Nowy numer 32/2022 Archiwum

Pływające przejście

Na Wiśle powrócił kordon. Szczęśliwie tylko jako atrakcja turystyczna.

Na promie kursującym między Koprzywnicą a Tarnobrzegiem pojawiły się makiety budek strażniczych. – Postanowiliśmy przypomnieć o historii przeprawy i o tym, że w okresie, kiedy Polska była pod rozbiorami, oba te miasta leżały przy samej granicy dwóch monarchii – Rosji oraz Austrii, a po roku 1867 Austro-Węgier.

Fakt ten jest coraz mniej znany, a przecież przedzieranie się przez tzw. kordon, jak popularnie mówiono o nielegalnym pokonywaniu granicy między obu cesarstwami, miało miejsce także w naszym regionie. I niejedna osoba uratowała się przed carskimi represjami, uciekając za kordon po upadku kolejnych powstań narodowych – mówi Krzysztof Pitra, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Koprzywnicy. – Uznaliśmy, że przypominania historii nigdy dość – ale w lekki i przystępny sposób, np. w formie atrakcji turystycznej. I tak zrodził się pomysł zamontowania na promie łączącym gminę Koprzywnicę z Tarnobrzegiem makiet dawnych budek strażniczych z atrapami żołnierzy rosyjskich i cesarsko-królewskich, wraz z tablicą informacyjną opisującą dzieje tego miejsca. Kluczową kwestią była zgoda właścicieli przewozu, którzy chętnie na propozycję koprzywnickiego ośrodka przystali. – Podobny pomysł został zrealizowany na promie w Baranowie Sandomierskim i był dobrze przyjęty przez mieszkańców, a przede wszystkim turystów. Prom jednak został tam zlikwidowany, gdyż po wybudowaniu mostu na Wiśle w Połańcu nie miał już racji bytu, i wraz z nim zniknęła rekonstrukcja dawnego przejścia granicznego. Kiedy pan Krzysztof zaproponował nam, by na naszym promie pojawiły się makiety budek – naturalnie, że się zgodziliśmy. W końcu to historia, a o niej trzeba pamiętać. W Łukowcu była strażnica, później funkcjonowała w niej szkoła, a słupy graniczne były ustawione w Ciszycy – wyjaśnia Maciej Klimczak, współwłaściciel promu. By móc poczuć się jak turysta przekraczający granicę, każdy otrzyma paszport c.k. monarchii lub rosyjski, w zależności od tego, czyim poddanym byłby przed 1914 r. Przewoźnicy zaś będą wbijać w nie pieczątki potwierdzające przekroczenie granicy. – Paszporty mają formę książeczki, z jednej strony widnieje godło Austro-Węgier, z drugiej zaś Rosji. Należy tam wpisać swoje dane i w ramach dodatkowej atrakcji można w nich zbierać pieczątki z naszą marką – „Koprzywnica na weekend” – dodaje Krzysztof Pitra. Projekt, realizowany wspólnie z Grupą Historyczno-Eksploracyjną Wisła, otrzymał dofinansowanie z Fundacji im. Stefana Artwińskiego w Kielcach w ramach Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030. – Są to niewielkie granty, dlatego aby projekt ziścił się, konieczny był spory wkład naszej pracy, czyli pracowników MGOKiS, członków Grupy Wisła oraz właścicieli promu, którzy bardzo życzliwie podeszli do naszego pomysłu – podkreśla K. Pitra. Projekt rekonstrukcji przejścia jest jednym z elementów wpisujących się w program „Koprzywnica na weekend”, mający przyciągnąć turystów do tego urokliwego miasteczka, otoczonego pięknym krajobrazem. A jest na to bardzo duża szansa. Maciej Klimczak zauważa bowiem, iż od kilku lat widoczny jest coraz większy ruch turystyczny. – W okresie wiosenno-letnim przybywa zwłaszcza rowerzystów, chętnie korzystających z przeprawy promowej, gdyż zapewnia lepszy i spokojniejszy dojazd do Tarnobrzega i dalej, czy też po świętokrzyskiej stronie do Koprzywnicy lub innych miejscowości wartych odwiedzenia – mówi pan Maciej. – Są to okoliczni mieszkańcy, ale również osoby podróżujące po Polsce na rowerach. Dla tych drugich taka rekonstrukcja przejścia z pewnością będzie dodatkową atrakcją, ale również ciekawostką historyczną.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama