Nowy numer 48/2020 Archiwum

Drogi do świętych

Elżbieta Domoradzka, matematyk, nauczycielka w Zespole Szkół nr 1 im. kard. Stefana Wyszyńskiego, mówi o swoim doświadczeniu wiary, przygodach i marzeniach.

Marta Woynarowska: Niedawno w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tarnobrzegu odbyła się promocja Pani książki. Jak doszło do jej powstania?

Elżbieta Domoradzka: „Moje drogi do Świętych” to książka, która jest spełnieniem moich marzeń. Od wielu lat pisałam wspomnienia, relacje z pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Uczestniczyłam we wszystkich od 1979 do 2002 roku. Byłam też kilka razy z rodziną w Rzymie. Pragnęłam przelać na papier swoje emocje i przeżycia. Pamięć ludzka jest ulotna. Chciałam, aby wraz ze zdjęciami były pamiątką tych niezapomnianych chwil. Również duchowość św. ojca Pio ma ogromny wpływ na moje życie. Opisywałam działalność Grupy Modlitwy Ojca Pio w Nowym Sączu, z którą jestem związana od 18 lat. Do wydania książki namówił mnie ks. Augustyn Łyko, katecheta z Prymasówki. Składam mu za to serdeczne „Bóg zapłać”. „Książka to jest zawsze książka” – powiedział. Wiele słów podziękowań kieruję do ks. dr. Jerzego Dąbka, autora przedmowy. Szczególnie pragnę podziękować mężowi. Gdyby nie jego pomoc, książki zapewne nie udałoby się wydać. Okładkę zaprojektowała synowa Justynka. Ukochani moi synowie Tomek i Kuba też bardzo mi pomogli. Dziękuję im z całego serca. Przecież rodzinnie odbywaliśmy te niezwykłe podróże…

Czy pamięta Pani swoje pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II?

Kardynała Karola Wojtyłę, metropolitę krakowskiego, zobaczyłam pierwszy raz w Kalwarii Zebrzydowskiej. Był sierpień 1977 r. Byłam na odpuście wraz z ciocią Genią z Makowa Podhalańskiego. Szłyśmy w strugach deszczu. Lekko pochylony szedł razem z pątnikami. Głosił rozważanie modlitwy „Ojcze nasz”. Miałam wtedy 17 lat, ale do dziś mam w uszach Jego słowa.

Co skłoniło Panią do przyłączenia się do Grupy Modlitwy Ojca Pio?

W lipcu 2002 roku, gdy byłam na wakacjach w rodzinnym Nowym Sączu, moja mama zaproponowała, abym poszła do bazyliki św. Małgorzaty, bo tam jest nabożeństwo do św. ojca Pio. To było zaraz po jego kanonizacji. Poszłam. I tak już zostało. Grupa Modlitwy Ojca Pio w Nowym Sączu ma już 20 lat. Moderatorem jest charyzmatyczny ks. prał. Andrzej Liszka, którego włoski kapucyn i stygmatyk dotknął szczególną łaską. Grupa to cudowni ludzie, siła modlitwy wstawienniczej jest ogromna. Wydajemy gazetkę, organizujemy festyn, pomagamy, pogłębiamy wiedzę religijną, organizujemy pielgrzymki. W czasie mojej przewlekłej choroby wspierali i wciąż wspierają mnie modlitwą.

Kim dla Pani są św. Jan Paweł II i św. ojciec Pio?

Są moimi ukochanymi świętymi. Są schodami do Boga. Są drogowskazami, podpowiadają, jak żyć. Gdy dopadają mnie ludzka słabość i grzech, wtedy mam przed oczami o. Pio w konfesjonale, gdzie czytał w ludzkich sumieniach. Biorę różaniec, gdy jest ciężko. „Módl się, ufaj, nie upadaj na duchu” – to hymn naszej Grupy Modlitwy Ojca Pio. Poczułam dwa razy zapach fiołków, to dar, cudowny znak, który św. o. Pio daje czasami ludziom. Poczułam go w San Giovani Rotondo i w Łagiewnikach przy ucałowaniu relikwii. Słowami nie da się go opisać. Cudowny zapach. I niezwykły pokój w sercu. „Nie lękajcie się” – to słowa Jana Pawła II z początku pontyfikatu. Jego zawołanie jest kluczem do dobrego i godnego życia. Był czerwiec 1983 r., Jasna Góra. Byłam studentką. Pamiętam, jak ciepły wiatr otulał nasze serca, gdy do nas, studentów, podczas Apelu Jasnogórskiego, mówił: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. I te słowa idą ze mną przez całe życie. Jan Paweł II przemierzał świat, aby pokazać miłość Boga i ludzi, bo jak powiedział: „Miłość mi wszystko wyjaśniła”. Trzeba opowiadać o tym, dzielić się z młodymi Polakami. Wiara ma być świadectwem.

Czy wydając wspomnienia, refleksje o dość intymnym charakterze, bo takie jest nasze osobiste przeżywanie wiary, nie obawiała się Pani wyjawić tak bardzo prywatnych doświadczeń?

Pochodzę z rodziny bardzo religijnej. Odważnej. W latach 50. XX w. mojemu śp. tacie Lucjanowi zaproponowano wstąpienie do partii. Jako jedyny odmówił! Mimo reperkusji miał odwagę powiedzieć: „Nie”. Bo nie chciał się wyrzec wiary w Boga. Pamiętam go zawsze długo modlącego się w pokoju przed obrazem Madonny Jasnogórskiej. Tę odwagę mam po nim, jak i wiele innych cech – na przykład też był matematykiem! Wyznawanie swojej wiary, mówienie i pisanie o niej to odwaga, ale i powinność. Wstawiennictwo świętych, którego doświadczyłam, jest moim świadectwem wiary. Wdzięcznością serca. Trzy lata temu nie mogłam zrobić kilku kroków bez tlenu. Czekałam na diagnozę i leczenie. Nigdy nie utraciłam nadziei. Zawierzyłam siebie świętym Janowi Pawłowi II i ojcu Pio. Moi przyjaciele z Grupy Modlitwy Ojca Pio z moderatorem ks. Andrzejem Liszką modlili się nieustannie o zdrowie dla mnie. Pragnę wszystkim czytelnikom wyszeptać ze wzruszeniem: zaufajcie Bogu. Proście o pomoc świętych.

marta.woynarowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama