Nowy numer 3/2021 Archiwum

Kościół pod domowym dachem

Na początku nie byli pewni, czy znajdą czas wśród obowiązków rodzinnych i zawodowych. Po dziewięciu latach we wspólnocie żałują tylko tego, że tak późno ją odkryli.

Wychowali się oboje w tradycyjnych, religijnych rodzinach, gdzie sprawy wiary i modlitwy były istotne. Jednak z czasem, gdy założyli własną rodzinę oraz firmę, pojawiło się mnóstwo spraw i problemów, co sprawiło, że ich relacja z Bogiem rozluźniła się. – Oczywiście modliliśmy się i chodziliśmy do kościoła. Stawialiśmy sobie duchowe zadania, jak na przykład pielgrzymowanie na Jasną Górę. Jednak po tych, nazwijmy to, „duchowych akcjach” przychodził pewien niedosyt, brak kontynuacji duchowej pracy, brakowało nam czegoś, co dawałoby stałą duchową siłę – opowiadają Beata i Andrzej Werescy.

Pandemia pełna wyzwań i szans

Jak wspominają, osobami, które pokazały im pewną alternatywę, byli córka i jeden z duszpasterzy. – Kasia, nasza córka, jeździła na wakacyjne rekolekcje formacyjne. Opowiadała, że oprócz młodzieży w Ruchu Światło–Życie są także rodziny, które się spotykają i formują. Podkreślała, że jakby coś takiego było w Janowie, to powinniśmy iść na spotkanie. I tak właśnie Pan Bóg wyszedł nam naprzeciw, bo wkrótce potem w naszej parafii odbywała się niedziela świadectw i wówczas między innymi o swoim byciu w oazie mówiło dwoje małżonków. Jeden z księży poprosił, abyśmy przyszli na pierwsze spotkanie. Mąż podkreślał: „Zobaczysz, że będziemy tego żałowali”. Jego słowa w pewnym stopniu się sprawdziły. Żałujemy, jednak tylko tego, że odnaleźliśmy tę wspólnotę tak późno! Jak wiele dała nam formacja Domowego Kościoła, pokazała pandemia – opowiada Beata Wereska. – W czasie pandemii, pozostając dłuższy czas w domach, w tym samym towarzystwie, często bez możliwości wyjścia do pracy, a nawet na upragniony spacer, stajemy naprzeciw sytuacji i problemów, które wcześniej nas nie dotykały lub są całkiem obce. Nam, jeszcze rok temu, brakowało czasu na wspólną modlitwę czy po prostu pobycie w gronie rodziny. Myślę, że podobnie wiele rodzin borykało się z chronicznym brakiem czasu dla siebie. Czas epidemii obnażył z jednej strony, że nie umiemy być razem przez dłuższy czas, ale z drugiej strony zmotywował nas do uczenia się na nowo życia rodzinnego, budowania dobrych, trwałych i silnych relacji – podkreśla Andrzej Wereski. Ograniczenia odnoszące się do liczby osób mogących uczestniczyć w nabożeństwach i Mszy Świętej sprawiły, że liturgia w wielu rodzinach przeniosła się właśnie do domu, w rodzinny krąg. – Wielu naszych znajomych mówiło, że najtrudniej przychodzi im przyjmowanie Komunii duchowej. Trudno im odczuć tę obecność Boga bez fizycznego przyjęcia Komunii Świętej. Nasz założyciel ks. Franciszek Blachnicki w swoich wspomnieniach opisał sytuację, gdy był w więzieniu i każdego dnia starał się przyjmować Komunię duchowo. Jak opisywał, tylko wiara w to, że Jezus działa mimo braku zewnętrznego znaku, pozwalała mu cieszyć się darem Komunii Świętej duchowej. Te słowa są dla nas umocnieniem. Formacja w Domowym Kościele jest ważnym przygotowaniem i dużą pomocą, aby właśnie w domu, w rodzinie, w małżeństwie pielęgnować to, co otrzymujemy na Mszy św. – dodaje Beata.

Lekcja modlitwy i słuchania

Jak wspólnie podkreślają, formacja duchowa małżonków, nie tylko tych działających w Domowym Kościele, powinna się opierać na kilku filarach: wspólnej modlitwie małżonków, dialogu małżeńskim, modlitwie rodzinnej wraz z dziećmi oraz namiocie spotkania (jest to codzienna osobista modlitwa, w czasie której spoglądamy na swoje życie w świetle słowa Bożego). – Prowadząc spotkania dla narzeczonych czy młodych małżeństw, pytamy, czy się wspólnie modlą. Najczęściej nie pada żadna odpowiedź, tylko dziwnie na nas patrzą. Młodzi ludzie, idący wspólnie do małżeństwa, oprócz wspólnego spędzania czasu, robienia razem zakupów, planowania ślubu i tysiąca różnych rzeczy, powinni uczyć się wspólnie modlić. Modlitwa małżeńska to niezwykle piękna rzecz. Sami przez wiele lat modliliśmy się osobno, każdy „na swoje konto”. A przecież tworzymy jedno – to dlaczego osobno na modlitwie? Przyzwyczailiśmy się, że idealnym miejscem do modlitwy jest kościół. A dlaczego nie pokój małżeński? Początki nie są łatwe! Trzeba rozpocząć od prostej modlitwy za siebie nawzajem, podziękować Bogu za to, że dał nam siebie. Druga ważna rzecz: klękając do wspólnej modlitwy, trudno wspólnie o coś prosić Boga, jeśli jesteśmy pokłóceni czy zagniewani na siebie. Wcześniej trzeba się pogodzić, bo tak jakoś niezręcznie stawać przed Bogiem z urazą w sercu do drugiej połówki. Dlatego modlitwa małżeńska to świetny sposób na małżeńską zgodę – podkreśla Andrzej Wereski. Dodaje, że modlitwa małżeńska to taka domowa liturgia, gdy małżonkowie wspólnie zapraszają Boga do swojego życia, do rodziny, pod domowy dach. – Bardzo ważną rzeczą jest też naturalne, nie na siłę wdrażanie do wspólnej modlitwy dzieci. Dbanie o wychowanie religijne naszych pociech to nasze podstawowe zadanie jako rodziców. Wprowadzanie w przeżywanie roku liturgicznego w Kościele i w liturgii domowej może być dla nich wspaniałą przygodą i czasem budowania więzi rodzinnej – dodaje Beata. Wspólnie podkreślają, że dialog małżeński to tzw. obowiązek zasiadania. – To szczera, oczyszczająca rozmowa, którą praktykujemy raz w miesiącu. Wybieramy czas, który nam najbardziej odpowiada. Trzeba odstawić na bok inne rzeczy: pranie, koszenie trawnika, naprawę zepsutych rzeczy. To czas dla nas obojga. Zapalamy wtedy świecę, modlimy się do Ducha Świętego, zapraszamy do naszej rozmowy Pana Boga. Wtedy naprawdę lepiej się rozmawia. Zaczynamy od pozytywów, co było dobrego; potem idą rzeczy trudne, które nazbierały się przez miesiąc. Ciągle uczymy się sztuki małżeńskiej komunikacji. Gdy w okresie między dialogami zdarzyły się sytuacje konfliktowe, to po pewnym czasie emocje opadły i jak się okazało, cała afera była o nic. Podczas dialogu mówimy o swoich uczuciach, o tym, co mnie dotknęło, zabolało czy zbudowało i dało dużo radości. To nie forma wypominania sobie błędów, ale konstruktywna rozmowa w celu budowania jeszcze lepszych relacji między nami oraz między nami i dziećmi. Mówimy to, co jest w sercu, otwarcie i szczerze. Dzięki temu trudnych rzeczy nie zamiatamy pod dywan. Podczas dialogu próbujemy wyciągnąć wnioski, co i jak możemy zmienić. Robimy konkretne małżeńskie plany, pytamy o to, nad czym mamy wspólnie pracować w naszych relacjach – wyjaśnia Andrzej. Jedną z żelaznych zasad dialogu jest słuchanie drugiej osoby. – Gdy jedno mówi, drugie słucha bez przerywania. Każdy ma swój czas na powiedzenie tego, co czuje. Dialog małżeński uczy nas niełatwej sztuki słuchania drugiej osoby. Najczęściej wydaje się, że mamy złoty środek na wszystko, a gdy posłuchamy drugiej strony, perspektywa poszerza się dość znacznie – dodaje Andrzej.

Jest miejsce dla wszystkich

Opowiadając o swojej formacji w Domowym Kościele, małżonkowie podkreślają, że jest ona dla wszystkich sakramentalnych małżeństw, niezależnie od wieku i stażu. – Niestety wiele małżeństw zwyczajnie boi się dołączyć do naszej wspólnoty. Powody bywają różne. Jedni, słysząc o wspólnocie par małżeńskich, myślą, że skupia ona małżeństwa mające jakieś kryzysy lub rodzinne problemy. A formacja w Domowym Kościele to rodzaj terapii małżeńskiej. Nasz ruch to wspólna droga do małżeńskiej świętości. Uczymy się, jak nią podążać, a poza tym – co bardzo ważne – na tej drodze jedne małżeństwa wspierają drugie – podkreśla Beata. Inni obawiają się, czy znajdą na to wszystko czas. – Chciałbym zapewnić, że mieliśmy te same obawy. Zastanawialiśmy się, jak pogodzimy wyjazdy na rekolekcje czy spotkania formacyjne z prowadzeniem firmy i rodzinnymi obowiązkami. Okazuje się, że dając Bogu czas w naszej codzienności, zapraszając Go do naszego życia, naszych zajęć, tylko zyskujemy. Mamy czas i na firmę, i dla siebie, i dla rodziny, i na wspólne spotkanie w kręgu rodzin. To przedziwne, ale ten czas jakoś tak się pomnaża – dodaje Andrzej. Kolejną wartością dodaną jest bogactwo doświadczenia innych małżeństw i rodzin. – Nikt nie doradzi lepiej rodzicom, małżonkom niż druga para, która przeżywa podobne problemy, boryka się z niemal identycznymi trudnościami. Bogactwo doświadczenia jest tutaj nieocenione – mówi. – Wielu małżonków czuje obawę, że inni postrzegać ich będą jako zbyt religijnych. To dziś duża presja. Ale tak naprawdę kto jak nie my, małżonkowie i rodzice, jesteśmy wezwani do czytelnego świadectwa naszej wiary wobec naszych dzieci i innych ludzi? Nasze życie ma budować, fascynować innych, by w życiu małżeńskim widzieli piękno wspólnej drogi, a nie tylko trudności nie do pokonania – dodaje Beata. Gdy państwo Werescy rozmawiają z małżeństwami czy dają świadectwo w parafiach, wiele osób pyta, kto może dołączyć do Domowego Kościoła. – Każde małżeństwo sakramentalne, niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego – odpowiadają. – Wielu młodych małżonków, którzy formowali się w oazie młodzieżowej, wchodzi w nasze szeregi jakby z marszu, bo chce kontynuować drogę formacji oazowej; inni przychodzą, bo czegoś szukają, czują jakąś duchową pustkę, a chcą być odpowiedzialni za swoje małżeństwo. Oczywiście nie brakuje i takich małżeństw, które odkrywają Kościół Domowy, gdy opustoszeje ich domowe gniazdo i mają wtedy czas na formowanie swojej duchowości. Powtarzamy: nigdy nie jest za późno, by do nas dołączyć – podkreślają Beata i Andrzej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama