Nowy numer 43/2020 Archiwum

Owocowy zawrót głowy

Sandomierszczyzna to polskie zagłębie sadownicze. W tym roku smak jabłkobrania będzie słodko- -kwaśny.

Wiosenne przymrozki poczyniły spustoszenie w kwitnących sadach w okolicach Samborca, Koprzywnicy czy Gorzyczan. W tych rejonach plon jest znikomy. Trochę lepsza sytuacja panuje w sadach położonych koło Kleczanowa, w Rożkach czy Wilczycach – tam sadownicy mogą liczyć na średnie zbiory. Owoców będzie dużo mniej, a i tak ich cena nie pozwala optymistycznie patrzeć na sadowniczy budżet. Tegoroczne owocowe i warzywne żniwa dla sadowników i ogrodników nie są korzystne.

Czas zaciskania pasa

Od połowy września w podsandomierskich sadach zawsze zaczynał się intensywny czas zbiorów. Przyzwyczailiśmy się, że posadzone w szeregach drzewka aż uginały się od owoców. W tym roku w rzadko którym sadzie można spotkać taką sytuację. Wiele kwater wygląda tak, jakby było już po zbiorach. Na drzewach można zobaczyć tylko pojedyncze owoce. – To efekt majowych przymrozków. Gdy kwitły najbardziej popularne odmiany, przez kilka nocy wystąpiły nie przymrozki, ale mróz dochodzący nawet do −7 stopni Celsjusza. Takiej temperatury nie przetrzyma żaden kwiat. Straty w sadach w dorzeczu Wisły i Koprzywianki dochodzą nawet do 90 proc. Jakość owoców, które się zawiązały, też jest słaba, bo są dotknięte skazami, więc trafią na przerób przemysłowy, a nie do konsumpcji – informuje Krzysztof Kwasek, sadownik z Koćmierzowa.

Jak opowiada, sadownicy bronili sady przed zgubnym działaniem mrozu, jednak przy tak niskiej temperaturze nie przyniosło to spodziewanego efektu. – Jedynym wyjściem jest instalowanie zraszaczy nadkoronowych. Taki system ochrony mam założony nad jedną z kwater w moim sadzie. Gdy przyszedł mróz, laliśmy kwitnące drzewa wodą i na tej części sadu będziemy mieli owoce. Niestety w innych częściach drzewa świecą pustkami. To bardzo przykre, gdy podczas zabiegów, jakie musimy wykonywać przez cały rok, widzimy puste drzewka bez owoców. Sad wygląda jak późną jesienią po zbiorach – opowiada sadownik.

Jak dodaje, taka sytuacja jest też niebezpieczna dla samych drzewek, bo mogą one wejść w tzw. przemienność i jeden rok będą owocowały w nadmiarze, a kolejny będzie rokiem odpoczynku. – W naszym regionie takie wiosny z przymrozkami zdarzają się co 3–4 lata. Powodują duże straty dla sadowników, ale mają wpływ także na same drzewka. Warto wspomnieć, że po roku 2017, kiedy mróz zniszczył kwitnące sady, przyszedł rok 2018 z nadmiernym urodzajem, który także nadweręża drzewa uginające się od owoców – dodaje K. Kwasek. Taka zmienna sytuacja ma również wpływ na ekonomię gospodarstw sadowniczych, które ponoszą straty zarówno wtedy, gdy nie ma dobrych plonów, jak i przy „klęsce urodzaju”, gdy cena owoców jest tak niska, że często nieopłacalny jest nawet sam zbiór. – Dzięki temu, że poprzedni rok był dobry pod względem ceny jabłka, będziemy mogli jakoś przejść przez obecny. Trzeba będzie zacisnąć pasa, wstrzymać inwestycje, by przetrwać do przyszłego roku. Niestety taki jest los sandomierskich sadowników – podkreśla.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama