Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nie daj się wodzie!

W miniony weekend utonęło aż 17 osób, do wczoraj tylko w lipcu woda pochłonęła 73 ofiary.

Wprawdzie Jezioro Tarnobrzeskie w tym sezonie letnim jest zamknięte dla wypoczywających z powodu prowadzonych inwestycji drogowych i budowlanych, ale nigdy nie wiadomo, czy nie znajdzie się „śmiałek”, chcący skorzystać z jego wód. Poza tym w regionie nie brakuje innych zbiorników, nad którymi mieszkańcy i turyści chętnie wypoczywają.

Wielu z nas wybiera się na wakacyjny wyjazd, czy to nad morze, jeziora, rzeki, dlatego apeli o ostrożność i rozsądek nigdy nie jest za mało, zwłaszcza, że niestety, jak informuje w swoim opracowaniu Najwyższa Izba Kontroli Polska jest niechlubnym liderem w Unii Europejskiej pod względem liczby utonięć. W ubiegłym roku w wodach zginęło 456 osób (w tym 49 kobiet), spośród nich 98 przed utonięciem piło alkohol. W roku 2018 statystyki były jeszcze tragiczniejsze, życie straciło bowiem 545 osób (w tym 77 kobiet), a w przypadku 126 z nich przyczyną utonięcia był alkohol.

- Niestety największa plaga to wchodzenie do wody po spożyciu alkoholu. Standardowy model ofiary utonięcia to mężczyzna w wielu od 40 do 55 lat, pod wpływem alkoholu, po godzinie 16 w sobotę i niedzielę. Schemat najczęściej wygląda tak - przez cały dzień zabawa, potem jeszcze dwa piwka i wejście do wody, bo trzeba się schłodzić przed powrotem do domu. I niestety jest to często ostatnie wejście do wody. Alkohol sprawia bowiem, że ludzie zaczynają szarżować. Tymczasem zawsze trzeba mierzyć zamiary według sił - mówi Waldemar Rams, kierownik Drużyny Podkarpackiej Wodnego Pogotowia Ratunkowego, wieloletni koordynator do spraw ratownictwa na Zalewie Solińskim. - Zawsze miałem do wody respekt, mimo, iż pływam od 6 roku życia, zatem w sumie kilkadziesiąt lat. To nie jest do końca nasz żywioł, nie potrafimy pod wodą oddychać, mamy ograniczony czas aby się z niej wynurzyć, poza tym ciało się wyziębia, gdyż ma niższą temperaturę niż powietrze. W Polsce głównym problemem jest brak konsekwentnego programu skierowanego do dzieci, który nauczyłby je postępowania nad wodą, a przede wszystkim pływania. Dotyczy on szczególnie dzieci mieszkających na wsiach.

Nie daj się wodzie!   Numery alarmowe nad Jeziorem Tarnobrzeskim umieszczone są m.in. na budynku bazy ratowniczej. Marta Woynarowska /Foto Gość

Do głównych zasad bezpiecznego przebywania i korzystania z wody należą: baczne pilnowanie dzieci i niepozostawianie ich samych, pływanie z asekuracją, zwłaszcza jeśli umiejętności są na niższym poziomie. - Każdy powinien pamiętać o asekuracji, także ci doskonale pływający. Zawsze za mną płynie bojka, pozwalająca na chwilę zatrzymania, odpoczynku, gdy czujemy spadek sił - dodaje Waldemar Rams.

Oprócz nietrzeźwych, brawurowych lekkoduchów, prawdziwą zmorą niemal każdego kąpieliska są osoby pływające na materacach, mimo, iż w regulaminach widnieje zapis zabraniający tego. Każdy zwolennik tego rodzaju wypoczynku musi się liczyć z możliwością otrzymania mandatu od policji wodnej.

Chcąc uniknąć niebezpiecznych sytuacji w wodzie, ratownik radzi, by przed kąpielą w jeziorze, rzece, morzu itp. wcześniej zmoczyć, schłodzić najbardziej newralgiczne i miejsca, gdzie znajdują się główne arterie krwionośne, czyli okolice serca, karku i krocza. Pozwala to przygotować organizm na kontakt z chłodniejszą wodą. Nie należy także wchodzić tuż po dużym wysiłku fizycznym, mogą to czynić osoby do tego przyzwyczajone, jak np. triathloniści.

- Gdy zobaczymy, że ktoś ma kłopoty lub nie daj Boże zaczyna tonąć natychmiast powinniśmy wezwać pomoc, dzwoniąc pod numer 601 100 100, ale trzeba pamiętać, że na niektórych akwenach są inne i zaalarmowanie pod wymieniony numer, nie zawsze przekłada się na szybkie dotarcie z informacją. Niezastąpionym i najlepszym ratunkiem jest rozsądek, rozsądek i jeszcze raz rozsądek - podkreśla ratownik.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama