Nowy numer 34/2019 Archiwum

Zwyczajnie dobry proboszcz

We wspomnieniach parafian zostały życzliwość, asceza i prawie skrajne ubóstwo oraz bezgraniczne oddanie dla wiernych.

Rozpoczęty 19 marca 2014 r. etap diecezjalny procesu beatyfikacyjnego ks. Stanisława Sudoła, długoletniego proboszcza w Dzikowcu, dobiega końca. – W sumie odbyły się 42 sesje trybunału, podczas których przesłuchano 31 świadków życia sługi Bożego, trzech biegłych historyków oraz trzech biegłych teologów. Zadaniem historyków było zgromadzenie materiałów z zakresu historii i archiwistyki dotyczących ks. Sudoła, zaś biegli teologowie badali opublikowane dzieła kandydata na ołtarze – informuje ks. Adam Kopeć, delegat biskupa do spraw procesu. Uroczysta sesja zamykająca proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym będzie mieć miejsce 2 czerwca w kościele parafialnym w Dzikowcu, w 100. rocznicę święceń kapłańskich ks. Stanisława Sudoła.

Autorytet na ciężkie czasy

– Ze wspomnień parafian i osób, które go znały, wyłania się postać kapłana oddanego Bogu całkowicie, sumiennego w posłudze duszpasterskiej, ascetycznego w swojej duchowości i pogodnego człowieczeństwem, w którym był niezykle zatroskany o bliźnich – podkreśla ks. Jan Biedroń, postulator procesu. Starsi parafianie w Dzikowcu, którzy pamiętają jeszcze ks. Sudoła, wspominają, że gdy nie było go na plebanii, trzeba było szukać w kościele. – On tam spędzał godziny na modlitwie. Często leżał krzyżem, gdy miał trudne sprawy do załatwienia. Najczęściej jednak spowiadał. Przyjeżdżali do niego ludzie z odległych stron, by skorzystać z tej posługi. Był jak Jan Maria Vianney, ubogi i oddany penitentom – wspomina ks. Józef Konefał. – Kiedyś, gdy byłem małym chłopcem, ks. Sudoł przyjechał do chorego sąsiada z sakramentami. Podczas gdy on sprawował posługę, najbliżsi modlili się w izbie obok. Ja byłem tam z mamą. Gdy kapłan skończył, wyszedł, porozmawiał z każdym, zapytał o zdrowie, a  dzieci uścisnął i pytał, czy umieją się już przeżegnać. Potem przez lata był moim katechetą i spowiednikiem. Jako kierownik duchowy był nieoceniony. Wymagający, ale przy tym łagodny i zatroskany o to, by spowiadający się doświadczył wielkiej Bożej miłości – wspomina jeden z mieszkańców Lipnicy. Otwartość na bliźnich ks. Sudoł wyniósł z domu rodzinnego, a obraz kapłana oddanego całkowicie dla innych ukształtował w sobie podczas studiów w seminarium przemyskim. – Dziś coraz częściej mówi się o kryzysie autorytetu, wiele osób przestaje się liczyć z postawą innych. Możemy zaobserwować, że słowo „autorytet” znika z naszej codziennej mowy. Na przekór tym tendencjom osobę sługi Bożego ks. Stanisława Sudoła możemy dziś przedstawić jako autorytet charyzmatyczny, wskazujący wzorzec moralny, autentyczną pobożność życia oraz piękne i święte kapłaństwo. Może też być on wzorem zachęty dla odczytujących Chrystusowe zaproszenie „Pójdź za Mną”, aby podjąć drogę ku kapłaństwu – podkreśla ks. Jan Biedroń, postulator procesu.

Proste i czytelne kapłaństwo

W chwili święceń kapłan miał zaledwie 24 lata. W późniejszych latach, gdy wspominał czasy seminaryjne, podkreślał, że wielkie i ważne dla niego momenty to chwila przyjęcia sutanny i dzień święceń kapłańskich. – Księdza Sudoła nie spotykało się inaczej jak tylko w sutannie, choć była ona pocerowana i połatana. Mimo tego stanowiła jego najważniejszy strój – jak powtarzał – Chrystusową szatą. Gdy chciano mu kupić nową, wzbraniał się, tłumacząc, że ta, w której chodzi, jest jeszcze poczciwa – wspomina ks. Józef Konefał. – Przez całe swoje kapłaństwo był wierny słowom, które zanotował w pierwszych miesiącach posługiwania: „Oby się we mnie spełniło, bym życie swoje za przyczyną Najświętszej Matki prowadził w Chrystusie, dla Chrystusa, z Chrystusem”. Już na pierwszej placówce duszpasterskiej, jaką była parafia w Rakszawie, dał się poznać jako kapłan gorliwy i niezważający na trudności w niełatwym czasie wojny. Podczas opieki nad chorymi na tyfus sam zaraził się chorobą, ale szczęśliwie przeżył i wyzdrowiał. W kazaniach apelował: „Stójmy mocno przy wierze, przy jej przepisach, kochajmy pobożność i cnotę, przelewajmy te drogie skarby na młode pokolenie” – opowiada ks. Jan Biedroń. Kolejną parafią sługi Bożego była Wiązownica k. Jarosławia, gdzie spędził 22 lata. W tamtym czasie okazał się mężem opatrznościowym, kapłanem, jakiego potrzebowali parafianie dotknięci okropnością doświadczeń wojennych. – Pracował tam jako administrator, a potem pełnił obowiązki proboszcza. Nie ustawał także w trosce duchowej o parafian. Dał się poznać jako prawie granicznie ubogi asceta, wspomożyciel biednych i niezmordowany ewangelizator. Te cechy jednały mu ludzi, którzy szczególnie w trudnych latach wojennych mogli liczyć na pełne otuchy słowa proboszcza, a także jego pomoc w wielu sprawach. Szczególnie wspierał biednych i chorych. Zimowe futro, które ofiarowali mu parafianie, przekazał kościelnemu, twierdząc, że jemu lepiej będzie służyło – opowiada ks. Jan Biedroń. W Wiązownicy proboszcz przeszedł ciężką chorobę i poważną operację. Podczas czasu trudnych relacji polsko-ukraińskich na wschodzie Polski w 1944 r. został zmuszony do opuszczenia parafii. Jak zanotował, zrobił to „pod wyrokiem śmierci ze strony Ukraińców”.

Dbał o wszystkich

Placówką, w której spędził resztę swojego kapłańskiego życia, był pobliski Dzikowiec. – Od samego początku zajął się reorganizacją parafii, rozpoczynając od spraw duchowych. Wprowadził czterdziestogodzinne nabożeństwo, zachęcał do adoracji Najświętszego Sakramentu, co sam czynił godzinami w kościele. Niezwykle dbał o chorych, do których osobiście udawał się z posługą sakramentalną, często przemierzając pieszo rozległą parafię – dodaje ks. J. Biedroń. Swoich parafian urzekał prostotą, troską i życzliwością. – Ksiądz Sudoł uczył religii w klasie obok mojej, więc często spotykaliśmy się na przerwach. Mimo licznych obowiązków zawsze był zatroskany o losy innych. Kiedyś podszedł do mnie i zapytał: „Dziecko, macie za co żyć, nie brakuje wam czego?”. Popatrzyłam wtedy na niego, na starą sutannę, schodzone buty i odparłam, że wszystko mamy. Wiem z opowiadań wielu osób, że choć prowadził ascetyczne życie, pomagał potrzebującym – wspomina emerytowana nauczycielka z Lipnicy. – Czasami było trudno zrozumieć, jak ks. Sudoł zdobywał środki na prowadzenie parafii i pomoc innym. Sam nie brał nigdy pieniędzy za posługi sakramentalne. Często więc ludzie zostawiali mu jakieś grosze, które on prawie natychmiast rozdawał tym, którzy potrzebowali wsparcia – wspomina ks. J. Konefał. Z pobytem i pracą ks. Sudoła w Dzikowcu związane są trudne do wyjaśnienia zjawiska, które miały miejsce przez pewien czas na plebanii. – Pośród księży mówiło się, że na dzikowskiej plebanii straszy. Wielu wikariuszy czy nawet goście, którzy przybywali do proboszcza, niejednokrotnie potwierdzali niewyjaśnione odgłosy, nagłe otwieranie się drzwi, gaszenie światła. Ksiądz Sudoł nigdy o tym nie chciał mówić ani tym bardziej tłumaczyć, co się dzieje. Z czasem, gdy już pracowaliśmy razem w Dzikowcu, podkreślał, że już sobie z... „nim” poradził. Ale co to było i w jaki sposób owo straszenie ustało, trudno dziś określić – dodaje ks. J. Konefał. Wielką pasją ks. Sudoła było pszczelarstwo. Pośród pszczółek, jak powtarzał, odpoczywał. Gdy był zmęczony, zatroskany jakimś problemem, szedł do uli. Doglądał je, poprawiał, patrzył na pracę pszczół i po jakimś czasie wracał pełen nowej werwy.

Biskup K. Nitkiewicz

Wzór tego kapłana jest szczególnie ważny współcześnie, kiedy coraz częściej zapomina się o wymiarze nadprzyrodzonym zwyczajnej posługi parafialnej. Tymczasem każdy kapłan, w tym i zwyczajny wiejski proboszcz, urzeczywistnia w swym posługiwaniu Chrystusa, Dobrego Pasterza, prowadzącego innych, pochylającego się nad ludzką krzywdą, obecnego wszędzie tam, gdzie człowiek potrzebuje pomocy. Ksiądz Sudoł był proboszczem zawsze dostępnym dla wiernych, bez wyznaczonych godzin urzędowania, myślącym o powierzonej mu wspólnocie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL