Nowy numer 47/2020 Archiwum

Dwa i pół razy na Mount Everest

26-letni Mateusz Janik ze Stalowej Woli w ciągu 26 dni pokonał Główny Szlak Beskidzki liczący około 500 km, najdłuższy tego typu w Polsce.

Góry są wielką pasją Mateusza, absolwenta Medyczno-Społecznego Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Stalowej Woli. Wcześniej wiele razy wspinał się w Tatrach i Bieszczadach, zdobywając najwyższe szczyty.

– Szedłem od Ustronia do Wołosatego. Mój plecak ważył 20 kg. O przejściu Głównego Szlaku Beskidzkiego myślałem od dłuższego czasu. Większości ludzi pandemia utrudniła życie, mnie natomiast pozwoliła na zrealizowanie marzenia. Szedłem sam. Prawie cały czas padało. Błoto bardzo utrudniało wędrówkę. Czasami zapadałem się po kostki. Spałem w namiocie, schroniskach i wiejskich agroturystykach. Widziałem jelenie, sarny, wiewiórki, lisy, salamandry, węże, wilki. Schudłem 7 kg. Pokonałem ponad 500 km. Pod górę szedłem przez około 22 km. To prawie tak, jakbym wszedł 2,5 razy na Mount Everest! – powiedział zadowolony piechur. Mateusz na szlak wyruszył 22 maja. Po 15 km, w tym po wejściu na Wielką Czantorię (995 m), przeżył mały kryzys. – Cały zapał, silna wola, siła fizyczna – wszystko to gdzieś ulatniało się w miarę wysokości i przebytych metrów. Plecak ciążył niesamowicie, dwulitrowy bukłak wody pustoszał z każdą chwilą. Powoli, krok po kroku, udało mi się jednak dotrzeć na szczyt. Byłem zmęczony. Po niedługiej chwili marszu znalazłem się przy schronisku na Soszowie, gdzie udało mi się znaleźć wolny pokój, za który dostałem dodatkowo zniżkę jako piechur Głównego Szlaku Beskidzkiego – wspomina pierwszy dzień. 16 czerwca Mateusz zakończył swoją wędrówkę. Był jednocześnie szczęśliwy i smutny. – Cieszyłem się, że to już koniec, a z drugiej strony było mi żal opuszczać to miejsce. Pokonałem najdłuższy szlak w Polsce. Nie było to tylko zwykłe przejście. Walczyłem z górami i szczytami, z błotem i pogodą. Walczyłem ze sobą, z myślami o poddaniu się, z nerwami i z bólem – dodał wędrowiec ze Stalowej Woli. Mateusz Janik swoje przeżycia spisywał na bieżąco. Obecnie przygotowuje internetową stronę, gdzie znajdą się zdjęcia i cały opis trasy. Może komuś spodoba się taka forma urlopu. Na pewno bardzo bezpieczna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama