Nowy numer 42/2020 Archiwum

Gdzie nie ma miłości, nie ma życia

W parafii św. Jana Pawła II nauki głosił ks. dr Robert Utnik. Przez trzy dni mówił o modlitwie, ciszy, oczekiwaniu, o Betlejem – mieście, ale też o Betlejem naszego serca oraz o chlebie – pokarmie ciała i duszy.

Bóg, przychodząc do naszego Betlejem, czyni z naszego serca dom chleba dla innych. I to jest sedno Bożego Narodzenia. Cóż bowiem z tego, że zastawimy stół do syta, ubierzemy piękną choinkę i wręczymy prezenty, jeżeli nie zastawimy w naszym sercu stołu dla tych, którzy przychodzą, podobnie jak Józef i Maryja, szukając miejsca – podkreślił rekolekcjonista.

Był też wątek osobisty. – Roraty w mojej rodzinnej miejscowości zaczynały się o 6.05 rano. Do kościoła miałem około 4 km. Trzeba więc było wyjść wcześnie, o 4.30. Ale ile było radości i nadziei. I nieśliśmy z bratem chleb na adwentowe śniadanie w salce przy świątyni. Każdy przynosił to, co miał, by dzielić się z innymi. Dziś ludzie nie chcą się dzielić. A przecież tam, gdzie nie ma miłości, nie ma życia – dodał ks. Robert Utnik. Na adwentową Mszę św. przyszli zarówno dorośli, jak i dzieci. Były też całe rodziny. Dla pani Lucyny Adwent najbardziej kojarzy się z Roratami, na które szło się rano, kiedy jeszcze było ciemno. – Bardzo staraliśmy się donieść zapalone świece do domu. Lubię Roraty właśnie kiedy są rano, chociaż, jak dawniej, nie lubię wcześnie wstawać. Jednak pokonywanie tej słabości jest istotnym elementem mojego przeżywania Adwentu, bo kiedy idę do kościoła tak raniutko, po ciemku, czasem po śniegu, to udziela mi się ta dawna dziecięca radość, poczucie, że uczestniczę w czymś niecodziennym – wspomina pani Lucyna. – Adwent kojarzy mi się nie tylko z Roratami, ale też z przygotowaniami do wigilii: robieniem dekoracji świątecznych, wysyłaniem kartek do bliskich i wreszcie gotowaniem potraw wigilijnych. Adwent zapamiętałam więc jako czas ciągłego przygotowania i oczekiwania na spotkanie z Bogiem, który, jak co roku, ma się na nowo narodzić w ludzkich sercach – wspomina pani Ewa. – Adwent w moim dzieciństwie odgrywał ogromną rolę. Cieszyłam się z nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Roraty kiedyś były tylko rano, więc najwcześniejsze obrazy to nocna wędrówka z bliską mi osobą do świątyni. Były też i takie dnie, kiedy na Roraty szłam w dużej grupie osób. Adwent to też samodzielne robienie z papieru kolorowego łańcucha na drzewko, wiązanie cukierków. To także czas, kiedy powracam myślami do tych, co już odeszli – dodaje pani Karolina.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama