Nowy numer 30/2021 Archiwum

Ulżyć w cierpieniu

– Pielęgniarka po jednym dniu pracy zadzwoniła do mnie i powiedziała, że po prostu nie da rady tutaj pracować. Nie była to młoda dziewczyna, ale dojrzała kobieta mająca rodzinę – mówi Małgorzata Stańczak, dyrektor Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Stalowej Woli-Rozwadowie.

W zakładzie przebywają głównie chorzy, którzy nie mogą mieć więcej niż 40 punktów w skali Barthel.

– Skala ta bierze pod uwagę 10 czynności dnia codziennego, w tym między innymi spożywanie posiłków, poruszanie się, ubieranie, higienę osobistą czy też kontrolowanie czynności fizjologicznych. Ocenia się zdolność chorego do samodzielnego ich wykonywania. Zdecydowana większość pacjentów przebywających w naszym zakładzie nie ma więcej niż 20 punktów – wyjaśnia dyrektor tej placówki. Prawie wszyscy  pacjenci to osoby leżące, czasami poruszają się na wózku inwalidzkim, ale korzystają przy tym z pomocy pracowników zakładu. Niektórzy potrafią sami zjeść posiłek. Są to z reguły osoby starsze, chociaż są wyjątki (najmłodsza miała 24 lata), przewlekle chore, najczęściej nieuleczalnie, głównie z dolegliwościami układu krążenia (wylewy, udary). Często są to też pacjenci z cukrzycą typu „B” i innymi schorzeniami. Przed pandemią często odwiedzali ich członkowie rodzin, znajomi. – Do naszej placówki regularnie przychodziła na przykład kobieta, która kiedyś odwiedzała swoją mamę. Po jej śmierci nie zapomniała jednak o koleżankach i kolegach mamy, którzy tutaj pozostali. Smutne są bowiem spojrzenia pacjentów, którzy patrzą, jak do innych przyjeżdżają całe rodziny, a ich nikt nie odwiedza – dodaje Małgorzata Stańczak. Opiekę nad chorymi sprawują przede wszystkim pielęgniarki i opiekunowie medyczni. W zakładzie pracują również lekarze konsultanci, rehabilitanci, terapeuci zajęciowi i psycholog. Praca tutaj wymaga dużej psychologicznej odporności. Nie wszyscy ten stres wytrzymują. – Pielęgniarka po jednym dniu pracy zadzwoniła do mnie i powiedziała, że po prostu nie da rady tutaj pracować. Nie była to młoda dziewczyna, ale dojrzała kobieta mająca rodzinę. Pewien wolontariusz wyszedł po niespełna godzinie. Większość naszych pacjentów porusza się na wózku inwalidzkim, część nie może już opuścić swojej sali. Tylko z niektórymi można spróbować porozmawiać – tłumaczy pani dyrektor. Duchową pomoc cierpiącym niosą natomiast bracia kapucyni oraz postulanci z rozwadowskiego klasztoru. Nie zapominają o nich także uczniowie Zespołu Szkół nr 3 oraz miejscowej szkoły podstawowej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama