Nowy numer 39/2020 Archiwum

Terror pod ziemią

– Wieczorami byliśmy brani na przesłuchania. Wartownicy bili mnie kolbami od karabinów; jeden uderzał w plecy, drugi w klatkę piersiową. Bili do momentu pokazania się krwi. Każdej nocy byłem przesłuchiwany od 2 do 4 razy – wspomina Tadeusz Gosecki.

Staraniem Jana Pyrkosza, wójta gminy Radomyśl nad Sanem, wydano książkę „Ziemne więzienia w Żabnie”. Jej autorem jest znany stalowowolski regionalista Dionizy Garbacz. Opisuje ona działanie sowieckiego obozu NKWD, który znajdował się w Żabnie na przełomie lat 1944 i 1945.

W nieludzkich warunkach, w ziemiankach, więziono tutaj między innymi żołnierzy AK, partyzantów walczących z niemieckim okupantem oraz rosyjskich dezerterów. Wielu z nich zostało rozstrzelanych na błoniach nad Sanem. 23 sierpnia 2019 roku w miejscu kaźni poświęcono krzyż oraz tablicę upamiętniające pomordowanych. Z tym pomysłem wyszli członkowie Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej z obwodu Stalowa Wola – Nisko. W byłym obozie NKWD w Żabnie rzeszowski oddział IPN prowadzi badania. Odkryto między innymi miejsca, gdzie znajdowały się ziemianki, które w czasie wojny były obudowane balami z drewna i przykryte słomianymi matami. Niedaleko mieścił się sztab sowieckiego komisariatu. – O tym, że był tam obóz, wiadomo było od dawna, przede wszystkim wśród najstarszych mieszkańców Żabna. Badania w tej sprawie, jeszcze przed IPN, prowadziła Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W 1990 roku mieszkańcy Żabna umieścili na kapliczce w centrum wioski tablicę upamiętniająca pomordowanych. W czerwcu tego roku natomiast ukazała się książka opisująca obóz. Składają się na nią głównie świadectwa mieszkańców Żabna i osób, które obóz przeżyły – powiedział Jan Pyrkosz. – W ziemiance, w której przebywałem, było bardzo ciasno i musieliśmy spać na boku, aby się pomieścić. Spaliśmy na klepisku, a ściany były z gliny. Na moje rozeznanie, ziemianek mogło być siedem. Raz dziennie podawano nam wodnistą zupę, do której żołnierze radzieccy pluli – wspomina Władysław Geneja. – Wieczorami byliśmy brani na przesłuchania. Wartownicy bili mnie kolbami od karabinów – mówi Tadeusz Gosecki. – Obóz został zlikwidowany, gdy ruszył front. Teren, na którym były ziemianki, został wyrównany. Co się stało z ludźmi, tego nie wiem. Słyszałem, że enkawudziści rozstrzeliwali więźniów i wywozili nad San, gdzie zakopywali we wcześniej przygotowanych dołach – dodaje Jan Syp. Ziemne więzienia, podkreśla Dionizy Garbacz, NKWD urządziło także w pobliżu Huty Krzeszowskiej, w Rudniku nad Sanem oraz prawdopodobnie w Kopkach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama