Nowy numer 41/2019 Archiwum

To jest natchnienie

Profesor Krzysztof Bartnik z Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie mówi o swoich inspiracjach odnalezionych w Tarnobrzegu i Bolestraszycach oraz idei samego malowania.

Marta Woynarowska: Drugi raz gości Pan w Tarnobrzegu. Tym razem jako uczestnik XXII Międzynarodowego Pleneru Artystycznego Bolestraszyce–Tarnobrzeg.

Prof. Krzysztof Bartnik: W ubiegłym roku jako uczestnik Sympozjum Artystycznego im. Mariana Ruzamskiego, organizowanego przez Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega, gościłem w Dzikowie. Swoim wystąpieniem dotyczącym malarstwa zainteresowałem obecnego tam Stanisława Dziubaka, kuratora cyklicznych spotkań artystycznych organizowanych przez Tarnobrzeski Dom Kultury. Okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego: jesteśmy absolwentami tego samego liceum plastycznego i spotkaliśmy się w 1981 r. w Rudniku n. Sanem na praktyce w Spółdzielni Pracy „Jedność”. Ja byłem uczniem, a Stanisław – opiekunem. Jako wierny miłośnik wikliny i organizator rzeźbiarskich sympozjów z wikliną w bolestraszyckim arboretum zapytał mnie: „Krzysiu, a może przypomniałbyś sobie, jak się wyplata wiklinę?”. Do Bolestraszyc nie pojechałem, ponieważ kolidowało to z moimi obowiązkami zawodowymi, ale z przyjemnością przyjąłem zaproszenie na późniejszy plener bolestraszycko-tarnobrzeski.

Co zachęciło Pana do powrotu do Tarnobrzega?

Plener to czas spotkania rożnych twórców, umożliwia wzajemne poznanie się, prezentację własnych założeń artystycznych i ich efektów. To czas gromadzenia materiału do przyszłych badań. Lubię powracać w miejsca już mi znane i obserwować zachodzące zmiany. Od 15 lat inspiruje mnie w malarstwie pejzaż, ale jako malarz tworzę przede wszystkim obrazy, a nie portrety miejsc. Powstaje pytanie – skąd ten obraz wziąć? Otóż tak jak cała sztuka jest odpowiedzią wobec życia, tak i obraz, który musi mieć powód powstania, jest odpowiedzią na miejsce będące inspiracją. I tak w nowej kolekcji dzikowskiej, tworzonej przez tarnobrzeskie muzeum, znalazł się mój obraz, noszący nieco prozaiczny tytuł „Aleja grabowa” – i ona stała się ową inspiracją. Nie chodziło mi jedynie o przedstawienie alei, lecz wciągnięcie widza w tajemniczą głębię, wyznaczoną rytmem drzew prowadzących ku światłu. Zatem nie drzewa, nie aleja, ale podążanie ku światłu jest motywem przewodnim obrazu. Każde tego typu doświadczenie jest potrzebne, wzbogaca mnie, daje wiarę w sens malowania i pewność siebie, że mogę jeszcze coś nowego odkryć.

Co Pana zainspirowało podczas tegorocznego bolestraszycko-tarnobrzeskiego pleneru?

Pobyt w arboretum wywarł na mnie tak wielkie wrażenie, że przez pierwsze trzy dni chłonąłem tylko piękno tego rajskiego ogrodu. W kolejnych zaś starałem się przenieść te wrażenia na obraz, pozostając wiernym widzianym barwom, zmieniającym się w zależności od naświetlenia, ruchu wywołanego wiatrem… I okazało się, że nie mam w tubkach zielonej farby (uśmiech) – żadna nie odpowiadała tej, jaką przybierały liście roślin.

Jakim mianem, z uwagi na tematykę prac, określiłby Pan siebie – malarz…?

Wystarczy „malarz”. Przed pejzażem zajmowały mnie inne tematy, kładłem nacisk na inne aspekty obrazu, jak chociażby przełożenie emocji na formę. Na pewnym etapie swojego malowania stwierdziłem, że dotychczasowe dokonania nosiły znamiona podtrzymywania umiejętności posługiwania się farbami, były tylko swego rodzaju wprawkami do czegoś. Przypomniałem sobie pierwsze w życiu spotkania z malarstwem, które mnie oczarowało – Wyczółkowskiego, Stanisławskiego, Michałowskiego, realistów rosyjskich poznanych w albumach… Pomyślałem, że warto zacząć wszystko od początku, czyli wziąć szkicownik, wyjść w plener i powtórzyć lekcję z liceum plastycznego. Rolę nie do przecenienia odegrał udział w plenerach malarskich, kilka czy kilkanaście dni całkowicie poświęconych twórczości z ludźmi o identycznych zainteresowaniach, nadających na tych samych falach. Przyniosły odmianę. Pejzaż wciąż mnie fascynuje. Czasami doświadczam tak silnych wzruszeń, że odnoszę wrażenie, jakby ręka sama kreśliła linie, nanosiła barwy, jakby obraz powstawał sam. Być może to jest właśnie owo słynne natchnienie twórcze. Obrazy powstałe pod jego wpływem mają w sobie, według mnie, element sacrum, pełne są bowiem transcendencji, tchnienia Boga.

marta.woynarowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL