Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pierwszy zryw narodowy

Dr Adam Wójcik mówi o znaczeniu konfederacji dzikowskiej w dziejach kraju i Tarnobrzega.

Marta Woynarowska: Konfederacja dzikowska, obok raczej mało chlubnej Republiki Tarnobrzeskiej, jest jedynym wydarzeniem, dzięki któremu Dzików, a dzisiaj tym samym Tarnobrzeg, trafiły na karty historii Polski.

Adam Wójcik: Dla miasta fakt ten ma niebagatelne znaczenie. Obecnie obserwujemy tendencje poszukiwania czegoś, co wyróżniałoby daną miejscowość na tle innych. Ponieważ Tarnobrzeg nie ma faktów, które przeszłyby do wielkiej historii, tym bardziej – tak sądzę – powinno się wiedzę o konfederacji promować. Była wydarzeniem, które wcześniej nie miało precedensu. Otóż do Dzikowa zjechała szlachta z obszaru całej ówczesnej Rzeczypospolitej – zarówno Polski, jak i Litwy – po to by bronić prawnie obranego króla, czyli Stanisława Leszczyńskiego, ale także praw i wolności swego kraju, zagrożonych przez obcych agresorów. Z całym przekonaniem można stwierdzić, że był to pierwszy zryw niepodległościowy w historii Polski.

Niby nominalnie nasze państwo było wówczas jeszcze niepodległe, przypomnijmy, że mówimy tu o latach 30. XVIII w., ale praktycznie od śmierci Jana III Sobieskiego nie decydowaliśmy sami o sobie. Zatem rok 1733 był bardzo istotny, nastąpiło bowiem wśród szlachty przebudzenie obywatelskie, czego wyrazem były z jednej strony obiór na króla Polaka, jak się to ówcześnie mówiło – Piasta, nie zaś obcokrajowca, z drugiej zaś szczere zamiary obrony władcy oraz wolności Rzeczypospolitej. Było to niesłychanie ważne przesłanie. Każde następne pokolenia, czy to Sejmu Czteroletniego, czy kolejnych powstań narodowych miały te same cele.

W tym roku, dokładnie 5 listopada, przypada 285. rocznica zaprzysiężenia konfederacji.

Rocznice, zwłaszcza te okrągłe, są doskonałym pretekstem przypomnienia wydarzenia, o którym się nie pamięta. Ponadto należy pamiętać, że rozgrywało się ono w najważniejszych dla Tarnobrzega miejscach, do dziś będących jego symbolami, czyli kościele dominikanów przed obrazem Matki Bożej Dzikowskiej i zamku Tarnowskich w Dzikowie, dlatego tym bardziej należałoby je promować.

Czym zatem była konfederacja dzikowska i jak do niej doszło?

Sprawa była prosta. Odczuwano zagrożenia wynikające z wejścia na nasze ziemie obcych wojsk – rosyjskich i saskich. W tej sytuacji szlachta, jako jedyna posiadająca pełne prawa obywatelskie, stanęła w obronie suwerenności państwa i prawnie wybranego przez siebie króla, którego nie chciały uznać państwa ościenne, głównie Rosja i Saksonia, pragnące narzucić swego kandydata – Fryderyka Augusta, syna Augusta II Mocnego. Przez cały rok 1733 zawiązywane były konfederacje wojewódzkie i kiedy wszystkie opowiedziały się za obroną Leszczyńskiego, przystąpiono do powołania generalnej.

Skąd wybór Dzikowa, dóbr Józefa Mateusza Tarnowskiego?

Z dwóch powodów. Rodzina Tarnowskich nie zaangażowała się wówczas politycznie, nie była zatem podejrzana, ale za to bracia żony Józefa Mateusza, Róży z Dunin-Karwickich, bardzo mocno stanęli w obronie króla Stanisława Leszczyńskiego i zapewne od nich wyszedł pomysł zawiązania konfederacji w Dzikowie. Z pewnością brano również pod uwagę fakt, że okolica była w miarę bezpieczna, a wrogie wojska znajdowały się dość daleko. Od razu pragnę podkreślić, że obrady bynajmniej nie toczyły się z w zamku, będącym prywatną siedzibą, domem, tylko wedle ówczesnego zwyczaju w kościele i klasztorze dominikanów. Sejmiki ziemskie wszak obradowały w kościołach, czego mamy ślady do dzisiaj w kościele bernardynów w Opatowie, gdzie zbierała się szlachta sandomierska. I tutaj przed obrazem Matki Bożej Dzikowskiej 5 listopada odśpiewano dziękczynne „Te Deum” po wyborze marszałka konfederacji, którym został Adam Tarło. Tutaj również zaprzysiężono rotę konfederacką, w której zapisano jakże piękne słowa: „Bogu wyznajemy, że słusznie cierpimy za nasze grzechy, atoli mamy ufność, że za osobliwszą za nami protekcyją Królowey Polskiey, na tym mieiscu cudami wsławioney, non dabit nos in derisionem gentibus (nie odda nas na pośmiewisko narodów)”. Konfederacja była związkiem polityczno-wojskowym i jej głównym zadaniem była obrona czynna. Niestety, wobec słabości liczebnej powodzenie w walkach było skazane na porażkę. Liczono bardzo na wsparcie innych państw europejskich, zwłaszcza Francji, gdzie panował zięć Stanisława Leszczyńskiego – król Ludwik XV.

Jaką spuściznę konfederacja pozostawiła po sobie? Czy tylko wspomnienie pierwszego zrywu w obronie niepodległości?

Konfederacja dzikowska jako pierwsza zajęła się naprawą ustroju i sytuacji w państwie. Od tej strony należy ją uznać za niezmiernie szlachetną sprawę. Ponadto wypracowane przez nią zapisy prawne i ustrojowe znalazły swoje odbicie w pracy Stanisława Leszczyńskiego „Głos wolny wolność ubezpieczający” (obecnie jego autorstwo podawane jest w wątpliwość) oraz dokumentach Sejmu Czteroletniego, którego koronnym dziełem była Konstytucja 3 maja.• marta.woynarowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama