Nowy numer 43/2020 Archiwum

Cud i dar życia

Ta ciąża była dużym zagrożeniem nie tylko dla Małgosi. Wraz z mężem Piotrem postanowili jednak modlić się i walczyć o dziecko.

Małgorzata i Piotr są małżeństwem od pięciu lat. Mają troje dzieci pod opieką tu, na ziemi, a jednego nie było im dane poznać. – Każde z nich jest dla nas wyjątkowe i kochane, jak każde dziecko dla rodziców, ale najbardziej „cudowne” jest ostatnie –córeczka, której narodziny są dla nas wielkim cudem Bożej łaski i wstawiennictwa św. Rity. To właśnie ta święta w sytuacji niezwykle trudnej, a nawet beznadziejnej przyszła nam i córeczce z pomocą, dlatego mała nosi jej imię – opowiada pan Piotr.

Radość i strach

– Już jej poczęcie było dla nas zaskoczeniem, ponieważ poczęła się w takim okresie cyklu, w którym teoretycznie nie powinno się to zdarzyć, mając na uwadze regularność cyklów i pełną ich obserwację, ale stało się – jest, więc może ten jeden cykl różnił się długością od pozostałych. My wierzymy, że po prostu nasza córeczka miała się pojawić na tym świecie, choć nie był to nasz, ale Boży plan – opowiada pani Małgorzata. Podczas wizyty u ginekologa małżonkowie usłyszeli, że kolejny raz zostaną rodzicami. – „Jest pani w siódmym tygodniu ciąży” – usłyszeliśmy od lekarki. Pojawiło się niedowierzanie, ale też obawa i lęk, ponieważ 9 miesięcy wcześniej urodził nam się nasz drugi syn. Wtedy jeszcze nasze obawy związane były tylko z tym, czy i jak poradzimy sobie z trojgiem małych dzieci. Najstarszy syn miał wtedy ukończone 2 lata – wspomina pani Małgosia. Jednak nie była to ostatnia wiadomość tego dnia. – Pani doktor zrobiła USG i właściwie od razu powiedziała: „Ciąża żywa, dziecko rozwija się prawidłowo jak na swój wiek, ale lokalizacja płodu jest nieprawidłowa. Płód rozwija się w bliźnie po cesarskim cięciu (dwie poprzednie ciąże zakończyły się cesarskim cięciem). Kwalifikuje się do ciąż patologicznych (ciąża pozamaciczna). Zagrożenie jest ogromne głównie dla pani, ale ostatecznie wiadomo – także dla dziecka. Sytuacja grozi przedwczesnym porodem, a nawet krwotokiem wewnętrznym”. Nastąpiła chwila ciszy i padła kolejna informacja: „Ta ciąża z medycznego punktu widzenia kwalifikuje się do usunięcia. Ryzyko krwotoku jest zbyt duże i zagraża życiu”. W tym momencie poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Spojrzałam na męża, ale zanim zdążyłam w ogóle pomyśleć, co mogę na to odpowiedzieć, mąż zapytał: „Jakie są szanse? My dziecka nie pozwolimy usunąć” – opowiada pani Małgorzata. – Trzeba dodać, że ze strony pani doktor nie była to w żadnym wypadku namowa na przerwanie tej ciąży, lecz informacja o stanie rzeczywistym i o wszelkich zagrożeniach, konsekwencjach kontynuowania tej ciąży. Nasza odpowiedź była jednoznaczna: walczymy o życie naszego dziecka i żony, i choć zdawaliśmy sobie sprawę, że szanse są znikome, nie traciliśmy nadziei. Pierwszą pozytywną wiadomością była ta, że pani doktor zgodziła się poprowadzić tę ciążę do końca – mówi pan Piotr.

Nadzieja i modlitwa

Jak opowiadają małżonkowie, kolejne dni były bardzo trudne. – W takiej chwili nie da się wyrzucić z głowy myśli: „Co teraz z nami będzie?”. One wciąż tkwią w głowie i choć zakłada się, że będzie dobrze, to jednak gdzieś w podświadomości przemyka najczarniejszy scenariusz – wspomina pan Piotr. – Podzieliliśmy się tą trudną, ale przede wszystkim radosną przecież nowiną z najbliższymi osobami, było to nieliczne grono. Wiedzieliśmy, że otrzymamy od nich nie tylko gratulacje i słowo pocieszenia, ale przede wszystkim ogromne wsparcie modlitewne. Oboje wierzyliśmy, że nasze wspólne życie nie może się ot tak skończyć, że Pan Bóg jest, troszczy się o nas i ma dla nas na pewno dobry plan, najlepszy. Skoro daje nowe życie, to nam nie pozostaje nic innego jak je przyjąć i wychować tak, żeby się to Jemu podobało. Po czasie widzimy, że miało to jeszcze głębszy sens, niż nam się wydawało. Mieliśmy pogłębić naszą wiarę, nauczyć się pokory, przekonać się, co tak naprawdę jest w życiu ważne i Kto jest najważniejszy – dodaje pan Piotr. – Sami zaczęliśmy prosić o pomoc i wstawiennictwo św. Ritę, patronkę od spraw trudnych i beznadziejnych. Siostry służebniczki prosiły o łaskę zdrowia za wstawiennictwem sługi Bożej s. Leonii Nastał. Tak zaczęła się nasza wspólna, codzienna intencja modlitewna z prośbą o zdrowie dla naszego dziecka i szczęśliwe rozwiązanie. Jak się później okazało, do modlitwy zostały włączone inne osoby: księża, siostry zakonne oraz osoby świeckie, którym jesteśmy za to bardzo wdzięczni. Była to duchowa armia, która modlitewnie „walczyła” o mnie i naszą córeczkę – dodaje ze wzruszeniem pani Małgorzata.

Względy u św. Rity

Od samego początku lekarz prowadzący ciążę uprzedzał rodziców, że dziecko w obecnej sytuacji będzie wcześniakiem. Z każdą kolejną wizytą dowiadywali się, że mimo tylu przeciwności i nieprawidłowego położenia ich kruszynka rośnie i rozwija się prawidłowo. To dawało im dużo nadziei, że nawet jeśli urodzi się dużo wcześniej, będzie zdrowa. – Około 15. tygodnia ciąży dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej będzie to dziewczynka. Była to wielka radość z dwóch względów. Po pierwsze dlatego, że mamy już dwóch chłopców, ale też dlatego, że od razu wiedzieliśmy, jak damy jej na imię. Głęboko wierzyliśmy we wstawiennictwo i zasługi św. Rity i tak też chcieliśmy dać na imię naszej córeczce – podkreśla pani Małgorzata. Mijały kolejne tygodnie. Przyszła kolejna wizyta lekarska, która okazała się przełomowa. – Było to 6 marca, w 21. tygodniu ciąży. Usłyszeliśmy z ust pani doktor, że zagrożenie się oddaliło, może nie całkowicie, ale coś się zmieniło zdecydowanie na plus. Ucieszyliśmy się z mężem ogromnie, słysząc, że już na pewno nasza córeczka nie będzie musiała być wywoływana na ten świat w 34. tygodniu ciąży, tak jak to było planowane na pierwszych wizytach. Prawie pewne stało się też to, że łożysko już nie wrośnie w bliznę, ponieważ się od niej znacznie oddaliło. Było to bardzo duże światełko nadziei w tej ciągłej niepewności – wspomina pani Małgosia. Druga połowa ciąży przebiegała już dużo spokojniej. I choć, jak opowiadają małżonkowie, wizyty u lekarza odbywały się nadal często, to jednak każda z nich dawała coraz większą nadzieję na szczęśliwe zakończenie ciąży i porodu. – Tylko samo rozwiązanie nadal było zagrożeniem, bo miało być to kolejne cięcie, a nasza wyjątkowa sytuacja zmuszała do odpowiedniego przygotowania całego personelu na oddziale położniczym – wspomina pani Małgosia. Podczas ostatniej wizyty lekarskiej w 37. tygodniu ciąży dostałam skierowanie do szpitala, do którego miałam się zgłosić następnego dnia. Na oddziale pojawiłam się 2 lipca. Od razu zlecono wszystkie badania, następnie zaplanowano skrzyżowanie i przygotowanie krwi do ewentualnego przetoczenia przy krwotoku. Cięcie miało się odbyć w czwartek. Doczekaliśmy tego dnia. Rita, nasze kolejne szczęście, przyszła na świat 4 lipca o godz. 8.45. Była zdrowa i z pokaźną jak na swój wiek wagą – 3250 gramów. Poród był trudny i dla lekarzy, i dla mnie. Nie zapomnę go nigdy – wspomina szczęśliwa mama.

Życie jest cudem

– Dziś, z perspektywy tego czasu, wiemy, że cała ta sytuacja była po coś. Niewątpliwie stanowiła próbę, która umocniła naszą wiarę, małżeńską i rodzinną więź. Uświadomiła nam, że ufając Bogu i będąc pod opieką świętych, można poczuć ich działanie i mieć nadzieję. Bogu niech będą dzięki za naszą córeczkę. Dla Niego nie ma nic niemożliwego. Ktoś może powiedzieć, że nic w tym nadzwyczajnego, że takie rzeczy się po prostu zdarzają. Owszem, jednak my chcemy poprzez nasze świadectwo pokazać, że nie warto zbyt pochopnie decydować się na ostateczny, nieodwracalny krok, jaki czasem sugeruje medycyna, czyli aborcję. Mamy nadzieję, że tym świadectwem ze swojego życia pomożemy i dodamy nadziei osobom, które może kiedyś znajdą się w podobnej sytuacji – aby zawierzyły, zaufały i dały szansę nowemu życiu – podkreśla pan Piotr. – Doktor prowadząca przyznała, że nieczęsto zdarza się taki przypadek, by ciąża nieprawidłowa i patologiczna tak pozytywnie się zakończyła. Jesteśmy jej wdzięczni za to, że podjęła się jej poprowadzenia, a Bogu za to, że wspierał nas i ją podczas niełatwego rozwiązania. Wiemy, że ufając Mu, otrzymaliśmy nowe życie nie tylko w osobie malutkiej Rity, ale nowe życie pełne wiary i ufności Panu Bogu – podsumowuje Małgosia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama