Nowy numer 14/2021 Archiwum

Wydobyć to, co widzi serce

– W dzieciństwie zachwyciłem się kościelnymi figurami w ołtarzu. Dziś, tworząc sztukę, wyrażam siebie i realizuję swoją pasję – mówi Zbigniew Jagieło.

Od blisko pół wieku z drewna wydobywa postaci świętych, płaskorzeźby drogi krzyżowej, drewniane elementy dekoracyjne kościołów i inne dzieła sztuki. Nazywany Witem Stwoszem z Błażka, w rzeźbiarstwie widzi przede wszystkim okazję wyrażenia siebie, a precyzyjnie i w najmniejszych detalach dopracowane rzeźby wychodzące z jego warsztatu wyrażają szacunek dla sztuki wielkich mistrzów, z których czerpie inspirację.

Mistrz własnego stylu

– Obecnie pracuję nad rzeźbą świętego Antoniego, ale równocześnie wydobywam z drewna figurę św. Huberta, na wykończeniu jest też płaskorzeźba przedstawiająca ostatnią wieczerzę na wzór Michała Anioła. A tych wszystkich prac, które opuściły moją pracownię, naprawdę nie jestem w stanie wyliczyć. Wiele z nich ozdabia okoliczne kościoły, a sporo trafiło do osób prywatnych – mówi Zbigniew Jagieło. Jak opowiada, pasję do rzeźbienia ma od dzieciństwa. – Siedząc w kościele w Batorzu, jako dziecko podziwiałem przepiękne figury świętych, zachwycałem się ich realistycznym przedstawieniem. Myślałem wtedy, ileż talentu musieli mieć ludzie, aby wyrzeźbić takie cuda – wspomina rzeźbiarz. Mając kilkanaście lat, wykonywał z drewna wiatraki, szopki i proste rzeźby. Podczas odbywania służby wojskowej trafił do pracowni rzeźbiarskiej, gdzie pod okiem starszych udoskonalił swój warsztat. – Ja jestem rzeźbiarzem samoukiem, nie ukończyłem żadnej szkoły artystycznej. Do wszystkich tajników tej sztuki dochodziłem ciężką pracą. Dzięki temu wypracowałem swój styl. W moich pracach dbam o zachowanie jak największego realizmu i zawsze dopracowuję najdrobniejsze szczegóły – podkreśla Zbigniew Jagieło.

Rzeźbiarskie wyzwania

Pierwszym poważnym zadaniem rzeźbiarskim dla pana Zbigniewa było wykonanie figur do głównego ołtarza w kościele parafialnym w Szastarce. – Miałem wtedy 25 lat i naprawdę małe doświadczenie. Było to ambitne wyzwanie. Miałem wyrzeźbić figurę Matki Bożej i św. Maksymiliana. Miały to być rzeźby naturalnej wielkości. Na dodatek musiałem nauczyć się pokrywać figury polichromią. To nie był czas internetu, gdzie można znaleźć rozwiązanie każdego problemu. Musiałem sam uczyć się nie tylko sztuki rzeźbiarskiej, ale także wykonywania malatury na drewnie – opowiada. Kolejnymi zadaniami było wykonanie rzeźb do kościoła w Gilowie, Górecku Kościelnym i Brzezinach Stojeszyńskich. – Do kościoła w Brzezinach wykonałem bardzo ciekawą drogę krzyżową. Jedna ze stacji wykonanych na próbę jest jeszcze w mojej pracowni – opowiada pan Zbigniew. Jednak rzeźbą, która wyjątkowo pozostała mu w pamięci, jest figura Jana Pawła II dla parafii w Stróży. – Miałem wykonać papieża nieco wyższego, ubranego w konkretne szaty i o wyglądzie, jaki miał kilkanaście lat przed śmiercią. Jestem dumny z tej pracy. Jest bardzo realistyczna, ekspresyjna, dopracowana w szczegółach. Poza tym św. Jan Paweł II jest mi osobiście bardzo bliski, bo ja też urodziłem się 18 maja – podkreśla rzeźbiarz.

Wkładam talent i serce

Jak opowiada, talent rzeźbiarski to nie wszystko, trzeba mieć widzenie przestrzenne i wyobraźnię artystyczną, no i… dobre drewno. – Rozpoczynając pracę nad konkretną rzeźbą, najpierw musimy odpowiednio wysuszyć i wysezonować drewno, aby nie pękało. Najczęściej rzeźbię w drewnie lipowym, czasem w dębie. Już na samym początku nadaję rzeźbie kierunek, czyli ustalam, co ma być na pierwszym, a co na drugim planie. Rzeźbiarz musi jeszcze w kawałku nieobrobionego drewna widzieć zarys figury. Potem trzeba brać do ręki narzędzia i do pracy – opowiada pan Zbigniew. – Pierwsze dłuta wykonałem sam ze starego resoru samochodowego i zużytego łożyska. Teraz dysponuję całym wachlarzem dłut i narzędzi do obróbki drewna. Niestety, trudno spotkać wśród młodych takich zapaleńców jak ja w młodości – dodaje z nieukrywanym smutkiem. Jak opowiada, rzeźbiarstwo to niełatwa sztuka. – Nietrudno o błąd, który ma nieodwracalne skutki. Dlatego, gdy nie idzie mi przy jednej rzeźbie, staję do drugiej, by dać sobie czas na przemyślenie koncepcji na dalsze wykonanie dzieła. Oczywiście są i takie sytuacje, że gdy po latach patrzę na moją rzeźbę, to niektóre elementy bym poprawił. Jednak wiem, że zawsze wkładam w wykonywaną pracę całe serce i talent. To daje mi pewność, że to prawdziwa sztuka – podsumowuje Zbigniew Jagieło.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama