Nowy numer 47/2019 Archiwum

Pośród cierni Kalahari

Na tej misji żyją jeszcze mieszkańcy, którzy jako pierwsi, 50 lat temu, przyjęli chrzest. Celem ks. Mateusza Kusztyba jest ewangelizacja od podstaw.

Kto buja w obłokach, a nie stąpa twardo po ziemi, w Afryce się nie odnajdzie. Tutaj nie można zrażać się niepowodzeniami w głoszeniu słowa Bożego, niezrozumieniem kultury czy zupełnie inną mentalnością. My, Europejczycy, jesteśmy ukształtowani przez technologię i marketing, wszystko musi być zaplanowane i wyliczone. Nie umiemy czekać, chcemy, aby wszystko szybko przynosiło wymierne efekty. Afrykanie są inni. Dla nich dalekosiężne planowanie jest bezcelowe i na wszystko mają czas. Zadaniem misjonarza jest pokorna i systematyczna praca, a efekty przyjdą na pewno, tylko po jakimś czasie – podkreśla ks. Mateusz Kusztyb, misjonarz posługujący w Botswanie.

Trzy filary kraju i gospodarki

Przed kilku laty, gdy zgłosił chęć wyjazdu na misje, otrzymał propozycję podjęcia pracy w Botswanie. Wtedy nawet nie wiedział, gdzie szukać tego kraju na mapie. – Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że taki kraj istnieje. W Botswanie nie ma wojny domowej, nie ma ludzi umierających z głodu na ulicach, nie ma tych wszystkich rzeczy, przez które mówi się o Afryce w europejskich, azjatyckich czy amerykańskich mediach. No chyba że ktoś śledzi programy przyrodnicze, które mówią o dziewiczej botswańskiej przyrodzie. Dziś to miejsce jest częścią mojego życia, moją kapłańską misją i zadaniem wyznaczonym przez Kościół – wyjaśnia ks. Mateusz Kusztyb. Jak dodaje, ten afrykański kraj jest znany z trzech rzeczy: krów, słoni i diamentów. Botswana była jednym z najbiedniejszych krajów świata. Odkrywane coraz to nowe pokłady złóż drogocennych minerałów napędzają botswańską gospodarkę. Choć w skali świata jest mikroskopijna, to jednak rozwija się całkiem dynamicznie. – Wizytówką Bots- wany są zdecydowanie krowy. Według tubylców jest ich w tym kraju około 5 milionów. Co przy około dwumilionowej populacji ludzi robi wrażenie. Krowy są wszędzie. Na dzikich pastwiskach, na ulicach, przy domach – opowiada misjonarz. Jako kolejny symbol Botswany wymienia słonia. Według szacunków ma być ich w kraju około 120 tysięcy. Pozostają one w naturalnym dla siebie środowisku, żyjąc wśród innych dzikich zwierząt. – Safari w parku Chobe jest obowiązkowym punktem w programie turystów napływających do Botswany. Tym samym dzika przyroda i jej ochrona stały się jednym z priorytetów miejscowego rządu, a turystyka podstawowym, po diamentach, źródłem utrzymania kraju – dodaje. Jednak słonie dla części Bost- wany stają się problemem, bo niszczą uprawy i zagrażają ludziom. Tym, co zapewnia znaczącą pozycję Botswany na światowych rynkach, są diamenty, które wprawdzie poprawiają sytuację finansową kraju, ale są także powodem wielu problemów.

Praca u podstaw

– Dziś, po czterech latach pracy w Afryce, wiem, że tylko ten, kto przebywa tu dłużej, może wrosnąć w miejscowy, niezmiennie zakurzony krajobraz – tłumaczy ks. Mateusz. Bardzo szybko zorientował się, że Kościół na tym terenie nie zapuścił jeszcze mocnych korzeni, a dzieło ewangelizacji jest na etapie początkowym. – Naturą Afrykanów, w tym oczywiście Bots- wańczyków, jest pogodne usposobienie. Gdy przekazuję, czym jest Dobra Nowina Jezusa Chrystusa i jakie są jej wymagania, z aprobatą i uśmiechem kiwają do mnie głowami. Jednak potem życie toczy się według ich zasad, nie zawsze zgodnych z duchem Ewangelii – podkreśla misjonarz. Jak opowiada, gdy przybył na misję, miał wyidealizowane wyobrażenie o pracy w Afryce. – Chciałem od razu rzucić się w wir pracy duszpasterskiej, jak najczęściej odwiedzać nawet najdalsze wioski. Szybko sprowadzono mnie na ziemię. Niedzielna Msza św. nawet w centrum całej misji nie była oczywistością dla jej mieszkańców. A rada starszych jednej z wiosek przybyła do mnie w imieniu całej społeczności z informacją, że odwiedzanie ich z Mszą św. raz na tydzień to trochę za często. Sugerowali, że raz w miesiącu to zupełnie wystarczająco. Dlatego teraz szukam pretekstu, by jednak przybywać do nich jak najczęściej. Zapowiadam wizytę u chorych, a gdy już jestem na miejscu, udaje się zorganizować także Mszę św. W tutejszej kulturze jest ważne, aby podczas wizyty czy spotkania obdarować drugą osobę prezentem. Dla Afrykanina jest on potwierdzeniem, że jestem przyjaźnie nastawiony i go szanuję. Oczywiście oni także odwdzięczają się drobnymi upominkami – opowiada misjonarz. Jak dodaje, dużym osiągnięciem ewangelizacyjnym byłoby postawienie wymagań znajomości Dekalogu u każdego ochrzczonego, lecz w wielu przypadkach okazuje się ono zbyt wygórowanym postulatem. – Cieszy mnie, gdy większość umie jasno odróżnić dobro od obiektywnego zła. To pewien fundament, na którym można rozpocząć budowanie – podkreśla misjonarz.

Świeży zasiew

Kościół katolicki w Botswanie jest ciągle na początku swojej drogi. I choć religią dominującą jest tam oficjalnie chrześcijaństwo, to jednak ogromną większość wśród chrześcijan stanowią zwolennicy tzw. Kościołów pentekostalnych. – Wielu ludzi nie widzi problemu w tym, aby uczestniczyć w spotkaniu raz jednego, a raz innego Kościoła. Niestety katolicy często to praktykują – wyjaśnia ks. Mateusz Kusztyb. W wikariacie apostolskim Francistown, gdzie posługuje, liczba katolików waha się od 1 do 3 procent w samej stolicy. – Pierwsi misjonarze dotarli tutaj 60 lat temu, byli to Irlandczycy, pasjoniści. Zostały po nich zapisy w kronikach oraz charakterystyczna architektura pierwszych katolickich kaplic. Oni kładli przed laty podwaliny pod ewangelizację ludów pustyni Kalahari. Na mojej misji żyją jeszcze osoby, które w tym czasie zostały ochrzczone. Dzieło pasjonistów przejęli następnie werbiści, których wielu – również z naszego kraju – pracowało w ostatnich latach w Botswanie. Dzisiaj ten kraj ciągle woła o nowych misjonarzy. Pracy jest naprawdę bardzo wiele – podkreśla ks. Mateusz. Misja, na której posługuje, leży we wschodniej części kraju. Miejscowość Selebi-Phikwe była do niedawna górniczym i nieźle rozwijającym się miasteczkiem, ale jakiś czas temu wskutek zamknięcia miejscowej kopalni stała się zagłębiem bezrobocia i biedy. – Moja parafia jest jedną z najstarszych w Botswanie misji katolickich. Kościół, a raczej minikościółek połączony z salą spotkań nosi wezwanie Tlhatlogong (Wniebowstąpienia Pańskiego). W niedzielę potrafi się zebrać na Mszy Świętej w języku lokalnym do setki wiernych. Zasięg parafii to obszar sięgający do ponad stu kilometrów od Selebi-Phikwe. Parafia ma także cztery kaplice w terenie, znajdujące się w odległości do 70 km od centrum misji. Dodam, że jak na afrykańskie warunki to całkiem blisko. Do parafii dziekańskiej mam około 240 km po afrykańskich bezdrożach Kalahari – opowiada misjonarz. Łącznie prezbiterium całego wikariatu apostolskiego to około 20 kapłanów posługujących na powierzchni około półtora raza większej od Polski.

Codzienność misjonarza

– Podstawowym problemem miejscowej ludności jest AIDS. Botswana zajmuje niechlubne, drugie miejsce w światowych rankingach procentowej obecności tej choroby wśród społeczeństwa. Jak wielkie i zbawcze znaczenie może mieć również i w tej dziedzinie dzieło ewangelizacji, z jego przesłaniem wysokich standardów moralnych, możemy sobie tylko wyobrazić – opowiada ks. Mateusz Kusztyb. Codzienna praca misjonarza przebiega między posługą duszpasterską i codzienną troską o byt materialny misji. – Odwiedzam chorych, prowadzę szkołę dla katechistów, którzy są podstawą pracy ewangelizacyjnej w samym centrum misji, jak również w wioskach. Od jakiegoś czasu prowadzę szkółkę niedzielną dla dzieci. Początkowo trudno było je zebrać, ale obecnie jest to niewielka, ale całkiem prężna grupa dziecięca. Zmartwienia duszpasterskie przeplatane są troską o codzienny byt. Misjonarz musi umieć naprawić samochód, by dojechać do kaplic, naprawić dach, ogrodzenie budynków parafialnych, by samemu czuć się bezpiecznie. W najbliższych planach jest remont szkoły parafialnej, wybudowanie ołtarza i tabernakulum w jednej z kaplic oraz zabezpieczenie domu przed wężami, których tutaj jest całe mnóstwo – wymienia misjonarz. Jak dodaje, Afryka ma swoje piękno w surowości i przyrodzie, w spokoju i gwałtowności, w inności wszystkiego. Jest odmienna klimatem, przyrodą i obyczajami. – Nie możemy zmieniać tego piękna, lecz wnosić w nie Chrystusa – podkreśla.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama