Nowy numer 48/2020 Archiwum

Odmierza czas tarnobrzeżanom

We wtorek 20 października po wielu latach znowu zaczął chodzić i wybijać godziny zegar na wieży zamku Tarnowskich.

Prawie dwa miesiące trwały prace przy remoncie liczącego 90 lat mechanizmu zegarowego, został bowiem zamontowany w 1930 r. jako zwieńczenie odbudowy zamku po tragicznym pożarze w grudniu 1927 r. Generalny remont przeprowadziła firma specjalizująca się w odnawianiu zabytkowych zegarów wieżowych, należąca do mistrza zegarmistrzowskiego Krzysztofa Kurka z Puszczykowa pod Poznaniem.

– Jest to już piąty zegar zbudowany w firmie Michała Mięsowicza z Krosna, którym się zajmujemy. Dwa – na wieży farnej i budynku sądu – wyremontowaliśmy w Krośnie, następne znajdowały się na bazylice w Limanowej oraz w Szamotułach, z tzw. kurantami dzwonowymi – mówi Krzysztof Kurek, znający się na urządzeniach produkowanych przez Pierwszą Krajową Fabrykę Zegarów Wieżowych Michała Mięsowicza w Krośnie jak mało kto. Nie tylko zresztą na mechanizmach krośnieńskiej firmy, ale i na różnych zegarach wieżowych, których uratował już kilkadziesiąt. Pierwszym zegarem wieżowym naprawionym przez pana Krzysztofa samodzielnie było urządzenie w Opawie. Był rok 1991. I tak zaczęła się jego przygoda, jak żartobliwie określa, z zegarmistrzostwem ciężkim. – W przypadku urządzenia z zamku Tarnowskich musieliśmy przede wszystkim uzupełnić brakujące, bardzo istotne, części (chodzi o koło wychwytowe i koło zapadowe – przyp. M.W.), które zniknęły podczas remontu budowli i jej adaptacji na cele muzealne. Dzięki naszym przyjaciołom z Muzeum Rzemiosła w Krośnie udało się nam zdobyć oryginalne części, powstałe w firmie Mięsowicza, a pochodzące z innych, dzisiaj już nieistniejących zegarów. Ponadto udało się nam znaleźć dzwon, który od teraz będzie wybijał godziny. Zrekonstruowaliśmy także kilka drobniejszych detali – wyjaśnia mistrz zegarmistrzowski Krzysztof Kurek. – By zegar bił bez konieczności nakręcania go co dobę, zamontowaliśmy automatyczny naciąg, dzięki któremu co kilka godzin wagi napędowe będą podnosić się elektrycznie. Ponieważ swoich zegarowych dzieci nie zostawiamy, dlatego z naszej strony mają one zawsze zapewnioną opiekę – dodaje z uśmiechem. – Naturalnie różne są dzieje tych zegarów później. Mieliśmy przypadek na Dolnym Śląsku, gdzie naprawialiśmy bardzo ciekawe i cenne urządzenie. Niestety w międzyczasie pozmieniały się władze i już nie chciano z nami rozmawiać. Obecnie zegar jest rozgrzebany i potrzebuje poważnego remontu. Szkoda. Wiele zegarów wieżowych przestało pracować niedługo po wojnie. My ożywiamy je ponownie po 70 latach, czym sprawiamy radość mieszkańcom, zwłaszcza małych miejscowości, czasem wsi, którzy mówią, że czas u nich znowu ruszył. I to jest chyba sens naszej pracy. Krzysztof Kurek zdecydował się na remont dzikowskiego zegara z uwagi na firmę, z jakiej urządzenie pochodzi. Ma, jak przyznał, pewną słabość do urządzeń powstałych w krośnieńskiej firmie Michała Mięsowicza, działającej od 1901 do 1938 roku, z kilkuletnią przerwą spowodowaną I wojną światową. Jej właściciel był jednym z najlepiej wykształconych mistrzów zegarmistrzowskich, swoją wiedzę i umiejętności z zakresu budowy zegarów wieżowych zdobył bowiem w latach 80. XIX wieku w cieszącej się uznaniem wiedeńskiej firmie pn. Emil Schauer, sięgającej po najnowsze technologie. Współpracowała ona z bardzo znaczącą i liczącą się Królewską Fabryką Zegarów Wieżowych Johanna Mannhardta w Monachium. Jak podkreśla pan Krzysztof, zegary produkowane przez Mięsowicza były bardzo mocno inspirowane rozwiązaniami stosowanymi przez fabrykę monachijską. – Widać, że krośnieński mistrz miał do czynienia z zegarami Mannhardta, znał je doskonale, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że je po prostu skopiował – zauważa K. Kurek. Z remontu zegara i jego uruchomienia najbardziej cieszą się pracownicy Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega. – To dla nas bardzo radosna chwila. Po wielu, wielu latach, dzisiaj po raz pierwszy zabił zegar na wieży zamku. Starania o remont zegara trwały ponad rok. Okazało się bowiem, że aby można było wystąpić o pieniądze, zwłaszcza do wojewódzkiego konserwatora, obiekt musi być wpisany na listę zabytków. Udało się dopełnić wszystkich formalności, dzięki czemu mogliśmy złożyć stosowne wnioski o dotacje do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Przemyślu oraz Podkarpackiego Urzędu Marszałkowskiego. W sumie od obu instytucji otrzymaliśmy kwotę około 50 tysięcy złotych, pozostałą, czyli 10 tysięcy, dołożył, zgodnie z obietnicą, Urząd Miasta Tarnobrzega. Te trzy podmioty oraz firma pana Krzysztofa Kurka są sprawcami tego doniosłego wydarzenia – informuje Tadeusz Zych, dyrektor MHMT. Dyrektor tarnobrzeskiego muzeum nie kryje nadziei, iż chodzący i wybijający godziny zegar stanie się dodatkową atrakcją przyciągającą tak turystów, jak i mieszkańców miasta.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama