Nowy numer 37/2021 Archiwum

Urocza natura

Marcin Soja, fotograf przyrodnik, opowiada o swojej pasji podglądania tego, co żyje w lesie i piszczy w trawie.

Marta Woynarowska: W Czytelni Biblioteki Pedagogicznej w Tarnobrzegu można oglądać wystawę fotografii „Urocza natura”, na których uchwycił Pan przedstawicieli ssaków, ptaków, płazów, gadów i owadów. Czy natura jest urocza?

Marcin Soja: O, z pewnością! To niesamowita różnorodność niepowtarzalnych form, barw i przede wszystkim rodzajów życia. Bardzo się cieszę, że pani Anna Żarów, dyrektor biblioteki, zdecydowała się na zorganizowanie wystawy. Dla mnie to podwójna radość, ale przyznaję, że również przeżycie i trochę stres, gdyż jest to moja pierwsza w życiu wystawa. Jak każdy chyba autor mam zatem tremę. Dotychczas zdjęcia udostępniałem na moim profilu facebookowym.

Co zatem można na nich zobaczyć?

Wszystko, co żyje, co pełza, fruwa, biega, skacze. (uśmiech) Są przedstawiciele ssaków, ptaków, płazów oraz owadów, których udało mi się spotkać podczas kilkudniowych wypadów na Roztocze, ale głównie w trakcie spacerów po Tarnobrzegu i jego okolicach oraz po Budzie Stalowskiej, będącej prawdziwym rajem dla przyrodników z uwagi na niezwykłe bogactwo fauny. To tam, na Starym Stawie, udało mi się zrobić moje ulubione i chyba najpiękniejsze – moim zdaniem – zdjęcie, ukazujące łanię jelenia szlachetnego z kilkumiesięcznym cielaczkiem, na co wskazują cętki na jego grzbiecie, które znikają po około pół roku od narodzin. Idą sobie przez staw okolony trzciną, pokryty rozkwitającymi nenufarami. Chodzi nie tylko o otaczający je krajobraz, ale o widoczną między matką a małym więź. Ujęcie z innej perspektywy nie oddałoby tego. Miałem także szczęście spotkać białą łanię daniela zwyczajnego, jest to odmiana leucystyczna, mylnie często określana jako albinoska.

Liczną grupę stanowią fotografie przedstawiające świat owadów.

Moimi ulubionymi obiektami do fotografowania stali się najmniejsi mieszkańcy łąk i zarośli. Zafascynowała mnie makrofotografia. By uchwycić np. piórolotka śnieżynkę, malutkiego motylka, oko obiektywu musi od niego dzielić zaledwie kilka centymetrów. Przyznaję, że jestem bardzo zadowolony, iż udało mi się go wypatrzyć i sfotografować, bo to naprawdę zjawiskowy owad. Ma skrzydełka zbudowane jakby z pięciu piórek podobnych do ptasich i, na co wskazuje sama nazwa, jest cały biały. Niemniej najbardziej zakochałem się w pająku strojnisiu nadobnym. Ujęły mnie jego oczy, w których, gdy powiększyłem fotografię, dostrzegłem swoje odbicie. Wpadłem po uszy. (uśmiech) Najbardziej jednak dumny jestem ze zdjęcia mierzwicy osowatej, owada bardzo rzadko występującego w całej Europie, znajdującego się na czerwonej liście w kategorii NT, czyli gatunków bliskich zagrożenia. To jak na razie mój najcenniejszy okaz.

Czy fotografując ptaka, owada czy innego przedstawiciela fauny, zawsze wie Pan, jaki gatunek ma przed obiektywem?

Nierzadko zdarza mi się zrobić zdjęcie jakiemuś owadowi, ptakowi, których nie znam. Wówczas zaczyna się przeszukiwanie książek, albumów, zasobów internetowych lub proszenie o pomoc w rozpoznaniu zaprzyjaźnionych przyrodników. Tak było w przypadku wspomnianej mierzwicy osowatej. Gdy dowiedziałem się, co udało mi się sfotografować, byłem bardzo zaskoczony.

Kiedy zainteresował się Pan fotografią przyrodniczą?

Fotografia zainteresowała mnie dawno temu, ale na dobre zająłem się nią kilka lat temu. Każdy, kto ma jakąś styczność z fotografią, doskonale wie, że jest to hobby czasochłonne, ale możliwość obcowania z naturą, podglądania jej i uchwycenia tego jedynego kadru wynagradza wszystko. Fotografuję podczas spacerów, nigdy nie stosuję bowiem czatowni, nie maskuję się, nie zasadzam. Nauczyłem się czekać, mocno wytężać słuch, każdy najlżejszy nawet szelest, trzask łamanej gałązki może bowiem świadczyć o obecności zwierzyny. Nie zawsze udaje się na czas wycelować obiektyw, ustawić wszystko i przycisnąć migawkę. Wówczas na zdjęciu zostają tylko zad i tylne nogi. (uśmiech) Zwierzęta o wiele wcześniej wiedzą o naszej obecności, dlatego trzeba być stale gotowym na spotkanie z nimi. Łosia udało mi się spotkać tylko cztery razy, ale jedno spotkanie było dla mnie wyjątkowe, takie niemal oko w oko.

W jakich porach dnia lubi Pan fotografować?

Zdecydowanie wczesnorannych. Wtedy powstały takie zdjęcia jak raniuszka, stada łań. Dzień zaczynam bardzo wcześnie, latem nawet o godz. 3 w nocy. Przed świtem jest większa szansa na spotkanie ze zwierzętami z uwagi na ich aktywność, ponadto poranne światło jest bardzo wdzięczne do fotografowania.

Gdzie można, obok wspomnianej wystawy, oglądać Pańskie zdjęcia?

Moje okazy fotograficzne prezentuję na bieżąco na profilu facebookowym Marcin Soja fotografia. • marta.woynarowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama