Nowy numer 43/2020 Archiwum

Wsparcie dla rodaków

Do 11 listopada w Tarnobrzegu prowadzone będzie dzieło pomocy dla parafii w Maniewiczach na Ukrainie.

Może się w nie włączyć każdy, komu nieobojętny jest los Polaków, którzy pozostali na dawnych Kresach z własnej woli lub w wyniku historycznych zawirowań. Organizatorem akcji jest urząd miasta we współpracy z tarnobrzeskimi parafiami i działającymi przy nich wspólnotami oraz gronem wolontariuszy. Zbierane są najpotrzebniejsze dary rzeczowe, czyli żywność o przedłużonej trwałości (mąka, ryż, kasze, makaron, konserwy, olej, cukier), środki czystości, w tym do higieny osobistej, pampersy dla dorosłych, mile widziane są zabawki dla dzieci i przybory szkolne. Dary można składać w parafiach, skąd systematycznie są odbierane przez urzędników.

– Parafia w Maniewiczach pw. Zesłania Ducha Świętego, leżąca w diecezji łuckiej, w obwodzie wołyńskim, jest małą wspólnotą liczącą obecnie 75 wiernych, wśród których przeważają osoby starsze, powyżej 60 lat, głównie emeryci, samotni, których niedostatek z powodu bardzo niskich emerytur dotyka najmocniej. Kilkoro z nich jest obłożnie chorych. Jest również parę rodzin ubogich, ale bardzo pracowitych – mówi ks. Andrzej Kwiczala, proboszcz tamtejszej parafii, posługujący w niej od 18 lat, który stara się nieść im wszystkim pomoc. Potrzebuje jednak do tego wsparcia z zewnątrz, zwłaszcza płynącego z Polski. Finał akcji zaplanowany jest na 11 listopada, czyli na Święto Niepodległości, podczas którego odbędzie się także zbiórka pieniężna na ratowanie zabytkowego osiemnastowiecznego kościoła w Lubieszowie (gdzie posługę pełni także ks. Andrzej Kwiczala), któremu grozi zawalenie dachu. Wybór tego dnia, w którym Polska radośnie świętuje odzyskanie niepodległości, był nieprzypadkowy. – Centrum polskości, jak w wielu miejscach na obczyźnie, skupione jest wokół kościoła. Nie inaczej jest w Maniewiczach, gdzie sięgają korzenie wielu Polaków, w tym tarnobrzeżan, gdzie wciąż garstka naszych rodaków mieszka, gdzie wreszcie – o czym przypomnieć należy tuż przed listopadową rocznicą – znajdują się ślady polskich zrywów niepodległościowych, gdzie pielęgnuje się pamięć legionistów – mówi Wojciech Lis, rzecznik prasowy urzędu miasta. Przy kościele w Maniewiczach, którym opiekuje się parafia, znajdują się mogiły żołnierzy I Brygady Legionów, walczących pod wodzą komendanta Józefa Piłsudskiego z armią rosyjską w 1916 roku oraz okazały obelisk upamiętniający ich poświęcenie dla polskiej sprawy. W 1929 roku odbyła się w tym miejscu doniosła uroczystość. Do miasteczka przybył prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki, który uczestniczył w odsłonięciu obelisku i oddaniu uporządkowanego cmentarzyka. Warto dodać, że nad znajdującą się w Kostiuchnówce polską bazą harcerską opiekę duszpasterską sprawuje ks. Andrzej Kwiczala. To tam w początkach lipca 1916 roku polscy legioniści stoczyli jedną z najkrwawszych bitew. Przy parafii, tak jak w wielu innych miejscowościach na Ukrainie, od lat działa sobotnio-niedzielna szkoła języka polskiego, w której uczy Halina Pawluk, emerytowana nauczycielka, prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej w Maniewiczach. Jej uczniowie corocznie biorą udział w olimpiadzie literatury i języka polskiego organizowanej przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, zdobywając główne nagrody i wyróżnienia. Przez lata komunistycznych rządów Polacy z Maniewicz trwali tam, pielęgnując w ukryciu kulturę, język i wiarę swych rodziców, dziadków. Po powstaniu wolnej Ukrainy, kiedy w 1992 roku odzyskali swój zniszczony doszczętnie kościół, wraz ze swymi duszpasterzami z ogromnym trudem i wyrzeczeniem odbudowywali go. – Władze sowieckie zamieniły budynek w magazyn soli, która, zapomniana, nieużywana, przeleżała ponad 40 lat, niszcząc nieodwracalnie mury świątyni. Kiedy przystąpiono do jej usuwania, okazało się, że zamieniła się w monolityczną skałę. Jedynym sposobem na jej rozbicie było użycie dynamitu. Niestety, podczas odstrzałów doszło do uszkodzenia stropu, który w efekcie zawalił się – opowiada ks. Andrzej Kwiczala. – Trzeba było odbudować sklepienie i przede wszystkim ratować mury, w które weszła sól, potężnie je niszcząc. Dzisiaj kościół jest zadbany, uzupełniane jest jego wyposażenie i upiększane wnętrze. Wszystko na miarę tamtejszych możliwości. Wielką radością dla ks. proboszcza i wiernych było odkrycie przed kilkoma tygodniami obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy z przedwojennego wyposażenia kościoła. Ocaliła go przed komunistyczną władzą jedna z parafianek, ukrywając za szafą w swoim domu. Z pierwotnego wystroju zachowało się tylko parę obrazów, są to przede wszystkim grafiki. Choć to nie dzieła sztuki, dla maniewickich parafian mają wartość bezcenną.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama