Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zdjęcia przeszłości

– Stare fotografie, choć są czarno-białe, zawierają niesamowity koloryt historii. Opowiadają o tym, co minęło, i odsłaniają często nieznane fakty – opowiada Piotr Kusal.

Któż z nas nie lubi usiąść wygodnie w fotelu lub na kanapie z najbliższymi i z sentymentem przekładać kartki albumu ze starymi zdjęciami. Powracają wtedy wspomnienia o bliskich osobach, jest okazja powspominać rodzinne wydarzenia czy przywrócić pamięć o niejednej zabawnej historii, która związana była z konkretną sytuacją. Niestety, wraz z rozwojem techniki i urządzeń, którymi możemy robić zdjęcia, coraz rzadziej je utrwalamy na tradycyjnych fotografiach i jeszcze rzadziej do nich powracamy.

– Dzięki zaawansowanym telefonom robimy czasem w ciągu jednego dnia dużo więcej zdjęć niż nasi rodzice czy dziadkowie przez całe życie. Jednak obecnie historia zdjęcia trwa niemal tylko chwilę. Robi się je, publikuje w internecie, dzieli z innymi, i na tym najczęściej koniec. Szybko lądują w cyfrowym koszu i bardzo rzadko do nich wracamy. Szkoda, bo fotografia to wspaniały nośnik informacji, zapis historii i utrwalacz wielu niepowtarzalnych momentów z naszego życia, które szybko ulegają zapomnieniu – opowiada Piotr Kusal.

Zachować od zapomnienia

Jego przygoda ze starą fotografią rozpoczęła się kilka lat temu, kiedy przeglądał rodzinne czarno-białe zdjęcia, na których z trudnością rozpoznawał rodzinę, oraz gdy natknął się na pierwsze stare zdjęcia Sandomierza. Niektóre z nich pokazywały miasto sprzed lat, jego okolice, domy i wydarzenia, które na nich udokumentowano. – Przeglądając strony internetowe, po wielokroć trafiałem na umieszczone tam zdjęcia dawnego Sandomierza. Próbowałem rozpoznać ulice, miejsca i dopasować je do teraźniejszości. Trafiałem na takie, które pokazywały miejsca już nieistniejące, które bezpowrotnie przeminęły, i zawstydzało mnie to, że jako sandomierzanin nie znam przeszłości mego miasta. Wtedy zacząłem zbierać, a nawet kolekcjonować takie stare fotografie – opowiada. Często pokazywał te zdjęcia swoim przyjaciołom i wspólnie dyskutowali nad ich niezwykłością i walorem odkrywczym. – Zauważyłem, że one ciekawią ludzi, i wtedy zrodził się pomysł wystawy prezentującej stary Sandomierz, który trzeba było ocalić od zapomnienia – wspomina. Jak dodaje, stara fotografia daje nam obraz, który z jednej strony przywołuje wspomnienia, a z drugiej inspiruje do odkrywania przeszłości, której nie znamy. – Oglądając stare fotografie, pytamy, kto jest na tym zdjęciu, kto mieszkał w tym domu, porównujemy, jak zmieniły się jego wystrój, wyposażenie lub otoczenie. Ze zdumieniem patrzymy, jak zmieniali się z biegiem lat nasi najbliżsi lub my sami. To jest czar starej fotografii. Dziś żyjemy w czasach, w których rzeczy mają dla nas tylko wartość użytkową. Nie wiążemy z nimi naszych sentymentów. Kupujemy mebel z przekonaniem, że już za rok, góra dwa lata, wymienimy go, bo będzie modny inny design, telefon zmieniamy jeszcze szybciej, podobnie jak żelazko czy zegar. Ale nie zawsze tak było. Kiedyś meble służyły dekadami, przekazywało się je przez pokolenia. Wiązały się z historią całej rodziny. Dlatego poprzez stare zdjęcia chcę pokazać także magię tego, co może nam się wydać stare, nieużyteczne, ale niesie w sobie niezwykłość przekazu historii, informację o osobach, które z danej rzeczy korzystały, dla których była ona ważna – tłumaczy pan Piotr.

Historia zapisana w fotografii

Sam nie tylko kolekcjonuje stare fotografie, których w zbiorach ma naprawdę imponujące ilości, ale także dzieli się nimi w mediach społecznościowych i nagrywa wspomnienia najstarszych mieszkańców miasta. – Przez kilka lat odwiedzałem najstarszych sandomierzan i prosiłem o wspomnienia z ich dzieciństwa, lat młodości. Ich przekaz jest naprawdę fascynujący. Opowiadali o samym mieście, ludziach, tradycjach, codziennym życiu czy wielkich wydarzeniach. Potem z braku czasu te nagrania ugrzęzły trochę w moim archiwum. Po kilku latach uzmysłowiłem sobie, że wiele z tych osób już nie żyje, a dzięki utrwalonym wspomnieniom stały się nieustannymi przekazicielami naszej sandomierskiej historii. Myślę, że wielu ludzi, mając obok siebie dziadków czy starszych sąsiadów, może w podobny sposób udokumentować historię swojej rodziny czy bliskich. To bardzo wciąga i fascynuje – dodaje. Jak podkreśla, kilkadziesiąt lat temu fotografia była główną metodą utrwalenia rodzinnej historii. – Jeśli sięgniemy do rodzinnych zdjęć, bardzo szybko zauważymy, jak zmieniły się nasze życie, nasze otoczenie czy styl bycia. Fotografia ma magię wydobywania wielu wspomnień i pozwala na odkrycie tego, co już uleciało z naszej pamięci – dodaje. Pan Piotr od kilku lat dzieli się swoimi fotograficznymi odkryciami z innymi. Najpierw powstała wystawa pokazująca dawny Sandomierz, a obecnie najciekawszymi zdjęciami dzieli się na Facebooku, w utworzonej przez siebie grupie „Czarno-biała fotografia Sandomierza”. Grupa liczy prawie 1500 osób mniej lub bardziej zaangażowanych w komentowanie i przypominanie historii miasta. Dzięki takim osobom, które tworzą tę grupę, zapisuje się historia. – W wielu rodzinnych zbiorach sandomierzanie posiadają zapewne jeszcze nieodkryte, nigdzie niepokazywane stare fotografie rodzinne poszczególnych osób, ulic, kamienic czy wydarzeń. Dlatego zachęcam, aby się tymi skarbami podzielić, abyśmy wspólnie odkrywali naszą historię zapisaną na fotografiach – apeluje pan Piotr.

Co przekażemy potomnym?

Opowiadając o najstarszych zdjęciach w swoich zbiorach, mówi, że pochodzą z przełomu XIX i XX wieku. – Po 1900 r. pojawiają się już serie zdjęć naszego miasta. Pokazują najczęściej jego architekturę czy konkretne osoby. Są to tzw. zdjęcia stateczne, pozowane i zaplanowane. Dopiero z czasem i z postępem techniki fotografowania mamy pierwsze zdjęcia ukazujące dynamikę i ruch. W czasach, gdy powstawały pierwsze fotografie, każde zrobione zdjęcie wymagało od fotografa dużego przygotowania, wyjście w plener wiązało się ze swego rodzaju wyprawą techniczną. Oni nie zarzucali aparatu na ramię i nie szli w teren jak na wycieczkę. Posiadali określoną ilość materiału światłoczułego, więc każde zdjęcie musiało być przemyślane i dopracowane – tłumaczy pan Piotr. Zwracając uwagę na specyficzną jakość zdjęć, wyjaśnia także technikę ich powstawania. – Te fotografie mają doskonałą jakość, przemyślane kompozycje pokryte są charakterystycznym ziarnem. Taki szum sprawia, że obraz staje się bardziej oryginalny i ma niepowtarzalny klimat. Podczas fotografowania, ustawiania ekspozycji nie było miejsca na błędy. Dziś, gdy robimy odbitki z obrazu, który powstał na małej matrycy, podczas powiększania gubimy właśnie te wartości zdjęcia. Mimo że technika nie była mocno zaawansowana, dawała zdjęcia o dużo lepszych efektach niż współczesne, robione aparatami cyfrowymi czy wbudowanymi w telefon. Zmienił się także kontekst zrobienia zdjęcia. Kiedyś było to duże wydarzenie dla osoby, która była fotografowana. Miała świadomość, że jest uwieczniana na lata, stąd zdjęcia są dostojne i poważne. Dziś, zwróćmy uwagę, aby zdjęcie było ciekawe, robimy głupie miny lub próbujemy czymś zaskoczyć osobę, która będzie to zdjęcie oglądała. Nie bierzemy pod uwagę, że ono przetrwa lata i kiedyś stanie się nośnikiem historii. Nowoczesna technologia cyfrowa nie nakłada także na nas żadnych ograniczeń w ilości wykonanych fotografii, dlatego robimy ich bardzo dużo, nie przywiązując wagi do tego, w jakim celu fotografujemy. Kiedyś przygotowanie zdjęcia trwało kilka minut, dziś tyle trwa historia zdjęcia w przestrzeni internetowej. Dlatego czasem trzeba zadać sobie pytanie nie tylko o to, co fotografuję, ale po co i dlaczego. Warto też czasem utrwalić te zdjęcia nie tylko na nośnikach elektronicznych, ale i wywołać. Staną się wtedy dla nas cenniejsze i będą okazją, by po latach wrócić do tego, co już bezpowrotnie minęło – podsumowuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama