Nowy numer 21/2022 Archiwum

Rok małżeństwa z Dzikowa

– W Polsce były tylko trzy takie kobiety – Izabela z Flemingów Czartoryska, Izabela z Czartoryskich Działyńska i nasza Waleria ze Stroynowskich Tarnowska. To one były założycielkami najcenniejszych dzisiaj zbiorów muzealnych – zauważa dr Adam Wójcik.

Ubiegłoroczne wydarzenia związane z zakupem Kolekcji Dzikowskiej przez Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega oraz wydanie przez Towarzystwo Przyjaciół Tarnobrzega wspomnień Walerii Tarnowskiej „Moje podróże” skłoniły Adama Wójcika do złożenia w imieniu towarzystwa wniosku, by rok 2022 był w mieście poświęcony założycielce i twórczyni zbiorów Tarnowskich.

Tarnobrzescy radni podczas ostatniej w ubiegłym roku sesji rady miasta przychylili się do wniosku Towarzystwa Przyjaciół Tarnobrzega postanawiając upamiętnić postaci obojga założycieli Kolekcji Dzikowskiej. W tym roku przypada bowiem 240. rocznica urodzin Walerii ze Stroynowskich Tarnowskiej i 245. urodzin oraz 180. śmierci Jana Feliksa Tarnowskiego. – Naturalnie cieszy nas decyzja radnych. Może to i lepiej, że będziemy czcić pamięć tego niezwykłego i wielce zasłużonego dla Tarnobrzega małżeństwa. Wnioskowaliśmy o Rok Walerii Tarnowskiej, gdyż uznaliśmy, że poświęca się jej zbyt mało uwagi, mówiąc częściej o Janie Feliksie, co być może wynika z faktu, iż to on był dziedzicem Dzikowa. Tymczasem współtwórczynią Kolekcji Dzikowskiej, i to bardzo istotną, była jego żona Waleria ze Stroynowskich. Nabycie przez tarnobrzeskie muzeum kolekcji od rodziny Tarnowskich sprawiło, że instytucja ta posiada obecnie jeden z najcenniejszych zbiorów muzealnych, stawiających ją w pierwszych szeregach palcówek muzealnych w kraju – mówi dr Adam Wójcik, prezes Towarzystwa Przyjaciół Tarnobrzega.

Promocja Walerii

Postać Walerii Tarnowskiej, nieco zapomnianą, TPT przypomniało w początkach ubiegłego roku, wydając część jej pamiętników, poświęconą podróży do Włoch, którą odbyła wraz z ojcem i mężem w latach 1803–1804 r. „Moje podróże” ukazały się dzięki przekładowi tekstu z języka francuskiego, pozostającemu dotychczas w rękopisie, dokonanemu przez Monikę Chwałek-Oczkowską, tłumaczkę, miłośniczkę sztuki, muzeologii i historii. – Przetłumaczenie pamiętników zajęło mi w sumie pięć lat – dwa na zgromadzenie materiału, a kolejne trzy już samo tłumaczenie, które musiałam godzić z pracą zawodową oraz rodziną. Mam nadzieję, że uda mi się również przetłumaczyć pozostałe pamiętniki zatytułowane „Moje dzienniki”, które zakończyła na roku 1838, czyli na 11 lat przed śmiercią – mówiła podczas oficjalnej promocji „Moich podróży” ich tłumaczka Monika Chwałek-Oczkowska. Obecnie pracuje nad najwcześniejszą częścią wspomnień Walerii Tarnowskiej. Pierwsze strony miał okazję przeczytać Adam Wójcik. – Dotyczą one poznania Jana Feliksa Tarnowskiego – połączyła ich miłość od pierwszego wejrzenia – i zaręczyn. Przelała na papier swoje obawy, czy podoła zadaniom, czy naprawdę podoba się narzeczonemu. To są sprawy bardzo miłe i interesujące. Bo tak naprawdę cóż my wiemy o życiu wewnętrznym i tym codziennym państwa na Dzikowie? Jaki był ich rozkład dnia, czym się zajmowali, co spożywali, jak się ubierali – czyli to wszystko, co wiąże się z codziennością, a co jest niezmiernie frapujące. Jeśli chodzi o Tarnowskich, posiadamy bowiem przede wszystkim pewien rodzaj wiedzy encyklopedycznej – stwierdza Adam Wójcik. – Dlatego bardzo się cieszę, że pani Monika kontynuuje swoje dzieło. TPT naturalnie sfinansuje wydanie kolejnych 7–8 tomów, gdyż materiału jest bardzo dużo. Towarzystwo chciałoby bardzo zorganizować wydarzenia poświęcone zarówno Walerii, jak i jej mężowi, ale jest jeszcze zbyt wcześnie na konkrety. Rada Miasta podjęła stosowną uchwałę w ostatnich dniach minionego roku, poza tym wszelkie plany wciąż utrudnia pandemia. Gdy tylko warunki okażą się sprzyjające, być może tarnobrzeżanie będą mogli usłyszeć fragmenty pamiętnika poświęcone np. zaręczynom. – Chciałbym, aby było to wydarzenie przygotowane ze stosowną oprawą, na dobrym poziomie, i to nie tylko przez TPT, ale we współpracy z innymi tarnobrzeskimi placówkami kulturalnymi – wyjawia pan Adam.

Jedna z trzech

Adam Wójcik bez cienia wahania stawia Walerię Tarnowską obok dwóch innych twórczyń słynnych kolekcji – Izabeli z Flemingów Czartoryskiej, założycielki pierwszego na ziemiach polskich muzeum powstałego w Puławach (obecnie zbiory znajdują się w Muzeum Książąt Czartoryskich, oddział Muzeum Narodowego w Krakowie), i jej wnuczki Izabeli z Czartoryskich Działyńskiej, która w zamku w Gołuchowie zgromadziła zbiory średniowiecznego emalierstwa, grafiki, obrazy oraz zabytki rzemiosła artystycznego starożytności i średniowiecza. Waleria Tarnowska swe zainteresowania kierowała głównie ku malarstwu i rzeźbie. Sama była uzdolnioną i uznaną miniaturzystką. – Była starannie wykształcona, oczytana, przy tym głęboko wierząca, odnosząca się z ogromnym szacunkiem do innych ludzi, bezgranicznie kochająca swoją rodzinę, niezwykle delikatna, powściągliwa, taka trochę szara myszka, przy tym mająca ogromną wiedzę i wyczucie sztuki. Wszak sama malowała, specjalizując się w malarstwie miniaturowym, w czym była naprawdę doskonała, o czym świadczą miniatury jej autorstwa zachowane i prezentowane m.in. w zamku w Dzikowie. O jej znajomości sztuki i guście świadczą dzieła, jakie nabyła w trakcie podróży do Włoch, a także późniejsze zakupy. Najbardziej spektakularny trzon Kolekcji Dzikowskiej zawdzięczamy jej. To jej zamiłowanie oraz pieniądze rodziny Stroynowskich (Walerian Stroynowski uchodził za jednego z najbogatszych właścicieli ziemskich na Wołyniu) pozwoliły na zakupy obrazów mistrzów dawnego malarstwa. Miała sprecyzowane zainteresowania – charakteryzuje twórczynię kolekcji Adam Wójcik. Waleria Tarnowska zmarła 23 listopada 1849 r., siedem lat po swym mężu. Stanisław Tarnowski, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, wnuk Walerii w „Domowej Kronice Dzikowskiej”, wspominał ją w ten sposób: „Była duszą i chlubą domu, który, jak długo będzie trwał, powinien o niej wiedzieć, znać ją, jej pamięć przechowywać ze czcią i z wdzięcznością. Zastała w domu honor cały, sumienie czyste, żadnego nigdy sprzeniewierzenia Bogu ani ojczyźnie, ale ten zasób czci i wiary, jaki zastała, pomnożyła swoją cnotą i zasługą, utwierdziła go na dalsze pokolenia”.

Bibliofil

Jan Feliks był synem Jana Jacka i Rozalii z Czackich. Urodził się w Dzikowie w 1777 r. Jego edukacją zajął się wuj Tadeusz Czacki, przyszły założyciel Liceum Krzemienieckiego, wielki bibliofil, który swoją pasją zaraził, i to bardzo skutecznie, swojego siostrzeńca. Kajetan Koźmian w pośmiertnym wspomnieniu o Janie Feliksie zauważył, że młody Tarnowski zachęcany przez wuja bardzo często przesiadywał w Bibliotece Załuskich, „prawie w niej pomieszkiwał”. Tu zapewne narodziło się jego zainteresowanie literaturą i historią, a także gromadzeniem księgozbioru, któremu pozostał wierny do końca życia. Stworzył pokaźną i cenną bibliotekę, kupując fragmenty lub też całe zasoby bibliotek. W Dzikowie znalazły się księgi o różnej proweniencji, m.in. z biblioteki ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. W swej pasji gromadzenia cennych zbiorów rywalizował z innymi ówczesnymi kolekcjonerami – ks. Michałem Juszczyńskim, księciem Adamem Jerzym Czartoryskim i Ludwikiem Łętowskim. Michał Marczak, dzikowski bibliotekarz, zatrudniony w niej przez Zdzisława Tarnowskiego jeszcze przed I wojną światową, szacował, iż Jan Feliks zdołał zgromadzić około 13–15 tys. ksiąg. Współcześni badacze liczbę tę uważają za zaniżoną. O jego zamiłowaniu do książek świadczy chociażby to, że swej narzeczonej, miast kwiatów czy biżuterii, posyłał księgi. Tarnowski był także znawcą historii oraz doskonałym tłumaczem tekstów starożytnych. W dowód uznania dla jego osiągnięć naukowych Towarzystwo Królewskie Warszawskie Przyjaciół Nauk włączyło go w 1811 r. w poczet swoich członków czynnych. Dużą część życia poświęcił Jan Feliks aktywności publicznej i politycznej. Po upadku powstania listopadowego wycofał się z życia publicznego i na stałe wraz z rodziną zamieszkał w Dzikowie, gdzie „uwielbiał siadywać w swoim gabinecie i grać na gitarze swą ulubioną melodię »Hryć«”. O wielkim sercu i trosce o ludzi świadczą wydarzenia z 1813 r., kiedy doszło do ogromnej powodzi, która zaskoczyła Tarnowskiego, gdy gościł w Wielowsi. „Napadnięty wśród nocy przez rozhukane bałwany, ledwie uszedł z życiem, chroniąc się na drugie piętro zalanego wodą murowańca, który wiry zapienione podmywały”. Przedostawszy się łodzią do Dzikowa, „niósł na tej samej łodzi pociechę, pomoc i ratunek wszystkiem, a szczególniej włościanom. Otworzyć rozkazał spichlerze wodą niedosiężone, zapasy z nich wyczerpać i całą zgłodniałą okolicę wspierać. Sam przewodniczył rozwożącym pokarm dla zgłodniałych, sam przykładem swoim w niedostępne miejsca dowoził i dzielił”. Waleria i Jan Feliks poznali się w lutym 1798 r. podczas spotkania zaaranżowanego przez Tadeusza Czackiego. – Połączyła ich jednak prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia. Spotkały się dwie osoby, niezwykle wrażliwe, wykształcone, ceniące wiedzę i sztukę. To nie było małżeństwo zaaranżowane przez rodziny, oni pobrali się z autentycznej miłości, co w ówczesnych czasach i ich sferze należało do rzadkości. Ślub odbył się we wrześniu 1800 roku. Przeżyli razem 42 lata, darząc się wielkim uczuciem, szacunkiem. Wzrusza ogromna troska Walerii o męża, o którym w pamiętnikach pisała „mój Janek”. Niepokoiła się każdą jego chorobą, katarem, kaszlem – mówi pan Adam. Tarnowscy doczekali się dziewięciorga dzieci, z których czwórka zmarła w niemowlęctwie lub wczesnym dzieciństwie, ale wychowali ich znacznie więcej, biorąc w opiekę sieroty.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama