Nowy numer 33/2020 Archiwum

Od wiary po rozpacz

Nastroje tarnobrzeżan ewoluowały we wrześniu 1939 r. wraz ze zmianami na froncie. Dają temu wyraz wspomnienia świadków tamtych dni.

Spisane przez nich samych w kilkanaście czy kilkadziesiąt lat po kampanii wrześniowej lub utrwalone przez historyków, regionalistów w publikacjach naukowych lub popularnonaukowych. Pisane z perspektywy czasu, bogatsze w wiedzę o wydarzeniach, które nastąpiły po wrześniowej klęsce, potrafiły jednak zachować element ówczesnych emocji, będących udziałem mieszkańców Tarnobrzega.

– Mamy całkiem sporą liczbę opublikowanych wspomnień lub relacji tarnobrzeżan na temat tego, co działo się w mieście pamiętnego września. Mnie bardzo uderzył zapis Alicji Pawlasówny (córki nieżyjącego już wówczas słynnego lekarza Eugeniusza Pawlasa), jaki uczyniła w swoim pamiętniku. Przytacza go Tadeusz Zych w książce „Tarnobrzeg pod okupacją niemiecką 1939–1944”. Licząca wówczas 17 lat panna Pawlasówna pisała w przeddzień wybuchu wojny: „Dziś po południu ogłoszono powszechną mobilizację! Będzie już na pewno teraz wojna. Niemcy coraz więcej prowokują. Słuchamy wszystkich dzienników przez radio (…). Może i lepiej, że będzie wojna. Zgnieciemy wreszcie tych Niemców, bo przecież na pewno się nie damy! Chyba Bóg nie da, aby tacy barbarzyńcy niemieccy objęli władzę nad światem i zburzyli cywilizację”. I kończy: „Niech żyje Polska! Idziemy w bój na zagładę Niemcom! Hitlerowi śmierć!”. Ta wiara w siłę naszej armii oraz zwycięstwo była niemal powszechna – mówi Katarzyna Opioła, bibliotekarka, pasjonatka literatury regionalnej. Ponadto tarnobrzeżanie żyli w przekonaniu, że odległość od granicy z Rzeszą jest na tyle duża, że front nie zdoła tutaj dotrzeć. Czuli się zatem dość bezpiecznie, a życie pierwszego dnia wojny toczyło się spokojnym, prowincjonalnym rytmem. Jedyny dysonans wprowadziła powszechna mobilizacja i wyjazd do swych jednostek mężczyzn, którzy otrzymali karty powołania. Ten spokój został jednak ku powszechnemu przerażeniu zburzony już 2 września, kiedy nad Tarnobrzeg, Sandomierz i Chmielów nadleciały niemieckie samoloty i doszło do bombardowania linii kolejowej, ale także samych miejscowości. Chmielów został niemal całkowicie zniszczony, a spośród jego mieszkańców życie straciły 52 osoby. – Nalot na Tarnobrzeg i bombardowanie ulicy Kolejowej opisał m.in. Stanisław Lang, który stał się świadkiem śmierci swego kuzyna, sam zaś ocalał niemal cudem. Obaj usiłowali złapać krowę i zaprowadzić ją do obory akurat w chwili, gdy zaczął się popołudniowy nalot. Zachowanie niemieckiego lotnika pan Stanisław Lang, wówczas nastolatek, określił po latach jako zbrodnicze. Za cel wziął sobie bowiem obu chłopców mocujących się ze zwierzęciem, a nie stację i tory kolejowe. Jak opisuje w „Wirach życia”, Niemiec dwukrotnie ich zaatakował, za drugim razem udało mu się zrzucić bombę, która trafiła w stajnię, gdzie zginął jego kuzyn. Pan Stanisław ocalał, gdyż był na zewnątrz – opowiada Katarzyna Opioła. W wyniku bombardowania poważnemu zniszczeniu uległa część zabudowań. Straty powiększyły się w kolejnych dniach w trakcie walk w obronie przeprawy wiślanej, toczonych do 13 września, kiedy to zginął dowodzący nimi por. Józef Sarna. Po szoku wywołanym sobotnim bombardowaniem przyszedł kolejny. Już 4 września do miasta zaczęli tłumnie napływać uchodźcy z zachodnich terenów kraju oraz transporty z rannymi żołnierzami, a kilka dni później Tarnobrzeg opuściły, stosując się do odgórnych zaleceń, władze miejskie oraz policja. Najgorsze przyszło tydzień później. – Tadeusz Zych przytacza relację tarnobrzeżanki z ostatnich chwil obrony miasta. Mówiła, że siedzieli „w piwnicach lokalu Bratnia Pomoc zwanym Bratniakiem. Kiedy uderzyła nieopodal bomba, ktoś krzyknął, by wychodzić, bo budynek się pali. Udaliśmy się do pobliskiego kościoła oo. Dominikanów, który był pełen ludzi. Zajęte były także kościelne i klasztorne piwnice. Ludzie, płacząc, śpiewali suplikacje. (…) Naraz jeden z ojców powiedział od ołtarza dobitnym głosem: Niemcy są w mieście, proszę wychodzić z kościoła. Gdy opuszczałam świątynię, natknęłam się na stojącego w jej drzwiach, rozkraczonego w wysokich butach żołnierza niemieckiego, z którego twarzy biła ogromna buta” – cytuje K. Opioła. – Warto sięgnąć także po inne publikacje, jak chociażby Eugeniusza Dąbrowskiego „Bez broni”, Wojciecha Rawskiego „Wspomnienia z wojny wrześniowej 1939 i obozu oficerskiego w Murnau”, nr 28 „Tarnobrzeskich Zeszytów Historycznych”, poświęcony wydarzeniom z września ’39, „Tapimę” Juliusza Kydryńskiego czy trzeci tom „Tarnobrzeskich śladów”, w którym zawarta jest wzruszająca opowieść pani Zofii Gorylewskiej, dotycząca rzeźby Matki Bożej Dzikowskiej i tragicznego nalotu z początku wojny – dodaje Katarzyna Opioła.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama