Nowy numer 47/2020 Archiwum

Sandomierski Ukrzyżowany

W sandomierskiej bazylice katedralnej znajduje się słynący łaskami gotycki krucyfiks.

Niegdyś znajdował się na belce tęczowej nad wejściem do prezbiterium, potem, być może stało się to w drugiej połowie XVIII stulecia, zawieszony został na łańcuchach pod sklepieniem w arkadzie tęczowej. Wówczas też dodano do niego obłoki, a u stóp dwa adorujące aniołki, wykonane przez Macieja Polejowskiego, autora rokokowego wystroju wnętrza ówczesnej kolegiaty.

Wreszcie w 1934 roku, podczas prac konserwatorskich prowadzonych przy bizantyńsko-ruskich freskach w prezbiterium, postanowiono umieścić krzyż na pierwszym filarze oddzielającym nawę południową od głównej, rzeźby aniołków zostały zaś przekazane do Muzeum Diecezjalnego, gdzie do dzisiaj można je oglądać na stałej ekspozycji.

Gotycki krucyfiks pochodzi z XV w. Kiedy znalazł się w ówczesnej kolegiacie sandomierskiej nie ma pewności. Urszula Stępień, historyk sztuki, kustosz Muzeum Diecezjalnego w Sandomierzu, w artykule „Gotycki krucyfiks w sandomierskiej katedrze”, opublikowanym w 16 tomie „Studiów Sandomierskich”, wskazuje na wzmiankę Jana Długosza pod rokiem 1448 o krzyżu wiszącym w „środku” świątyni, uszkodzonym przez uderzenie pioruna w kolegiatę.

W „Rocznikach czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego” historyk i kronikarz podaje dramatyczny opis tegoż wydarzenia, do którego miało dojść 8 lipca 1448 roku: „Tegoż samego dnia, w poniedziałek, kiedy król Kazimierz z Krakowa na Ruś wyruszył, w Sandomierzu uderzył piorun w kościół N. Marii i, zrzuciwszy szczyt środkowy dachu aż po gzymsy, przebił sklepienie i wpadł do kościoła, gdzie najpierw Krzyż Męki Zbawiciela, w środku kościoła wiszący, na drobne kawałki potrzaskał i lewą rękę aż po łokieć utrącił; nadto żelazo, którym Krzyż był podparty, przetrąciwszy, z muru kościelnego kilka ciosów wysadził. Dziewkę Magdalenę, córkę wójta Łagowskiego, która właśnie w tej chwili spowiadała się przed Piotrem bakałarzem i wikariuszem kościoła, uderzywszy z prawej strony w ciemię, zabił. Temu zaś Piotrowi bakałarzowi rękę ciężko oparzył i dziwnym sposobem trzewik na jednej nodze potargał. Jednego także z sług kościelnych w plecy ugodził. Wielu innym poopalał nogi, tak, że ich z kościoła wyprowadzano albo wynoszono. Nie było nikogo w kościele, żeby od przestrachu nagłego nie upadł na ziemię albo nie struchlał i nie stracił przytomności: ogień bowiem piorunu cały kościół napełnił. I gdyby był ten piorun w swoim zamachu obiegł po kościele między gęstszym gminem ludu, wszyscy byliby zabici albo śmiertelnie porażeni. Ale dla tych zboczeń, w tak znacznych zwłaszcza odległościach, osłabła siła materii i sam ogień tak jej gęstość rozrzedził, że ci, którzy popadali na ziemię, żadnego nie doznali porażenia. Po całym zaś kościele za uderzeniem tego piorunu buchnęła z dymem woń siarczysta”.

Sandomierski Ukrzyżowany   Gotycki krucyfiks w sandomierskiej katedrze. Marta Woynarowska /Foto Gość

Urszula Stępień zaznacza jednak, iż brak jednoznacznych przesłanek pozwalających na uznanie wspomnianego przez kronikarza krucyfiksu za tożsamego z Ukrzyżowanym, umieszczonym na filarze.

Na inne interesujące szczegóły w artykule „Gotycka rzeźba Chrystusa Ukrzyżowanego w katedrze Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Sandomierzu”, opublikowanym w 20 tomie „Studiów Sandomierskich” zwraca uwagę Katarzyna Pająk. Otóż figura Chrystusa wyszła spod dłut dwóch rzeźbiarzy, na co wskazują nierówności artystyczne poszczególnych części. Do partii mniej uzdolnionego lub wyrobionego w fachu artysty należały m.in. stopy oraz dłonie, których palce nie mają zaznaczonych paznokci. Autorka wysuwa przypuszczenie, iż rzeźba prawdopodobnie wyszła z małopolskiego warsztatu, któremu nie obce były wpływy sztuki śląskiej.

Zwiedzający jednak nie zwracają uwagi na takie szczegóły. Ich wzrok przykuwa inna rzecz. Otóż w zależności z której strony spojrzy się na twarz Chrystusa, można ujrzeć Go, mimo widocznego cierpienia, pełnego spokoju, by nie powiedzieć wręcz szczęśliwego z faktu dokonania dzieła zbawienia. W interesujący kształt została ujęta krew wypływająca z przebitego boku, którą artyści uformowali na wzór winnego grona, symbolu Eucharystii.

Sandomierski Ukrzyżowany   Figura Chrystusa Ukrzyżowanego od wieków otaczana jest kultem. Marta Woynarowska /Foto Gość

Krucyfiks, jak podkreśla Urszula Stępień, od wieków otaczany był szczególną czcią. Wspomina, iż w aktach posiedzeń kapituły kolegiackiej pod rokiem 1586 widnieje wzmianka, iż „Lampa przed krucyfiksem często się nie pali z powodu niedbalstwa rajców, którzy chętnie podjęli się tego obowiązku za zapłatą. Postanowiono dać im upomnienie”. W latach późniejszych znajdują się informacje o ołtarzu Krzyża Świętego, o Mszach „pod Krzyżem”. O kulcie sandomierskiego krucyfiksu wymownie świadczą również liczne wota, ofiarowane przez wieki przez wiernych nawiedzających najpierw kolegiatę, później zaś katedrę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama