Nowy numer 43/2020 Archiwum

Umrzeć w Tarnobrzegu

– Wyparliśmy śmierć z naszej świadomości, codziennego życia. Stała się tematem tabu, omijanym i unikanym, a przecież stanowi nieodłączny element naszej ziemskiej egzystencji. Zwyczajnie nie da się od niej uciec – zauważa Andrzej Biernat.

Śmierć, i cała związana z nią obrzędowość charakterystyczna dla regionu, stała się tematem najnowszej wystawy przygotowanej przez Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega, które rozpoczęło pracę nad nią jeszcze w ubiegłym roku, zaś otwarcie zaplanowało na 15 marca br. Decyzja rządu o wprowadzeniu stanu epidemii, i wynikające z tego zamknięcie m.in. muzeów, spowodowała, że wernisaż musiał być przesunięty w czasie, zaś ekspozycję „In articulo mortis. Umrzeć w Tarnobrzegu” można było zwiedzać tylko wirtualnie, na fanpage’u muzealnym lub jego stronie internetowej. W rzeczywistości, w której żyjemy od paru miesięcy, obecność śmierci stała się jakby bardziej realna, ponownie pojawiła się w naszej świadomości, mediach, tematach rozmów. Przez lata zepchnięta zupełnie na margines, niemal wyparta przez nas ze sztucznie wykreowanej rzeczywistości, w której królują wieczna młodość, szczęście i zdrowie, lub też całkowicie strywializowana i zwulgaryzowana przez kino czy gry komputerowe, za sprawą jednego wirusa wraca na swoje miejsce. I między innymi ta myśl, by przywrócić jej należny majestat, legła u źródeł narodzin pomysłu na przygotowanie ekspozycji.

Wspomnienie „Obrazów śmierci”

– Kierowały mną dwie inspiracje. Po pierwsze temat śmierci interesował mnie od dawna. Mędrcy mówili, że człowiekiem targają dwie główne emocje rozpinające się między Erosem i Tanatosem. Ten drugi jest we mnie obecny, odkąd pamiętam. W każdym nowym miejscu, gdzie się znajdę, zwiedzanie rozpoczynam od cmentarza, który powie mi zdecydowanie więcej o danej społeczności, jej historii, aniżeli żywi ludzie. Drugą inspiracją była wielka wystawa „Obrazy śmierci”, prezentowana przez Muzeum Narodowe w Krakowie przed 20 laty, bodaj jedyna o takiej tematyce, jaka gościła w polskich muzeach. Jej obraz i przesłanie wciąż tkwią w mej pamięci. Te dwa elementy oraz świadomość upływu czasu, silniejsza z każdym mijającym rokiem wraz z coraz liczniejszą liczbą pogrzebów, w których przychodzi mi uczestniczyć, sprawiły, że postanowiłem sięgnąć po problem trudny, ale jakże ważny – mówi Tadeusz Zych, dyrektor MHMT. – Niemniej bohaterem wystawy nie jest śmierć sama w sobie, ale ukazane poprzez jej pryzmat dzieje naszego miasta – Tarnobrzega i jego mieszkańców. Pokazanie miasta i tarnobrzeżan w tym kontekście jest czymś zupełnie nowym, odkrywczym i wzbudzającym z pewnością emocje.

In articulo mortis (w obliczu śmierci)

W dwóch salach zamku Tarnowskich w Dzikowie stajemy in articulo mortis. Ekspozycja wiedzie przez pięć rozdziałów, z których pierwszy poświęcony jest samemu momentowi śmierci, przychodzącej w różnych okolicznościach, mającej także odmienne oblicza, tak jak zgon ubogiego chłopa czy dostatnio żyjącego przedstawiciela ziemiaństwa. Przychodzi z powodu choroby, zaskakuje w wypadku lub naznacza chwałą bohatera ginącego na polu walki. Śmierci od wieków towarzyszyło wiele rekwizytów, począwszy od gromnicy, przez książeczki do nabożeństw, różańce wkładane w ręce umierających, po sprzęt i paramenty liturgiczne służące uroczystościom pogrzebowym. Oprócz trumny, zabytkowego katafalku z podporami w kształcie czaszek, pochodzącymi z kościoła pw. św. Marii Magdaleny na osiedlu Miechocin, można zobaczyć cały zbiór ornatów i kap użyczonych przez ojców dominikanów, które były darami dwóch pań Tarnowskich – Zofii z Zamoyskich i Zofii z Potockich, o czym świadczą zachowane na nich hafty. Bardzo cennym eksponatem jest XVIII-wieczny ornat, uszyty z francuskiej tkaniny, ozdobiony zaś polskim haftem z użyciem wełny jedwabnej, pochodzący ze zbiorów Muzeum Diecezjalnego w Sandomierzu. Jego kustosz Urszula Stępień zwraca uwagę na przedstawiony na nim obraz czyśćca, wyobrażony przez płomienie, z których wyłaniają się postacie symbolizujące dusze czyśćcowe. Na prezentowanym ornacie czyściec został ukazany u stóp Chrystusa ukrzyżowanego, z którego ran spływają krople zbawczej krwi. Temat ten, w warstwie ikonograficznej, podkreślał zbawczy charakter męki Chrystusa na krzyżu, a także nadzieję na zbawienie dusz czyśćcowych. Sam ceremoniał pogrzebowy prezentują liczne zdjęcia archiwalne z ostatniej drogi znanych i ważnych dla Tarnobrzega osobistości, jak Zofia z Zamoyskich Tarnowska, Jan Dzierżysław i Zdzisław Tarnowscy, Jan Słomka, Ferdynand Kuraś, Michał Marczak, Zygmunt Szewera, ale również ofiar pożaru zamku w 1927 roku oraz tragicznego wypadku w 1951 roku, czy wreszcie chłopów, niegdyś mieszkańców wiosek, obecnie dzielnic Tarnobrzega. – Przed kilku laty na Starym Cmentarzu na Miechocinie podszedł do mnie starszy mężczyzna i zapytał, czy byłbym zainteresowany archiwalnymi zdjęciami. Umówiliśmy się na wizytę u niego w domu. Okazało się, że ma wiele rodzinnych, unikatowych fotografii, w tym wiele z nich wykonanych podczas pogrzebów. Chciałem je zeskanować, ale pan stwierdził, że nie ma dzieci, zatem nie ma komu zostawić archiwum, a poza tym jest poważnie chory. Poprosił, abym je wziął i dołączył do swoich zbiorów. Od lat gromadzę bowiem wszelkiego rodzaju archiwalia dotyczące przede wszystkim Tarnobrzega i regionu – opowiada Sławomir Stępak, konserwator, pracownik tarnobrzeskiej Delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Na ekspozycji znalazły się m.in., udostępnione przez S. Stępaka, fotografie ukazujące chłopski pogrzeb.

W ostatnią drogę

– Ze śmiercią członka rodziny i pogrzebem związany był cały, bogaty w treści ceremoniał, który zaczynał się w domu zmarłego, a kończył na miejscu wiecznego spoczynku, czyli zazwyczaj na cmentarzu. Dawniej umierano w domu, wśród bliskich, nie jak dzisiaj w szpitalnych izolatkach, hospicjach. Dla naszych pradziadów śmierć była rzeczą oczywistą i traktowali ją jako przejście do innego świata – mówi Andrzej Biernat, regionalista, miejski radny. – I to można zobaczyć na zdjęciach, które udostępniłem na wystawę. Są to fotografie ukazujące pogrzeby mieszkańców dawnego Mokrzyszowa, w tym członków mojej rodziny – pradziadka i taty. Pradziadek zmarł w 1960 r. Przez trzy dni jego ciało, umyte, ubrane przez rodzinę, było wystawione w domu, by bliscy, sąsiedzi mogli się przy nim modlić. Pamiętam, że był zwyczaj zatrzymywania zegarów, zasłaniania krepą luster. Zwłoki okrywano świętymi obrazkami, a do kieszeni wkładano drobne monety. Na zdjęciach widać całe rodziny skupione wokół otwartej trumny. Takich fotografii mam całkiem spory zbiór. Fotografowanie się przy zmarłym było bowiem powszechnie występującym zwyczajem. Miała to być chyba swoista pamiątka – przypuszcza A. Biernat. – W Tarnobrzegu po wojnie, przez kilkadziesiąt lat, trumny ze zmarłymi przewoził do kościoła ojców dominikanów i później na cmentarz okazały czarny oszklony karawan, zakupiony przez jednego z mieszkańców gdzieś na Zachodzie, chyba w Niemczech. I to on odwiózł w 1960 r. mego pradziadka na miejsce wiecznego spoczynku. Zdjęcia użyczone przez Andrzeja Biernata, podobnie jak pochodzące ze zbiorów Sławomira Stępaka, ukazują przede wszystkim pogrzeby chłopskie, które z oczywistych względów były znacznie skromniejsze, ale zawierały te same rytuały co w przypadku osób o wyższym statusie materialnym czy społecznym, o czym można przekonać się, oglądając zdjęcia z ostatniej drogi członków rodziny Tarnowskich, właścicieli Dzikowa.

Miasta zmarłych

Ostatni rozdział ekspozycji poświęcony został wszystkim tarnobrzeskim nekropoliom – parafialnym, komunalnej, wojennej oraz żydowskiej. Na tle ich panoram prezentowane są elementy pochodzące z grobów – zniszczone przez czas tablice, figurki Jezusa ukrzyżowanego, ale również fragment macewy oraz betonowy krzyż z nagrobka polskiego żołnierza z cmentarza wojennego, który wraz z innymi został w ubiegłym roku zastąpiony nowym. Warto zwrócić uwagę na dawne tablice i inskrypcje nagrobne, z których można zaczerpnąć wiele interesujących informacji – o zawodzie, wykształceniu, działalności zmarłego, jego życiowym credo, jakim się kierował, albo o stosunkach łączących go z bliskimi. Czasami napisy układane były przez zmarłych jeszcze za życia, tak jak uczynił to Wojciech Wiącek, przedwojenny senator, rodem z podtarnobrzeskiego Machowa. Na wystawie jest kartka zawierająca sentencję spisaną jego ręką, która zgodnie z życzeniem miała być wyryta na grobie. Zwieńczeniem wystawy jest obraz współczesnego malarza Piotra Jakubczaka „Chrystus leżący w grobie”. – Gest ręki Jezusa z uniesionym kciukiem jest jasnym przesłaniem dla nas chrześcijan, dla których śmierć ciała jest tylko przejściem do życia wiecznego, że już niebawem nastąpi Jego zmartwychwstanie – zwraca uwagę Tadeusz Zych. W dziele uderzający jest nie tylko sam gest, ale także niebieska rękawiczka na dłoni Chrystusa, która w obecnym czasie jest tak powszechnie obecna. A przecież obraz powstał na długo przed pojawieniem się pandemii COVID-19. Eksponaty pochodzą ze zbiorów własnych tarnobrzeskiego muzeum oraz Muzeum Diecezjalnego i Muzeum Okręgowego w Sandomierzu, Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej, klasztoru ojców dominikanów w Tarnobrzegu, parafii pw. św. Marii Magdaleny w Tarnobrzegu, Archiwum Narodowego w Krakowie oraz kolekcji prywatnych – rodziny Tarnowskich, Andrzeja Biernata, Janusza Błachowicza, Grzegorza Komady, Tadeusza Marciniaka, Zofii Słomki, Sławomira Stępaka, Krzysztofa Watracza oraz Anny i Wojciecha Żarowów.• Wystawę można będzie zwiedzać po otwarciu muzeum do końca sierpnia br.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama