GN 38/2020 Archiwum

Dwa skromne zeszyty

Ponoć przypadki są tylko w gramatyce, ale w życiu też się zdarzają. Tak było z publikacją części pamiętników Walerii ze Stroynowskich Tarnowskiej, poświęconej podróży, którą odbyła wraz z mężem Janem Feliksem do Włoch w latach 1803–1804.

Pewnego dnia Monika Chwałek-Oczkowska, pochodząca z Tarnobrzega, mieszkająca w Krakowie romanistka i tłumaczka, która odkryła swoją nową pasję – muzealnictwo – nawiązała kontakt z dr. Adamem Wójcikiem. Kończyła studia podyplomowe na Uniwersytecie Jagiellońskim i postanowiła poświęcić pracę dyplomową zamkowi Tarnowskich w Dzikowie.

– Zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc i tak zaczęła się nasza korespondencja, w trakcie której pojawiła się postać Walerii Tarnowskiej, urodzonej w Bubnie na Wołyniu w 1782 r. Pani Monika nie wiedziała, że założycielka kolekcji dzikowskiej przez całe życie pisała pamiętniki, dotychczas jeszcze nie przetłumaczone na język polski. Autorka prowadziła je bowiem po francusku – mówi Adam Wójcik, prezes Towarzystwa Przyjaciół Tarnobrzega, wydawcy książki. Tłumaczka, zafascynowana pamiętnikami i ich autorką, postanowiła podjąć się ich przetłumaczenia. Większość pamiętników była w posiadaniu rodziny Tarnowskich, z którą Monika Chwałek-Oczkowska nie miała kontaktu. Natrafiła natomiast na wydaną po francusku, jeszcze w 1925 r. przez Jerzego Mycielskiego, prawnuka Walerii, relację z podróży do Włoch. Ponadto korzystała z mikrofilmów rękopisu pamiętników w Bibliotece Jagiellońskiej. – Ponieważ Waleria Tarnowska dla Tarnobrzega jest osobą niezwykle ważną, pomyślałem, że należałoby wydać tłumaczenie pani Moniki. Ponadto w październiku ubiegłego roku minęła 170. rocznica śmierci Walerii, byłoby to zatem dobre uczczenie jej pamięci i jednocześnie sposobność, by tarnobrzeżanie poznali tę niezwykłą kobietę. A była ona wykształcona, oczytana, głęboko wierząca, odnosząca się z ogromnym szacunkiem do innych ludzi, bezgranicznie kochająca swoją rodzinę, niezwykle delikatna, powściągliwa, taka trochę szara myszka, przy tym mająca ogromną wiedzę i wyczucie sztuki; wszak sama malowała, specjalizowała się w malarstwie miniaturowym. Zanim wraz z mężem na stałe osiadła w Dzikowie, w Warszawie, w pałacu przy Krakowskim Przedmieściu, prowadziła słynny salon, w którym gromadziła się ówczesna elita intelektualna – charakteryzuje autorkę pamiętników Adam Wójcik. – Pamiętniki, noszące tytuł „Mes voyages”, spisywała z myślą o córce Rozalii, która w chwili wyjazdu rodziców miała 9 miesięcy. Nie przypuszczała, że wydarzy się wielki dramat. Po powrocie do kraju okazało się bowiem, że jej pociecha nie żyła od pół roku. W „Moich podróżach” zawarła swoje wrażenia z pobytu we Włoszech, opisy dzieł sztuki, relacje ze spotkań z papieżem Piusem VII czy Marią Letycją Bonaparte, matką cesarza Napoleona I.  – Wśród licznie nawiązywanych znajomości znaczące grono stanowili ówcześni artyści, wśród których nie mogło zabraknąć Antonia Canovy, uznawanego przez współczesnych mu za ówczesnego Fidiasza. Skutkiem tej znajomości był zakup przez Tarnowskich rzeźby przedstawiającej Perseusza z głową Meduzy, która niestety nigdy do Dzikowa nie dotarła. Państwo Tarnowscy, wykorzystując biedę i zniszczenia Włoch (wynik wojen napoleońskich), skutkujące niskimi cenami dzieł sztuki, nabyli spory zbiór obrazów, stanowiący zalążek kolekcji dzikowskiej – mówi Adam Wójcik. – Z pewnością także pozostałe części pamiętników, pisanych do 1838 roku, zawierają wiele cennych informacji o rodzinie i o tym, co działo się w Dzikowie. Mam cichą nadzieję, że jeśli książka ta spotka się z uznaniem, to państwo Tarnowscy wyrażą zgodę, by pani Monika mogła przetłumaczyć pozostałą część, a my ze swej strony, czyli TPT będziemy kontynuować tę serię wydawniczą. Niecodzienne są losy dwóch zeszytów ze złoconymi brzegami, w których Waleria Tarnowska opisała swój pobyt we Włoszech. Przed śmiercią ofiarowała je swojej wnuczce, również Walerii. Ta pieczołowicie je przechowywała w Wiśniowej, dobrach swego męża Franciszka Mycielskiego. W czasie ofensywy armii rosyjskiej, jesienią 1914 r., kiedy rodzina Mycielskich musiała natychmiast ewakuować się z Wiśniowej, Jerzy, prawnuk autorki pamiętników, w ostatniej chwili złapał i wrzucił do torby owe dwa zeszyty, które tym samym ocalił. Rosjanie bowiem pałac zniszczyli, zgromadzone zaś dzieła, księgozbiór i całe wyposażenie rozgrabili lub spalili. Wydanie „Moich podróży” zostało uzupełnione o ryciny z czasów wyprawy Tarnowskich do Włoch, pochodzące ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Książkę wydrukowało Wydawnictwo Diecezjalne w Sandomierzu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama