Nowy numer 39/2020 Archiwum

Malarstwo to ja

Karolina Bednarska o swojej pracowni, pasji, która jest ważną częścią życia, i wystawie bez tytułu.

Marta Woynarowska: Przez wakacje w Tarnobrzeskim Domu Kultury będzie udostępniona ekspozycja Pani prac. Co zobaczymy?

Karolina Bednarska: Nie nadawałam wystawie żadnego tytułu, bo malarstwo to ja, czyli te wszystkie składowe, tworzące moje życie, świat, moje wnętrze. Stąd na ekspozycji znalazły się przede wszystkim pejzaże oraz portrety, stanowiące główny obszar moich zainteresowań. Są to wizerunki moich najbliższych – córki, syna, męża – oraz pejzaże okolicy, w której mieszkam, lub miejsc, jakie udało mi się odwiedzić. Dlatego zapewne odbija się w nich mocno prywatność, intymność.

Tak jak w obrazie zatytułowanym „Maria”, mającym dla mnie największą wartość sentymentalną spośród prezentowanych na wystawie, a będącym portretem mojej córki. Inspiracją była fotografia z wakacji, które uznała za najpiękniejsze i najszczęśliwsze dla niej, miała bowiem okazję zawrzeć wiele nowych, interesujących znajomości. Chciałam utrwalić ów szczęśliwy kadr z jej życia w formie malarskiej pamiątki. Pracowałam nad płótnem kilka miesięcy, eksperymentując z tłem i z kolorem. Jak większość moich portretów nie jest on oczywisty, nie jest oddaniem fotograficznej dokładności, a jedynie pewnym zarysem, pozwalającym na własne dopowiedzenia. Przyznaję, że czasami córka z pewnym oburzeniem stwierdza: znowu, mamo, nie namalowałaś mojej buzi. (śmiech)

Parafrazując Ludwika XIV, który powiedział: „królestwo to ja”, Pani stwierdziła: malarstwo to ja. Czym zatem jest ono dla Pani?

Pasją, pasją i jeszcze raz pasją, a także bardzo ważną częścią życia, moją wypowiedzią, w której zawieram to, co inni przekazują słowem. Kiedy przekraczam próg mojej pracowni i czuję dochodzący stamtąd uwielbiany zapach farb, wiem, że znajduję się w swoim świecie, w który zanurzam się bez reszty. W domu panuje cisza, dzieci śpią, mąż działa w swojej pracowni. Z uwagi na pracę na etacie, obowiązki rodzinne, czas dla swojej twórczości mamy dopiero wieczorem lub nocą. Bardzo lubię te chwile, bo są tylko moje. Czuję spokój, ciepłą obecność najbliższych, mam też poczucie bezpieczeństwa. To pozwala na pełne oddanie się swojej pasji.

Preferuje Pani pracownię czy plener?

Nie lubię malować w plenerze z uwagi na zbyt szybko zmieniające się warunki, światło. Preferuję pracownię, dającą mi pełny komfort pracy w ciszy i spokoju. Zamykam się w niej, odcinam się od zewnętrznego świata. Poza tym, tworząc, chętnie sięgam po swoje fotografie oraz zapamiętane wrażenia, które przetwarzam przez moją wrażliwość i własne widzenie świata. Głównymi modelami są mąż oraz dzieci, których twarze, sylwetki, uchwycone podczas codziennych zajęć, spacerów czy we śnie, mam tak mocno wryte w pamięć, że nie muszę ich męczyć pozowaniem. (uśmiech)

Jaka technika jest Pani najbliższa?

Zdecydowanie akryl, gdyż najlepiej odpowiada mojemu dość żywiołowemu temperamentowi. Pozwala bowiem na szybkie malowanie, kładzenie kolejnych warstw, nanoszenie poprawek, zmian, dzięki o wiele krótszemu czasowi schnięcia – w przeciwieństwie do farb olejnych.

Pani mąż Piotr Bednarski również jest artystą plastykiem. Jak to jest, gdy pod jednym dachem mieszkają dwie artystyczne dusze?

Fantastycznie. Mamy bowiem te same zainteresowania, chociaż różnimy się trochę, jeśli chodzi o preferowane techniki plastyczne. Niemniej jesteśmy dla siebie pierwszymi i obiektywnymi krytykami. Poza tym rozmowy o twórczości, wątpliwościach, poszukiwaniach, przeciągające się niekiedy głęboko w noc, to bezcenny czas. Ale muszę przyznać, że pracownie mamy oddzielne.

Wystawa w TDK jest kolejną prezentacją Pani malarstwa. Uczestniczyła Pani także w międzynarodowych plenerach.

Mam na swoim koncie kilka wystaw indywidualnych, m.in. w Muzeum Historycznym Miasta Tarnobrzega, oraz zbiorowych przy okazji „Porównań”, dorocznego przeglądu twórczości artystów ziemi sandomierskiej. Zostałam również zaproszona do udziału w cieszących się już ponad 20-letnią historią Międzynarodowych Plenerach Artystycznych Bolestraszyce–Tarnobrzeg. To wspaniałe doświadczenie z uwagi na możliwość rozmów z innymi artystami, mającymi już ogromne doświadczenie, mogącymi poszczycić się wspaniałym dorobkiem twórczym. Dla mnie, czyli malarki będącej na początku tej drogi, te rozmowy były bezcenne.

Karolina Bednarska jest absolwentką Liceum Plastycznego im. Piotra Michałowskiego w Rzeszowie i Wydziału Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie, gdzie dyplom uzyskała w pracowni fotografii dr Beaty Długosz oraz w pracowni linorytu prof. Jana Bujnowskiego. Uprawia malarstwo, grafikę i fotografię.

marta.woynarowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama