Nowy numer 43/2020 Archiwum

Czy chcesz śpiewać dla Pana Boga?

Mariusz Śmiałek, pochodzący z Tarnobrzega, a od kilkunastu lat mieszkający w Szkocji, mówi o projekcie „Tylko Jezus”.

Marta Woynarowska: Czym jest projekt „Tylko Jezus”, z którym gościliście także w Twoim rodzinnym Tarnobrzegu?

Mariusz Śmiałek: Formalny start projektu odbył się przed trzema laty w uroczystość Wszystkich Świętych. Wybór tej daty nie był przypadkowy, bo wierzymy, że święci wraz z Matką Bożą prowadzą nas na spotkanie z Chrystusem. Stąd tytuł „Tylko Jezus”, który noszą tytułowa piosenka, pierwszy album i seria kolejnych, przesłanie, misja i wreszcie cały projekt. Te dwa słowa w tytule mają oddawać sens naszego pojmowania chrześcijaństwa, czyli jako arcykatolickie, a zatem arcyuniwersalne, powszechne dla wszystkich i stawiające w centrum Jezusa.

Mieszkając od 12 lat w Szkocji, gdzie stykałem się i stykam z różnymi kulturami, wyznaniami, miałem możliwość podzielenia się owym przesłaniem nawet z Nepalczykami, wyznającymi głównie hinduizm, i wspólnie z nimi wyśpiewać pieśń „Tylko Jezus”. Mamy również stronę www.onlyjesus.co.uk, na którą wchodzą ludzie z całego świata – Japończycy, Brazylijczycy, Chińczycy, czyli osoby poszukujące i potrzebujące Dobrej Nowiny. Cieszy nas to, że możemy całemu światu głosić, że jesteśmy posłani, by wyśpiewać to oczywiste hasło: „Tylko Jezus”. Niebawem oprócz wersji polskich i angielskich, powinny ukazać się także hiszpańskie, a nawet arabskie.

Jak projekt powstał?

Przez lata sam pisałem i sam komponowałem muzykę do swoich piosenek. Z muzyką chrześcijańską jestem bowiem związany od 15. roku życia, zatem szmat czasu, a z szeroko pojętą ewangelizacją – od kiedy skończyłem 22 lata, czyli ponad 20 lat. Poczułem, że jestem posłany do misji, zaproszony do czegoś bardzo ważnego. Później doświadczyłem niezwykłego przeżycia dotknięcia przez Pana Boga. Wiem, brzmi to nieprawdopodobnie, ale faktycznie podczas jednego ze spotkań ewangelizacyjnych w Lublinie, poczułem, że Bóg dotknął moich ust. I wówczas spłynęło na mnie coś, jakby nakaz, że moim powołaniem będzie tworzenie i dzielenie się muzyką kerygmatyczną, czyli skupioną na osobie Jezusa.

I rzeczywiście przez kilka lat pisałem taką muzykę, będąc w szkole ewangelizacji razem z moimi braćmi, przyjaciółmi m.in. ze Wspólnoty Jan Chrzciciel. Potem pojawiła się 16-letnia przerwa, wymuszona zwyczajnie przez życie. W Szkocji jednak pojawiły się nowe pomysły, nowa muzyka i przeświadczenie, że aby śpiewać i głosić chwałę Pana, nie potrzebuję niczyjej zgody. Projekt zaś powstał na stanowczą prośbę mojej żony Grażyny, która wręcz zażądała, abym napisał dla niej i nagrał płytę. I z tej płyty powstał cały projekt. W 90 proc. jestem autorem tekstów, muzyki, ale najbardziej rozpoznawalna i najpopularniejsza nasza piosenka wyszła spod pióra żony, ja tylko dopisałem refren.

Gdzie dotychczas dzieliliście się swoim projektem?

Przede wszystkim to miasta w Szkocji, Anglii, w tym naturalnie Londyn, gdzie uczestniczyliśmy w festiwalu The Poles for Jesus. Śpiewaliśmy także podczas organizowanego od 12 lat wydarzenia charytatywnego dla bezdomnych. Występowaliśmy ponadto w Czechach i oczywiście w Polsce. W 2017 roku graliśmy przed 35-tysięczną publicznością zgromadzoną na Stadionie Narodowym podczas rekolekcji z o. Johnem Bashoborą. Dzięki internetowi i udostępnianym na YouTubie nagraniom można powiedzieć, że śpiewamy i występujemy przed całym światem.

Z kim współtworzysz projekt?

Uczestniczy w nim kilkanaście osób, ale w zależności od sytuacji występujemy w większej lub mniejszej grupie, a czasami jestem sam. Kiedy jedziemy gdzieś dalej, tak jak np. do Polski, trudno nam zabrać się całą grupą, chociażby z uwagi na problemy i koszty związane z transportem dużych instrumentów. Cieszę się, że w projekt zaangażowała się moja rodzina, żona, synowie oraz siostra. Czasami zaś dołączają przyjaciele ze wspólnot lub np. dzieci, tworzące chórek.

A zespół Concordis przy parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Tarnobrzegu, który współtworzyłeś przed laty z rówieśnikami?

Z Concordis wiąże się cudowna historia, o której być może moi koledzy nawet nie wiedzą. Tuż po ukończeniu szkoły podstawowej przyszli do mnie do domu Artur Roman oraz mój kolega z ławki szkolnej Arek Tofilski i zadali mi pytanie: „Czy chcesz śpiewać dla Pana Boga?”. Gdyby spytali, czy chcę śpiewać w zespole chrześcijańskim, albo w kościele, wówczas odpowiedziałbym, że nie. A na tak sformułowane pytanie, mogłem tylko rzec – „Tak”. Nasz pierwszy występ odbył się podczas imienin śp. ks. Michała Józefczyka, a że był to w moim mniemaniu święty kapłan, dlatego cieszę się, iż w ten sposób mogłem zacząć moją karierę głoszenia Dobrej Nowiny śpiewem.


marta.woynarowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama