dzisiaj uznawanych za najwybitniejszych ekspertów swoich dziedzin, jak prof. Stanisław Estreicher, prof. Aleksander Gieysztor, prof. Stanisław Lorentz czy prof. Adam Miłobędzki. To wielkie nazwiska wielkich ludzi polskiej kultury i nauki. Ale byłem także zaprzyjaźniony z osobami z zupełnie innego kręgu – mam tu na myśli artystów polskiej estrady. Przez trzy lata byłem menedżerem zespołu No To Co, a także autorem tekstów do piosenek skomponowanych przez Piotra Janczerskiego.

Mówił Pan o pracy w Bochni, Krakowie. Jak zatem trafił Pan do Tarnobrzega?

Może przypadek, a może przeznaczenie. Pracowałem na Wawelu z prof. Majewskim nad odbudową zamku w Wiśniczu, gdzie miałem prowadzić muzeum działające w części budowli. Całość miała należeć do Zjednoczenia Petrochemicznego, które jednak po stanie wojennym zostało zlikwidowane. I tak cały plan upadł. Wówczas prof. Majewski dowiedział się, że wojewoda tarnobrzeski poszukuje osoby na stanowisko konserwatora wojewódzkiego. Wskazał mnie. Wprawdzie przez pewien czas się opierałem, nie chciałem opuszczać rodzinnych stron, poza tym nigdy nie pracowałem na podobnym stanowisku. W końcu zgodziłem się, z myślą, że popracuję w Tarnobrzegu kilka lat i wrócę. Z tych kilku lat zrobiło się ponad 30 i zostałem tutaj na stałe.

Czuje się Pan bardziej muzealnikiem czy konserwatorem?

Zdecydowanie muzealnikiem. Moje zamiłowanie do muzealnictwa sięga dzieciństwa. Chociaż nigdy nie planowałem być konserwatorem, to jednak życie napisało swój scenariusz. Nie żałuję, gdyż bardzo wiele się nauczyłem i zdobyłem spore doświadczenie, jak się okazało – później potrzebne także w pracy muzealnika przy okazji remontu spichlerza, jak i Zamku Tarnowskich.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama