Nowy numer 37/2021 Archiwum

Fotograficzna podróż na Wschód

Tarnobrzeg i Łuck dzieli 300 km, ale kiedy przyjrzymy się licznym związkom łączącym nasz region z Wołyniem, odległość ta zanika.

Można się o tym przekonać, zwiedzając wystawę fotografii Romana Pawluka z Łucka, przygotowaną przez Bibliotekę Pedagogiczną w Tarnobrzegu. Na ekspozycji „Tarnobrzeg–Wołyń. Blisko czy daleko?” prezentowanych jest ok. 30 zdjęć, ukazujących miejsca mające związki z osobami, które pozostawiły niezatarte ślady działalności, życia na wołyńskiej i tarnobrzeskiej ziemi.

Jest to także prawdziwa podróżnicza gratka, gdyż bez konieczności przekraczania granicy polsko-ukraińskiej można odbyć niezapomnianą wycieczkę po interesujących i często bliskich sercu zabytkowych miastach, urokliwych terenach. W obiektywie R. Pawluka zyskują dodatkowe piękno, które może oddać tylko ktoś kochający rodzinne strony.

Nowe więzi

Przed dwoma laty tarnobrzeski samorząd oraz mieszkańcy miasta zainicjowali akcję pomocy dla parafii pw. Zesłania Ducha Świętego w Maniewiczach na Wołyniu. Odzew tarnobrzeżan przerósł najśmielsze oczekiwania. Ubiegły, pandemiczny rok uniemożliwił zorganizowanie zbiórki darów, by jednak nie przerywać charytatywnego dzieła, zostały przygotowane i wysłane paczki do kilkunastu osób będących w najtrudniejszej sytuacji materialnej, głównie starszych oraz rodzin z małymi dziećmi. Znajomości, przyjaźnie oraz kontakty zadzierzgnięte przed dwoma laty są podtrzymywane, a nawet rozwijane, czego dowodem jest wystawa prac R. Pawluka, redaktora ukraińsko-polskiego dwutygodnika „Monitor Wołyński”, fotografa, tłumacza, miłośnika historii, artysty malarza, od 1992 r. członka Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu, absolwenta geografii na Uniwersytecie Wołyńskim w Łucku, urodzonego w Maniewiczach w rodzinie polsko-ukraińskiej. – W Tarnobrzegu mieszka całkiem liczna grupa osób urodzonych lub mających korzenie na Wołyniu. Wiele z nich nigdy nie było lub nie może osobiście wybrać się na Ukrainę. I z myślą o nich m.in. chcieliśmy przygotować tę ekspozycję, by dzięki pięknym zdjęciom pana Romana mogły odbyć sentymentalną podróż w rodzinne strony – wyjaśnia Anna Żarów, dyrektor Biblioteki Pedagogicznej w Tarnobrzegu. – Przygotowując ekspozycję, założyliśmy, że będzie miała trzy walory – sentymentalny, edukacyjny i estetyczny, dlatego można na niej nie tylko obejrzeć artystyczne fotografie pana Romana, ale także zapoznać się z obszernym komentarzem jego autorstwa, dotyczącym historii związków łączących w przeszłości nasze miasto z miejscowościami, instytucjami na Wołyniu.

Pisarze, naukowcy, żołnierze

Wspomniany przez A. Żarów tekst wprowadzający do wystawy dla wielu tarnobrzeżan z pewnością będzie całkowitym odkryciem i nie mniejszym zaskoczeniem. Ilu mieszkańców Tarnobrzega wie, kim był Alojzy Feliński? Jaką rolę odegrał w tworzeniu słynnej kolekcji dzikowskiej Tadeusz Czacki? Gdzie przychodzili na świat i odbywali edukację dziedzice Dzikowa – Jan Bogdan i Jan Dzierżysław Tarnowscy? – Tego dowiemy się dzięki wnikliwej znajomości historii Wołynia, jaką ma R. Pawluk – mówi dyrektor Żarów. Autor wydobywa z niepamięci postacie ważne i zasłużone dla kultury i nauki polskiej, które owe relacje tworzyły. W pierwszej kolejności należałoby wymienić T. Czackiego i A. Felińskiego, których z Dzikowem łączyła bardzo silna więź. Tadeusz Czacki – urodzony w Porycku w 1765 r., a zmarły w Dubnie w roku 1813 – był wujem Jana Feliksa Tarnowskiego, współzałożyciela wraz z żoną Walerią ze Stroynowskich kolekcji dzikowskiej, i jego pierwszym wychowawcą oraz nauczycielem. Swoją bibliofilską pasję – założył Bibliotekę Porycką – zaszczepił w siostrzeńcu, dzięki czemu w zamku w Dzikowie powstały bogate zbiory biblioteczne, gromadzące bezcenne rękopisy, inkunabuły, starodruki i pierwodruki. Czacki zasłynął jednak przede wszystkim jako główny organizator słynnego Liceum Krzemienieckiego w Krzemieńcu na Wołyniu, którego absolwentem był Jan Bogdan Tarnowski (syn Jana Feliksa), właściciel Dzikowa. Miał również swój wkład w powstanie Konstytucji 3 maja oraz Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie. Alojzy Feliński (1771–1820), stryj św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego i szwagier Ewy Felińskiej, konspiratorki, zesłanki, autor „Pieśni narodowej za pomyślność króla”, która po zmianach wprowadzonych w latach późniejszych jest znana pod tytułem „Boże, coś Polskę”, to serdeczny przyjaciel Jana Feliksa Tarnowskiego. Chętnie przyjeżdżał do Dzikowa, a po upadku insurekcji kościuszkowskiej, w czasie której pełnił m.in. funkcję adiutanta Tadeusza Kościuszki, zamieszkał tutaj na kilka miesięcy. W latach późniejszych w jego wołyńskim majątku Osowa bywał natomiast Tarnowski. W opowieści o związkach tarnobrzesko-wołyńskich R. Pawluk przywołuje także historię obrazu Matki Bożej Poczajowskiej, który do II wojny światowej wisiał na ścianie ołtarzowej zamkowej kaplicy w Dzikowie, oraz legionistów polskich wywodzących się z Tarnobrzega i jego okolic, biorących udział w krwawych bojach pod Kostiuchnówką w czasie I wojny światowej. – Pan Roman wspomina tylko o niektórych związkach łączących w przeszłości nasze miasto i jego okolice z Wołyniem, ale – jak zaznaczył to w komentarzu – ma nadzieję, że wystawa zachęci obecnych tarnobrzeżan, mających korzenie na wschód od Buga, do zgłębienia historii swoich rodzin i podzielenia się nią. W ten sposób być może znajdziemy kolejne, równie interesujące wątki łączące Tarnobrzeg z Wołyniem – mówi dyrektor biblioteki.

Malarskie fotografie

– Zdjęcia R. Pawluka cechuje wysoki artyzm. Dokładnie przemyślana kompozycja, nietuzinkowy, często zaskakujący kadr, plastyczność obrazu oraz subtelna tonacja barwna, która w przypadku fotografii nie jest sprawą łatwą do uchwycenia... Nie brakuje również kontrastowych zestawień ożywiających obraz – zauważa Anna Słodownik, kurator wystawy, pracująca w Bibliotece Pedagogicznej. Jak wyznaje sam autor, z jego zdjęć przebija druga pasja – malarstwo. – W fotografii najbardziej fascynuje mnie moment, kiedy nagle dojrzę motyw będący gotowym obrazem. Nie fotografuję np. jakiegoś zamku, zabytkowego kościoła dla nich samych. Zanim ustawię kadr i nacisnę migawkę, muszę ulec czarowi danego miejsca, motywu, światła, barwy. Dlatego zdarza się, że mimo iż mam przed sobą ładny obiekt, to jednak nie sięgam po aparat, gdyż brakuje „tego czegoś”. Poszukiwanie fabuły zdjęcia jest najprzyjemniejszą chwilą. Można to porównać do procesu malowania – wyjaśnia R. Pawluk. Widz oglądający prace fotografa może niejako przenieść się w czasie. Autor zdołał bowiem uchwycić świat zanurzony w przeszłości, jak drewniane chaty z intensywnie różowymi malwami rosnącymi w przydomowych ogródkach, stada pasących się krów nad Słuczem, ale także kontrastowe przejścia między tym, co dawne i współczesne, co doskonale uwidocznione zostało na wedutach Łucka i Krzemieńca. Z każdego kadru tchnie wyczuwalna miłość do rodzinnych stron, która – jak wyjawił autor – rodziła się powoli, by w pełni przyjść w dojrzałym wieku. – To nie była miłość oczywista, od pierwszego wejrzenia. Przyszła z czasem, kiedy jako dojrzały człowiek zacząłem dostrzegać i doceniać unikatowość wołyńskiego krajobrazu. Gdy byłem dzieckiem czy jeszcze w młodym wieku, lasy, jeziora, meandrujące rzeki, wśród których położone są Maniewicze, moje rodzinne miasto, wydawały się oczywistością, czymś naturalnym, wręcz banalnym. Dopiero podróże po Ukrainie i za granicę uświadomiły mi, że nigdzie nie znajdę takich wydm jak tutaj, różniących się od widzianych nad Bałtykiem, takich lasów, odmiennych od rosnących np. w Karpatach, całych wiosek z drewnianą zabudową – mówi fotograf. – To są widoki, jakich w Polsce, którą znam z licznych wizyt, nie sposób już spotkać. Podczas jednego z pobytów w Polsce R. Pawluk zawitał także w nasze strony. – W maju 2012 r., podczas podróży na Dolny Śląsk, zaplanowałem sobie przystanek w Sandomierzu i Baranowie Sandomierskim. Była to pierwsza, jak na razie, wizyta w tych miastach. Sandomierz mnie zachwycił, chociażby przez fakt pomieszczenia na niewielkiem obszarze tylu zabytków, co najpełniej uświadomiłem sobie po wejściu na Bramę Opatowską, skąd rozciągał się piękny widok na Stare Miasto i okolicę. Zapamiętałem dachy i wieżę katedry, attykę ratusza. Niezatarte wspomnienie pozostało mi z wizyty w katedrze oraz dominikańskim klasztorze i kościele św. Jakuba. Aura tego miejsca była niezwykła, doznałem tam wyjątkowego spokoju, ukojenia ducha. O Tarnobrzegu mogę powiedzieć bardzo niewiele, gdyż spędziłem w nim tylko noc, ale to, co zapamiętałem, to wyśmienite śniadanie serwowane w hotelu, które wspominam do dzisiaj – śmieje się pan Roman.

Wystawę „Tarnobrzeg–Wołyń. Blisko czy daleko?” można zwiedzać do końca września w czytelni Biblioteki Pedagogicznej w Tarnobrzegu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama