Nowy numer 48/2020 Archiwum

Różaniec − to lubię i kocham

W tej modlitwie łączą się Maryjna matczyna opieka i wiara człowieka, który przesuwając pokornie różańcowe ziarna, łączy się z Bożymi tajemnicami.

Jest jedną z najpopularniejszych modlitw, którą poznajemy już w dzieciństwie. W chwilach zagrożeń staje się modlitwą obronną i błagalną, w chorobie uzdrowieniem i siłą, w smutku nadzieją i światłem, w radości uwielbieniem i dziękczynieniem. Biorąc do ręki różaniec, czujemy się jakby pewniejsi. W tym modlitewnym uścisku Ktoś trzyma naszą rękę i obdarzając nas ufnością, nie tylko przesuwa po kolejnych koralikach, ale przede wszystkim prowadzi z matczyną czułością i troskliwością. Od początku swojego pontyfikatu Jan Paweł II zachęcał do odmawiania Różańca. 29 października 1978 roku mówił do wiernych: „Różaniec to modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna modlitwa! Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem. (...) Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa”.

Ojciec Tytus Piłat, dominikanin

− Różaniec pokazuje nam, że Kościół jest bardzo głęboko maryjny w swoim wymiarze. To właśnie w tej modlitwie wpatrujemy się z Maryją w Chrystusa. Maryja nie zatrzymuje nas przy sobie, ale prowadzi przez rozważanie życia Jej Syna Chrystusa do tajemnic Boga. W Różańcu Maryjne słowa stają się naszą modlitwą. Druga rzecz bardzo istotna w tej modlitwie to „rozważanie serca”. Modląc się Różańcem, jakże często uświadamiamy sobie, że te tajemnice dokonują się także w naszym życiu i sercu, jak choćby: cierpienie niesienia krzyża, radość ofiarowania czy doświadczenie zesłania mocy Ducha Świętego. Parafrazując słowa psalmisty, Różaniec to także światło, dzięki któremu wielu ludzi przeszło przez najciemniejszą dolinę swojego życia. Legendy dominikańskie mówią, że Maryja dała różaniec św. Dominikowi, wskazując, że jest to najgroźniejszy oręż przeciwko mocom zła. On nie tylko nas ochrania, ale także uzdalnia do czynienia dobra. Wiele osób może powiedzieć, że ta modlitwa je nuży. Dlatego trzeba się do niej dobrze przygotować. Chodzi o to, by uniknąć pułapki bezmyślności na tej modlitwie. Jeśli podczas modlitwy w rozważane tajemnice różańcowe będziemy wplatać nasze osobiste życie, to wtedy ta modlitwa będzie nam niezwykle bliska. Chodzi o to, aby naszą codzienność zanurzyć w miłość Boga, analizując swoje życie w Jego świetle. Dla mnie osobiście modlitwa różańcowa to skarb i siła. Mimo upływu lat ciągle odkrywam ją na nowo i bardzo lubię odmawiać Różaniec wraz z naszą dominikańską wspólnotą zakonną.

Siostra Wiktoria, Zgromadzenie Sióstr Opatrzności Bożej

− Różaniec uratował mi życie. Kiedy byłam jeszcze w łonie mojej mamy, okazało się, że na pewnym etapie mojego rozwoju prenatalnego ręce i nogi przestały rosnąć, a serce biło bardzo słabo. Sześć lat wcześniej rodzice stracili syna, który zmarł mamie na rękach zaraz po urodzeniu. Mama nie chciała jeszcze raz tego przeżywać. Postanowiła przerwać terapię i wypisać się ze szpitala. Na korytarzu spotkała księdza kapelana, znała go dobrze, bo sama pracowała w szpitalu. Kapłan prosił ją, aby wróciła na salę i obiecał, że codziennie będzie do niej przychodzić i wspólnie będą odmawiali dziesiątek Różańca w intencji zdrowia dziecka. Urodziłam się w 7. miesiącu ciąży, w uroczystość Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Miałam w pełni wykształcone ręce i nogi, zdrowe serce. Jednak po badaniach okazało się, że w głowie mam dużego guza, który uciska nerwy, i zostało mi kilka dni życia. Mama uprosiła lekarza i pielęgniarki, by przewieźli mnie wraz z nią na chwilę do kaplicy szpitalnej. Tam przed obliczem Maryi powiedziała: „Daj mi ją wychować, a potem możesz ją zabrać”. O tej całej historii dowiedziałam się 19 lat później, gdy oznajmiłam mamie, że moim pragnieniem jest wstąpić do zgromadzenia zakonnego. Całe życie widziałam mamę modlącą się codziennie na różańcu, nawet wtedy, gdy była zmęczona czy chora. Ja uczyłam się tej modlitwy od niej i przy mamie ją pokochałam. Dziś ja też modlę się codziennie na różańcu, powierzając Maryi wiele spraw, którymi ludzie dzielą się ze mną. Różaniec to moje życie, a ulubioną tajemnicą jest Zwiastowanie.

Beata i Andrzej Werescy, wspólnota Domowego Kościoła

− W pewnym momencie naszego życia, trafiając do wspólnoty Domowego Kościoła, świadomie przyjęliśmy Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Zapragnęliśmy Go bardziej poznać, bardziej pokochać i od Niego uczyć się miłości. A jak wiemy, do Jezusa najpewniejsza droga wiedzie przez Maryję. Odkryliśmy, że rozważając tajemnice Różańca, poznajemy życie Chrystusa, które powinno stać się dla nas zobowiązującym wzorcem. Zrozumieliśmy, że ta modlitwa to szkoła życia chrześcijańskiego, a my chcemy w takiej szkole być. Tak więc Różaniec zmienia nas, nasze życie, nasze relacje z innymi, ale też przez niego oddajemy chwałę Jezusowi i Jego Matce. Zawsze gdy modlimy się modlitwą różańcową, towarzyszy nam konkretna intencja. Najczęściej jest to intencja błagalna, modlimy się za siebie nawzajem, za nasze dzieci, za kapłanów, za wspólnotę, w której jesteśmy, i w wielu innych powierzanych nam sprawach. Założyciel Ruchu Światło−Życie sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki mówił, że Różaniec to modlitwa tętniąca życiem, i my tego doświadczamy. Lubimy Różaniec, przy nim nie można się nudzić. Chociaż czasami przychodzi też roztargnienie; zmęczenie pracą i obowiązkami daje znać i trudno się skupić na rozważaniu odmawianych tajemnic. Wierzymy jednak, że i taka nieudolna modlitwa zostaje przyjęta. Odmawiamy Różaniec indywidualnie, razem ze wspólnotą podczas spotkań formacyjnych, ale też modlimy się nim wspólnie jako małżonkowie. Siłą tej modlitwy jest kontemplacja dająca możliwość budowania osobistej relacji z naszym Panem Jesusem Chrystusem.

Paweł Grzegórski, maturzysta

− Nie ma chyba tak znanej i rozprzestrzenionej na całym świecie modlitwy, za pomocą której my, chrześcijanie, budujemy naszą relację z Panem, poprzez którą płynie tak wielka łaska i moc, która przekonała do siebie tak wielu, jak właśnie modlitwa różańcowa. A piszę to wszystko jako nastolatek, osoba, która może jeszcze nie przeżyła wielu lat i nie podjęła trudnych życiowych decyzji. Swoją drogę z różańcem w ręku dopiero zaczynam, ale to, co już zawdzięczam tej modlitwie i jak bardzo pomaga mi zbliżyć się do Jezusa i Jego Matki, jest niezwykłe. Oczywiście nie urodziłem się z różańcem w ręku. Do wszystkiego prowadzi jakaś droga, nieraz po ludzku niepojęta i kręta. Odkąd pamiętam, w moim domu była obecna modlitwa rodzinna, każdy z nas miał już swój różaniec w dzieciństwie, ale chyba bardziej z tradycji niż z przekonania. Modliłem się, bo wiedziałem, że to jest dobre, a przecież Bóg jest dobry, a to dla dziecka już konkretny argument. Wchodząc z tą modlitwą w wiek, w którym sam zaczynałem decydować o swoim życiu duchowym, wiedziałem, że nie mogę odrzucić tej dobroci, tej prawdy o Różańcu. A razem z modlitwą dojrzewała i moja relacja z Panem Bogiem. Dlatego obecnie podchodzę do Różańca nie jako do obowiązku, że muszę go odmówić, ale jako do czasu, który jest wypełniony Bożą obecnością, czasu, który daje mi pewność, że jest on ofiarowany właśnie Jemu z przekonania mojego serca. Jest to modlitwa dająca mi niezwykłą duchową radość. Mówiąc po młodzieżowemu: Różaniec – to lubię.

Krzysztof Zuba, Rycerz Kolumba

− Różaniec w moim życiu zajmuje miejsce szczególne. Wracając wspomnieniami do lat dzieciństwa, mam w pamięci modlitwę rodzinną wraz z braćmi i rodzicami, a także codzienne nabożeństwo w październiku, które przeżywałem jako ministrant w kościele dominikanów w Tarnobrzegu. Ale najmocniejsze przeżycia wiążą się z tym, że wstępując 10 lat temu w szeregi Rycerzy Kolumba, w trakcie przystąpienia do wspólnoty, podobnie jak wszyscy jej członkowie, otrzymałem różaniec. Zobowiązałem się nosić go przy sobie i modlić się tak często, jak to możliwe. I właśnie w tej modlitwie upatruję źródła siły dla siebie i współbraci do tak wielu działań podejmowanych przez Rycerzy Kolumba w parafiach. Okazuje się, że modlitwa różańcowa i realizowanie wiary poprzez uczynki na rzecz Kościoła i społeczności lokalnej sprawiają, że innych ludzi zaczynamy traktować jak swoich braci i siostry. Wołanie do Maryi o pomoc pomaga radzić sobie nawet z najtrudniejszymi wyzwaniami w życiu. Różaniec towarzyszy mi podczas pielgrzymek pieszych na Jasną Górę i pozwala zapominać o bolących nogach, a skoncentrować się na intencjach niesionych w sercu. Modlitwa różańcowa ma szczególne miejsce również w mojej rodzinie. Wspólna modlitwa bardzo pomaga w budowaniu jedności w relacjach z dziećmi, w pokazaniu właściwego punktu odniesienia wobec Pana Boga. Rok 2020 jest czasem szczególnym ze względu na pandemię. Dlatego naturalnym odruchem dla całej mojej rodziny stało się to, że należy sięgnąć po Różaniec i zaufać Panu Bogu. Pomimo codziennych obowiązków, zabiegania, zajmowania się przyziemnymi sprawami już od pierwszych dni pandemii codziennie całą rodziną modlimy się. Pozwoliło nam to na spokojniejsze spojrzenie na wszystko, co dzieje się wokół nas, a nade wszystko pozwala mieć ufność, że jest Ktoś, kto czuwa nad nami i naszymi rodzinami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama