Nowy numer 48/2020 Archiwum

Życie nieprzyśnione

„O tych zapomnianych powiedzcie choć słowo” – to najnowsza książka Anatola Diaczyńskiego, repatrianta z Kazachstanu, który od 1995 roku mieszka w Stalowej Woli.

O czym jest ta książka? To historia o Polakach, o których władze PRL-u wolałyby nie wspominać. Również władze nowej, demokratycznej III RP nie od razu kwapiły się, aby pokazać siebie jako dobrą matkę Polkę wszystkich rodaków. Dobrze, że do władz polskich wreszcie dotarło, że zanim zaczną pomagać uciekinierom z Afryki czy Azji, wypadało by najpierw pomóc rodakom z Kazachstanu i innych republik byłego ZSRR – z goryczą stwierdza Anatol Diaczyński.

Pan Anatol wspomina w książce matkę kolegi Franciszka Turowicza, która na wieść o możliwości przeprowadzki do kraju powiedziała: „Dość już tego kołchozowego życia. Nie mam już na to wszystko siły. W Polsce będę prosić o jakieś mieszkanie w mieście. Może choć tam trochę odpocznę od tego kołchozowego trudu przed śmiercią”. – Nie udało się jej pożyć w Polsce. Niedługo po śmierci syna zmarł również jej mąż. Więc gdzie teraz sama miałaby wyruszać? Zresztą i tak nikt jej do Polski nie zapraszał – dopowiada autor „O tych zapomnianych…”. Jeszcze na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku mało kto w Polsce przypuszczał, że w Kazachstanie nadal mieszkają dziesiątki tysięcy Polaków i osób polskiego pochodzenia. – Prawie wszyscy byli pewni, że zesłani tam po klęsce wrześniowej 1939 roku Polscy wkrótce po wojnie wrócili do kraju. Tak było z Polakami, których wywieziono za Ural w 1940 i 1941 roku. Ale była jeszcze pierwsza fala wywózki do Kazachstanu w latach 1936–1937. Zesłano wtedy tych Polaków, którzy zostali poza granicami Polski po I wojnie światowej. Wywozili ich ze specjalnie utworzonego dla nich w połowie lat 20. ubiegłego wieku Polskiego Rejonu Narodowego im. J. Marchlewskiego na Zachodniej Ukrainie. Wywożono ich do Kazachstanu jako tych, którzy nie spełnili oczekiwań władzy radzieckiej – wyjaśnia Anatol Diaczyński. Anatol Diaczyński od 25 lat mieszka już z rodziną w Polsce. Ma polskie obywatelstwo. Tylko rosyjski akcent zdradza, że nie wychował się w kraju. W miarę dobrze ułożył sobie życie, ale nie zapomina o tych Polakach, którzy nadal czekają w Kazachstanie na powrót. Dziadek pana Anatola urodził się w Łodzi, ale za pracą, zaraz po I wojnie światowej, udał się w okolice Żytomierza. Tam spotkał przyszłą żonę Ewę. Pobrali się na początku lat 20 ubiegłego wieku. Tam też urodzili się rodzice pana Anatola i stamtąd zostali deportowani do Kazachstanu. – Mieli parę dni na spakowanie najbardziej potrzebnych rzeczy. Można było zabrać domowe i gospodarskie zwierzęta. Obiecywano im, że będzie im dobrze w Kazachstanie, że otrzymają dom, że dobra ziemia i dużo przestrzeni. Jechali około 10 dni z dłuższymi postojami. Miejscowość nazywała się Zielony Gaj. Był to goły step z wyznaczonymi miejscami na budowę domu – wspomina Anatol Diaczyński. Pan Anatol powrócił do Polski najpierw wraz żoną Anną i dwiema młodszymi córkami w sierpniu 1995 roku. Potem sprowadził także swoich rodziców i najstarszą córkę z mężem. Na początku pracował fizycznie. Potem zaczął pisać książki po polsku i rosyjsku, które opisywały losy Polaków w Kazachstanie. Wstąpił do Związku Literatów Polskich. Został laureatem nagrody „Złote Pióro”. Kilka razy odwiedził rodzinną wieś w Kazachstanie. Ostatni pobyt opisał w ostatnim rozdziale książki: „Coraz mniej mój Zielony Gaj przypomina tę wieś, którą widziałem w wieku dziesięciu lat, dwudziestu, czterdziestu. I chce mi się wykrzyknąć w ślad za wielkim Sergiuszem Jesieninem: »O życie me, czyś ty mi się przyśniło?«!”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama