Nowy numer 9/2021 Archiwum

W nowym świetle

Magdalena Jastrzębska, autorka kilkunastu książek biograficznych, w swojej najnowszej publikacji „Zdzisław Tarnowski. Opowieść o panu na Dzikowie” rozwiała przynajmniej kilka mitów narosłych wokół tej postaci.

Marta Woynarowska: Bohaterem Pani najnowszej książki jest Zdzisław Tarnowski, przedostatni właściciel Dzikowa. Skąd zainteresowanie tą postacią?

Magdalena Jastrzębska: Moją pracę poszukiwawczo-literacką zaczęłam od Radziwiłłów, potem byli Sanguszkowie, Lubomirscy i kolejne wielkie rody. Pisałam także o jego prababce Klementynie z Kozietulskich Walickiej, potem o jego bracie ciotecznym i serdecznym przyjacielu Zdzisławie Lubomirskim. W obu książkach pojawiła się także matka pana na Dzikowie – Zofia z Zamoyskich Tarnowska. I o niej myślałam jak o bohaterce kolejnej publikacji, ale pojawiła się propozycja napisania biografii Zdzisława. Jest to zatem książka wynikająca z poprzednich.

Zdzisław Tarnowski wśród swoich współczesnych budził różne odczucia. Były osoby zarzucające mu wielkopańskość, autorytaryzm, a także anachroniczność postaw i poglądów. Narosło również wokół jego osoby sporo legend, plotek.

Pisanie o osobach nieżyjących nie jest łatwe z prostego względu – one się już nie obronią. Dlatego należy do gromadzonego materiału i jego zawartości podchodzić z dużą dozą ostrożności i taktem. Każda biografia jest jakąś propozycją, nie jest książką od początku do końca pokazującą wszystko. Starałam się odrzucać przede wszystkim plotki, skandaliki, których generalnie nie lubię, dlatego ominęłam wszystko, co nie znalazło potwierdzenia w źródłach, a zrodziło się z czystej niechęci do niego lub niezrozumienia. Zdzisław budził – zwłaszcza w ostatnich dziesięcioleciach – nieco kontrowersji wynikających głównie z faktu, że przez całe swoje życie nie zmienił się, to znaczy nie zmienił wyznawanych idei, stylu bycia. Pozostał wierny wychowaniu, jakie odebrał, a było ono oparte na zasadach XIX-wiecznych, urodził się przecież w 1862 roku. Poza tym należał do grupy konserwatystów i twardo oraz konsekwentnie trwał przy ich poglądach. Jego postawa mogła z tego powodu być postrzegana jako trącąca anachronizmem. Niemniej pewne nowinki w Dzikowie pojawiały się. Jedną z nich były samochody. Miał ich sporo i bardzo zasmakował w jeździe automobilami.

W książce bardzo wiele miejsca poświęca Pani także żonie Zdzisława – Zofii z Potockich. Wbrew pojawiającym się opiniom jawi się ona w zupełnie innym świetle, zwłaszcza jeśli chodzi o jej rolę jako pani na Dzikowie i jej rolę w życiu męża.

Można powiedzieć, że było to małżeństwo partnerskie, mimo pewnego tradycyjnego podziału ról. Zdzisławowi zarzuca się, że rządził Dzikowem twardą ręką, że tyranizował rodzinę, że Zofia nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Tymczasem z listów wyłonił się zupełnie inny obraz. Zofia aktywnie uczestniczyła w zarządzaniu dzikowskimi dobrami. Żadna decyzja, zwłaszcza z tych ważniejszych, nie zapadła bez wcześniejszych konsultacji Zdzisława z nią. W listach niemal stale prosił ją o radę, podpowiedź, rozwiązanie, akceptację. Doskonale zdawał sobie sprawę z wielkiej mądrości swojej żony. Jej śmierć w roku 1933 Zdzisław bardzo przeżył i w żałobie po niej pozostał do końca swoich dni. Zofia wywodziła się z rodu Potockich. Wcześnie straciła rodziców. Wychowaniem Zofii i jej starszej siostry Róży (przyszłej Radziwiłłowej) zajęła się babka Katarzyna z Branickich Adamowa Potocka, wielka postać, kobieta o bardzo twardych zasadach i charakterze. Wpoiła im, że nazwisko nie daje przywileju korzystania z pozycji, ale nakłada obowiązki wobec społeczeństwa, państwa. I Zofia przez całe życie szła drogą wytyczoną przez babkę – obowiązek, pomoc, troska o innych były dla niej najważniejsze.

Jak jawi się Pani Dzików czasów Zdzisława Tarnowskiego?

To było, jeśli można użyć takiego sformułowania, wielkie przedsiębiorstwo, a sam Zdzisław był przedsiębiorcą i jednocześnie największym pracodawcą w regionie. Zatrudnienie w gospodarstwie rolnym, tartakach, browarze, wytwórni wódek, licznych warsztatach i wreszcie w samym zamku znalazło setki osób. Pracownicy otrzymywali nie tylko wynagrodzenie, ale także dary, zwłaszcza z okazji świąt. Ponadto Tarnowscy zawsze w przypadku jakichś klęsk szli z pomocą. Największą bodaj akcją charytatywną była pomoc w czasie I wojny światowej. Gdzie mieszkańcy Tarnobrzega, zniszczonego w czasie walk armii austro-węgierskiej z rosyjską, znaleźli schronienie? Właśnie w Dzikowie, gdzie na terenach wokół zamku oddano im każdy kąt. Zofia i Zdzisław doskonale wiedzieli, że ich zadaniem jest nieść pomoc każdemu, kto jej potrzebuje. I z tej roli egzamin zdali celująco. Czy możemy się spodziewać, że napisze Pani książkę o jeszcze kimś z rodu Tarnowskich? Jeśli miałaby się takowa pojawić, to zapewne byłaby to biografia matki Zdzisława – Zofii z Zamoyskich, wspaniałej postaci, pięknej kobiety i dobrego ducha Dzikowa.• marta.woynarowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama