Nowy numer 3/2021 Archiwum

Szable w dłoń!

W Tarnobrzegu miłośnicy przeszłości piknikiem historycznym w wersji online uczcili Narodowe Święto Niepodległości.

Stowarzyszenie „Plus” piknikiem, transmitowanym sprzed Zamku Tarnowskich w Dzikowie, zwieńczyło projekt „Tarnobrzeg na drodze do Niepodległej”, dofinansowany z Programu Wieloletniego „Niepodległa”, i zarazem uczciło święto 11 Listopada. Podczas niego wystąpili członkowie Tarnobrzeskiej Chorągwi Rycerskiej „Leliwa” oraz Grupa Rekonstrukcyjna „Sarmata”.

– Miało być huczne, zorganizowane z dużym rozmachem widowisko historyczne, niestety, sytuacja spowodowana pandemią nam to uniemożliwiła. Ale postanowiliśmy się nie poddawać i zrealizować go w o wiele skromniejszej wersji online – wyjaśniał Szymon Kasak z Grupy Rekonstrukcyjnej „Sarmata”. – Robimy to w formie czterech wejść na żywo na profilu facebookowym Stowarzyszenia „Plus”, z których każde poświęcone jest innej tematyce, ale wszystkie dotyczą okresu wieków XVI i XVII i szeroko pojętej kultury sarmackiej. Opowiadaliśmy o modzie sarmackiej, prezentując różne stroje noszone przez szlachtę od święta i na co dzień, a także o broni, jaką poszczególne formacje posługiwały się w walce. Naturalnie najwięcej miejsca zajęło nam omówienie różnych rodzajów szabli, będącej niejako symbolem stanu szlacheckiego, a także broni palnej. Ponadto były również pokazy ich użycia, w tym pojedynki na szable, szpady, rapiery, oraz musztra − opowiadał.

Podczas kolejnych wejść Szymon Kasak, pasjonat historii i rekonstrukcji historycznych, rozwiewał powszechnie panujące mity, a także zdradzał mało znane szczegóły związane z życiem codziennym szlachty oraz sztuką militarną w wiekach XVI i XVII.

Obalił także mocno zakorzeniony w naszej polskiej świadomości mit husarskich skrzydeł. – Filmy upowszechniły wizerunek husarza z potężnymi skrzydłami przymocowanymi do pleców jeźdźca, w które zaopatrzona jest cała rzesza tej jazdy pancernej. Tymczasem tak nie było. Przez większość dziejów husarii skrzydła, częściej jedno niż dwa, przytroczone były do siodła, do pleców przymocowywano je dopiero w końcu XVII wieku i były niewielkich rozmiarów o kształcie zoomorficznym. Nie były one, podobnie jak słynne skóry lamparcie noszone przez husarzy, polskim wynalazkiem, jest to bowiem nawiązanie do starożytności. Skóry nosili Rzymianie, Scytowie czy chociażby już w czasach nowożytnych deli junacy, lekka jazda Imperium Osmańskiego, którzy przywdziewali nie tylko skóry dzikich zwierząt, ale nawet opatrywali swą odzież i zbroje ptasimi piórami. Mitem jest również przekonanie, że husarskie skrzydła miały wydawać głośny szum, straszący konie przeciwnika. Nic podobnego, nie wydają żadnego dźwięku. Ot, skrzydła miały nadać jeźdźcowi złowrogi wygląd – opowiadał z uśmiechem Szymon Kasak.

Piknik zakończył wspomniany już projekt „Tarnobrzeg na drodze do Niepodległej”, który był realizowany przez kilka ostatnich miesięcy.

W jego ramach zostało przeprowadzonych ponad 20 żywych lekcji historii, które odbywały się w tarnobrzeskich przedszkolach, szkołach, warsztatach terapii zajęciowej, domach dziennego pobytu oraz innych placówkach opiekuńczych. – Opowiadaliśmy o kulturze rycerskiej i sarmackiej, ale także przybliżaliśmy postaci bohaterów związanych z Tarnobrzegiem, wśród których nie mogło zabraknąć przedstawicieli rodu Tarnowskich. Przedstawialiśmy historię, o której nie mówi się ani w podręcznikach szkolnych, ani podczas lekcji w szkole. Istotne jest również to, że nie tylko opowiadaliśmy, ale pozwalaliśmy ją niemal dotknąć, zobaczyć na żywo, doświadczyć jej – mówi Szymon Kasak.

Lekcje odbywały się w sezonie letnim w plenerach, w niewielkich grupach, z zachowaniem pełnego reżimu sanitarnego.

– Projekt udało się nam zrealizować właściwie z powodu obostrzeń wprowadzonych przez rząd w związku z epidemią COVID-19. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dość nieprawdopodobnie, ale tak jest. Otóż w pierwszym rozdaniu nasz wniosek nie załapał się na listę dotacyjną. Niemniej wiosną otrzymaliśmy telefon z Biura Programu „Niepodległa” z zapytaniem, czy jesteśmy skłonni realizować nasz projekt. Okazało się, że po rezygnacji części organizacji z ich planów, którym na przeszkodzie stanęły antycovidowe zakazy, możemy otrzymać dotację. Zmodyfikowaliśmy nieco nasz projekt, dostosowując w pełni do obowiązujących zasad sanitarnych, i udało się – cieszył się Sławomir Partyka ze Stowarzyszenia „Plus”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama