Nowy numer 33/2019 Archiwum

Upał i plaster

Dwa spostrzeżenia łączą wspomnienia uczestników pamiętnego dla Sandomierza dnia – 12 czerwca 1999 roku.

Upał i wzbudzający niepokój plaster na czole Ojca Świętego. Te dwa fakty najmocniej utkwiły w pamięci uczestników Mszy św. na sandomierskich błoniach, sprawowanej przez papieża Jana Pawła II. Dla Sandomierza, ale i całej diecezji, funkcjonującej od paru lat w nowych granicach, było to wielkie wydarzenie. Przygotowania trwały kilkanaście miesięcy. Wśród setek tysięcy osób, które przed 20 laty były na błoniach, by wysłuchać słów papieża Polaka, byli mieszkańcy naszego regionu, jedni jako pielgrzymi, inni zaś jako wolontariusze pełniący służbę lub specjalną asystę. Swoimi wspomnieniami zechcieli podzielić się: Bożena Olszańska, Dominik Płaza, Piotr Duma i Piotr Czepiel.

Żołnierze w domu

– Było to już trzecie moje spotkanie z papieżem. Uczestniczyłam bowiem w 1991 r. w Światowych Dniach Młodzieży, które odbywały się w Częstochowie, oraz Mszy św. sprawowanej przez Ojca Świętego na lotnisku w Radomiu – opowiada Bożena Olszańska, kierownik Biblioteki Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Tarnobrzegu. – Najbardziej jednak zapadła mi w pamięć wizyta w moim rodzinnym Sandomierzu. Przed 12 czerwca wyczuwalne było narastające z każdym dniem napięcie. Na placu celebry, który miałam okazję obserwować codziennie, szybko postępowały prace przy budowie ołtarza, pojawiły się drewniane barierki, wyznaczające granice poszczególnych sektorów. W mieście panował niezwyczajny ruch. Sandomierz nie był wtedy tak oblegany przez turystów jak obecnie. Życie toczyło się raczej nieco sennym rytmem. Mieszkałam wówczas w rodzinnym domu nieopodal szpitala. W piątkowy wieczór z rodzeństwem oraz grupą znajomych wybraliśmy się na błonia, żeby zobaczyć ostatnie przygotowania. Zastaliśmy tam sporo osób, które postanowiły czuwać całą noc w oczekiwaniu na Ojca Świętego. Siedzieli w grupach i śpiewali przy akompaniamencie gitar. Nie brakowało również ludzi skupionych na modlitwie. Ogólnie panowała atmosfera radości, ale przepełnionej wewnętrznym skupieniem. Kiedy przebudziłam się w nocy, uderzyła mnie cisza. Normalnie słyszalny był ciągły szum jadących obwodnicą samochodów. Tymczasem z ulicy dochodził tylko cichy szmer. Wyjrzałam przez okno mojego pokoju, który był na piętrze… Tego widoku nie zapomnę nigdy. Obwodnicą zamiast aut sunęła procesja ludzi. To była cicho płynąca ludzka rzeka. Ruch samochodowy został już wcześniej wstrzymany. Nad ranem zaś czekała nas bardzo miła niespodzianka. Mój młodszy brat odbywał wówczas obowiązkową służbę wojskową w Lublinie. Ponieważ Msza św. w Sandomierzu miała charakter wojskowy, jego jednostka została wysłana tutaj. Dowieźli ich do Dwikóz, a dalej musieli iść pieszo. Brat uznał, że po drodze wstąpi wraz z kolegami do domu. Rankiem usłyszałam hałas, mnóstwo różnych głosów. Kiedy zeszłam na dół, w największym pokoju zobaczyłam tłum mundurowych. (śmiech) Razem z rodzeństwem mieliśmy miejsca w sektorze tuż za VIP-owskim, skąd doskonale widzieliśmy ołtarz i całą skarpę. Mogliśmy oglądać biskupów i księży schodzących tzw. Kozimi Schodkami na plac celebry. Z Mszy św. zapamiętałam plaster na czole papieża, nieprawdopodobny upał panujący tego dnia oraz początek homilii, w której Ojciec Święty pięknie mówił o moim rodzinnym mieście: „Ileż to razy nawiedzałem ziemię sandomierską, jakże często dane mi było spotykać się z historią waszego miasta i uczyć się tu dziejów narodowej kultury. (…) Jest bowiem Sandomierz wielką księgą wiary naszych przodków”.

W pełnej gali

– Dla nas, czyli Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej, był to wyjątkowo trudny dzień, panował bowiem nieprzyzwoity wręcz upał. My zaś byliśmy zobligowani do wystąpienia w pełnym stroju historycznym – opowiada Dominik Płaza, dyrektor Muzeum Okręgowego w Sandomierzu. – Przypadł mi kontusz, wzorowany na noszonym przez tutejszą szlachtę w XVII wieku. Mój brat natomiast stał w rynsztunku ciężkozbrojnego XIV-wiecznego rycerza. Nie zabrakło także naszej dumy narodowej, czyli husarii. Byli także przedstawiciele innych bractw rycerskich. Z Chorągwią Rycerską związałem się jeszcze jako uczeń szkoły średniej, zachęcony przez naszego kasztelana Karola Burego oraz jego syna Andrzeja i mojego brata. Pamiętnego dnia pełniłem honory i udało mi się wraz z innymi rycerzami przetrwać kilka godzin w pełnym słońcu. Z ogromnym podziwem obserwowałem zwłaszcza nieco starszych członków bractw, którzy wyprostowani, z pełnym skupieniem uczestniczyli w Mszy św. Owszem, kilka młodszych osób musiało usiąść lub odejść do cienia. Szczęśliwie jednak nikomu nic poważniejszego nie dolegało. Zostaliśmy ustawieni po lewej stronie, nieopodal ulicy Browarnej, w odległości ok. 150 m od ołtarza, bardzo blisko Ojca Świętego. W homilii papieża ujęły nas, jako sandomierskich rycerzy, zdania odnoszące się do naszego rodzinnego miasta, jego historii, bogatego dziedzictwa wiary i kultury. Utkwiły mi w pamięci imiona świętych związanych z Sandomierzem, przywołanych przez Ojca Świętego: „Wspominam przede wszystkim patrona tego miasta – bł. Wincentego Kadłubka, który był prepozytem katedry sandomierskiej i biskupem krakowskim (…). Użyźniła tę ziemię w XIII wieku krew błogosławionych Męczenników Sandomierskich, duchownych i świeckich, którzy w wielkiej liczbie zginęli za wiarę z rąk Tatarów, a wraz z nimi bł. Sadok i 48 dominikanów z klasztoru przy romańskim kościele św. Jakuba. W świątyniach Sandomierza głosili Ewangelię: św. Jacek, bł. Czesław, św. Andrzej Bobola. Miasto to pamięta Jana Długosza i świętą królową Jadwigę”.

Jak pielgrzymka, to pieszo

– Msza św. w Sandomierzu była moim jedynym spotkaniem na żywo z Janem Pawłem II. Wizyta papieska miała odbywać się w połowie czerwca, po zakończeniu zajęć na uczelni. Stwierdziłem, że nie może mnie na niej nie być, zwłaszcza że to tylko kilkanaście kilometrów od Tarnobrzega – mówi Piotr Duma, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Gorzycach. – Przyjechałem więc z Krakowa dzień lub dwa dni przed 12 czerwca. Z domu wyszedłem po 3 w nocy. Wprawdzie co chwilę podstawiane były autobusy MKS dowożące do Wielowsi, ale uznałem, że skoro jest to pielgrzymka, nie pozostaje nic innego jak… ruszyć z buta. Poza tym do przejścia miałem tylko 13 km. Musiałem jednak dołożyć kilka kilometrów, ponieważ w Wielowsi służby porządkowe zamknęły przejście ul. Warszawską w kierunku mostu. Zabezpieczany był już teren wokół lądowiska helikoptera. Skierowano nas na „objazd” przez Koćmierzów. Do dzisiaj mam przed oczami obraz księży schodzących schodkami usytuowanymi koło Collegium Gostomianum. Trochę się zacząłem niecierpliwić, ponieważ rozpoczęcie Mszy św. nieco się opóźniało. Później, gdy zobaczyliśmy na telebimie plaster na czole papieża, zrozumieliśmy powód i z lekkim niepokojem obserwowaliśmy Ojca Świętego, który trud tego wyjątkowo skwarnego dnia zniósł doskonale. Poruszyły mnie i mocno utkwiły mi w pamięci zdania skierowane do nas, młodych, a odnoszące się do rodziny. Papież prosił nas o zachowanie czystości. Powiedział wówczas: „Nie lękajcie się żyć wbrew obiegowym opiniom i sprzecznym z Bożym prawem propozycjom. Odwaga wiary wiele kosztuje, ale wy nie możecie przegrać miłości! (…). Tylko czyste serce może w pełni dokonać wielkiego dzieła miłości, jakim jest małżeństwo!”.

Na służbie

– Dla mnie wizyta Jana Pawła II w Sandomierzu trwała znacznie dłużej niż dla większości pielgrzymów. Jako pracownik oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża w Tarnobrzegu zostałem oddelegowany i mianowany koordynatorem zabezpieczenia przedmedycznego na placu celebry – wspomina Piotr Czepiel, prezes Korporacji Kominiarzy Polskich Oddział Podkarpacki. – Przygotowania pełną parą ruszyły już w styczniu. Co jakiś czas spotykaliśmy się jako członkowie komisji odpowiedzialnej za zabezpieczenie medyczne. Wśród omawianych kwestii poruszony został również temat zabezpieczenia większej ilości krwi w okolicznych szpitalach, w tym jednej konkretnej grupy, którą miała najważniejsza osoba przebywająca 12 czerwca w Sandomierzu. Przyjęliśmy, że powstanie kilkanaście mniejszych punktów sanitarnych, obsługiwanych głównie przez harcerzy, oraz trzy duże punkty medyczne. Największy z nich, będący właściwie niemal szpitalem polowym, usytuowany został nad Wisłą, na terenie, gdzie niegdyś znajdował się plac manewrowy. Pozostałe – na targowicy oraz nieopodal stacji CPN. W dniu celebry wspomagała nas liczna grupa rzeszowskiego PCK, która przyjechała w nocy z piątku na sobotę. Nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta, że namioty, w których udzielana była pomoc, oznaczone zostały chorągiewkami z krzyżem, ale nie – tradycyjnie – czerwonym, tylko niebieskim. Stało się tak na prośbę ks. Zygmunta Niewadziego, ówczesnego diecezjalnego duszpasterza służby zdrowia. Już podczas uroczystości okazało się, że najwięcej osób wymagających pomocy medycznej trafiło do głównego punktu, w którym akurat przyszło mi pełnić dyżur. Niestety, służby porządkowe nie poradziły sobie z napierającym tłumem i dopuściły do zatarasowania przez ludzi dróg pomiędzy sektorami. Karetka nie miała żadnych szans na przejazd. Na szczęście Opatrzność naprawdę nad nami czuwała i nie doszło do poważniejszych sytuacji. Choć wciąż coś się działo, mogłem w miarę spokojnie wysłuchać homilii. Najbardziej uderzyły mnie słowa o cywilizacji śmierci. Ojciec Święty powiedział wówczas: „Cywilizacja śmierci chce zniszczyć czystość serca. (…). Cywilizacja, która w ten sposób rani lub nawet zabija prawidłową relację człowieka do człowieka, jest cywilizacją śmierci, bo człowiek nie może żyć bez prawdziwej miłości”. Zapamiętałem również szczególnie podziękowania skierowane przez papieża do wolontariuszy, w tym z Polskiego Czerwonego Krzyża.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL