Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nie zmarnujmy dobra

Psycholog, psychoterapeuta, trener Bożena Andrychowicz mówi o oswajaniu i radzeniu sobie z lękami oraz problemami wywołanymi przez COVID-19.

Marta Woynarowska: Obecna sytuacja jest dla nas wszystkich zupełnie nowym doświadczeniem. Słyszy się nawet stwierdzenia, że to jakieś science fiction.

Bożena Andrychowicz: Żyjemy w niepewności i niejasności, w dodatku mierzymy się z czymś nowym, nieznanym i – co chyba jest najtrudniejsze w tym wszystkim – niewidocznym. Nie możemy dostrzec naszego przeciwnika. Kiedy w realny sposób widzimy nadciągające niebezpieczeństwo, potrafimy odpowiednio reagować, chroniąc się. W tej chwili toczy się swoista wojna, jednak wróg jest niewidoczny i nie wiemy, skąd, gdzie i kiedy może nas zaatakować, a co za tym idzie – nie wiemy, jak mamy się zachować. Niestety, takie myślenie nas niszczy. Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, na nagłe zatrzymanie świata. W jednej chwili stanęliśmy, zamknięto szkoły, instytucje, restauracje, placówki kulturalne, zakłady, przeszliśmy na pracę zdalną, zamknięto nas w domach. Tego nigdy nie doświadczyliśmy.

Te wszystkie zjawiska, które Pani wymieniła, wiążące się z pandemią, budzą w nas lęk, i to dwojaki. Z jednej strony strach przed zarażeniem się, z drugiej obawa o zachowanie miejsca pracy.

Zagrożenie istnieje i nie można go bagatelizować, jak czynili to niektórzy, nawet wielcy tego świata, jak premier Wielkiej Brytanii czy prezydent Stanów Zjednoczonych, dopóki sami na sobie nie przekonali się, że koronawirus i epidemia to nie żaden wymysł. My też już o tym wiemy, wszak Tarnobrzeg i powiat tarnobrzeski zanotowały największą liczbę zakażeń koronawirusem w województwie podkarpackim. Obecna sytuacja to przede wszystkim jedna wielka niewiadoma co do przyszłości.nikt nie wie, jak się rozwinie, w jakim kierunku podąży i jak długo potrwa. To budzi obawę o jutro, czy będziemy mieć pracę, czy zdołamy utrzymać rodzinę. Nie pozwala nam również snuć planów znacząco wybiegających do przodu. Jest to z pewnością bardzo mocno frustrujące, przyzwyczailiśmy się bowiem planować pewne sprawy ze znacznym wyprzedzeniem, jak chociażby urlopowe wyjazdy, jakieś znaczące zakupy, przedsięwzięcia związane z naszym rozwojem. Teraz nie możemy tego czynić.

Jak zatem sobie radzić? Trudno bowiem nagle odzwyczaić się od robienia planów chociażby na nadchodzące wakacje.

Wczoraj podczas wideokonferencji rozmawialiśmy w gronie siedmiu osób, działających na rzecz lokalnych społeczności, że ważne jest, abyśmy oswoili niepewność ,przyjęli ją do wiadomości i nauczyli się jej. Musimy w obecnej sytuacji przestawić się na tory tu i teraz. Żyjemy chwilą obecną. Planowanie w najbliższym, a może i nieco dłuższym czasie nie ma sensu, nie wiemy, co przyniesie nam chociażby jutrzejszy dzień, a co dopiero przyszły tydzień czy następny miesiąc. Zaplanowanie sobie np. jakiegoś dalszego wyjazdu, pobytu, który mogą zniweczyć nagła zmiana sytuacji epidemicznej czy wypadek losowy, zrodzi ogromną frustrację, wpłynie na nas mocno destrukcyjnie. Dlatego powinniśmy odchodzić od tych zwyczajów, bo nic dobrego nam nie przyniosą, i wkładać siły w coś innego, co może pozwolić stworzyć zupełnie nową jakość. Skupić się na dzisiejszym dniu, na teraźniejszych sprawach. Powinniśmy zapamiętać, że żyjemy teraz! Świetną rolę w oswajaniu niepewności, obawy odgrywa żartobliwe podejście do problemu. Warto także przedyskutować nurtujący nas problem z kimś bliskim. Po prostu wygadać się. Jest to także dobry czas na poprawienie i zacieśnienie często mocno poluzowanych więzi rodzinnych, małżeńskich. Mamy czas, więc postarajmy się odbudować, przywrócić to, co kiedyś było piękne między nami.

W obecnej sytuacji paradoksalnie pojawiło się również wiele pozytywów – otworzyły się przed nami nowe możliwości, a także odsłoniły wielkie pokłady dobra.

Gdyby dwa miesiące temu ktoś zapytał mnie, czy poprowadziłabym terapię online, odpowiedziałabym kategorycznie, że absolutnie nie. A tymczasem od kilku tygodni spotykam się z osobami korzystającymi z mojej pomocy przez Skype’a. Doszłam bowiem do wniosku, że nie mogę w tak trudnej sytuacji pozostawić ich samym sobie. Poza tym jeszcze nigdy w życiu nie uczestniczyłam w jednym tygodniu w tylu warsztatach, spotkaniach, bo było to fizyczną niemożliwością. Teraz siadam w swoim domu przed komputerem i w ciągu jednego dnia mogę brać udział w paru zajęciach, szkoleniach. Nie wspomnę już nawet o spotkaniach ze znajomymi mieszkającymi gdzieś daleko, czy całej gamie wydarzeń kulturalnych, które przeniosły się do sieci. Okazało się ponadto, jak wiele jest w nas solidarności z innymi osobami, empatii i chęci niesienia pomocy. Mam wrażenie, że nie zmarnowaliśmy tego czasu i starajmy się, by to dobro, które tak mocno się wylało, płynęło dalej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama