GN 41/2019 Archiwum

Martwi nas jedynie przyszłość

Macierzyństwo uczy cierpliwości i pokory. Pokazuje, że są w życiu rzeczy ważniejsze niż codzienne zabieganie. I choć bycie matką nie zawsze jest łatwe, to jednak jest piękne.

Gdy pada pytanie, co jest najważniejsze dla mamy, odpowiedź niemal zawsze brzmi: „najważniejsze, żeby dziecko było zdrowe”. Jednak nie zawsze tak jest. Wiele małżeństw staje przed zadaniem wychowywania dziecka niepełnosprawnego. Akceptacja sytuacji, której nie da się zmienić, daje siłę do pokonania trudności i spojrzenia na życie z innej perspektywy.

Uśmiech nagradza wszystko

– Weronika urodziła się po trudnym porodzie. Od razu trafiła na OIOM, a potem na oddział pediatryczny. W wyniku niedotlenienia miała mocno uszkodzony ośrodkowy układ nerwowy i problemy krążeniowo-oddechowe. Pierwsze diagnozy lekarzy były przerażające. Miała nie chodzić i mieć problemy z siadaniem. Zaczęła się intensywna rehabilitacja, bo tylko ona dawała nadzieję na pomoc naszemu dziecku. Po miesiącu, gdy mogliśmy zabrać ją ze szpitala, byliśmy przygotowani, aby kontynuować terapię. Co kilka dni jeździliśmy z mężem do specjalistów, by dostosowywać nowe ćwiczenia i uczyć się ich wykonywania. Byliśmy pełni nadziei. To dawało nam siłę – opowiada Urszula Kitowska. Choć dziewczynka zaczęła chodzić, samodzielnie się bawiła, z czasem rodzice zauważyli niepokojące zachowania. – W wieku około dwóch lat mowa u Weroniki zaczęła się cofać, mówiła już tylko przez sen. Zaczęły jej przeszkadzać intensywne dźwięki i światło. Bywało, że spała dwie godziny na dobę, budząc się co chwilę. Po wielu badaniach okazało się, że ma autyzm. Rozpoczęły się więc wyjazdy do poradni, szukanie pomocy i rady. Powoli zaczynaliśmy dostosowywać nasze życie do jej wymagań – opowiada. Jak podkreśla, nigdy nie zastanawiała się, czy taka sytuacja jest trudna, czy łatwa. Każde macierzyństwo jest pewnego rodzaju zadaniem. – Może gdzieś w głębi serca miałam żal do lekarza, którego decyzje w trakcie porodu zaważyły na zdrowiu Weroniki – dzieli się pani Urszula. Kolejnym wyzwaniem w zmierzeniu się z autyzmem córki była komunikacja i edukacja. – Jeździliśmy z mężem na różne kursy, by nauczyć się rozumieć nasze dziecko. Starsza córka studiuje pedagogikę specjalną, by pomagać innym dzieciom. Jest dużym wsparciem i partnerem dla siostry. Gdy Weronika miała 11 lat, zaczęła pisać, wspomagana ręką rodzica i terapeuty. Dzięki tej metodzie mogliśmy poznać, jak dużą ma wiedzę i szeroki zasób słownictwa. To było ważne, bo dowiadywaliśmy się, co nasze dziecko chce nam powiedzieć. Uczyliśmy się jej i odkrywaliśmy ją z każdym dniem – dodaje. Strzałem w dziesiątkę było przeniesienie Weroniki do ośrodka „Radość Życia” w Sandomierzu. – W krótkim czasie zrobiła bardzo duże postępy. Tam czuje się niemal jak w domu, co dla dziecka z autyzmem jest bardzo ważne – podkreśla pani Urszula. Jak tłumaczy, bycie mamą dziecka niepełnosprawnego jest pełne wspaniałych chwil. – Daje dużo radości, mimo obaw i strachu. Uśmiech, przytulenie nagradza wszystko. Jeździmy na wycieczki, Weronika poznaje świat. Staramy się żyć pełnią życia. Nigdy mojego macierzyństwa nie traktowałam w kategoriach trudności, bo obie córki kocham tak samo. Myślę, że gdyby nie wyjątkowość Weroniki, nie poznalibyśmy tylu świetnych ludzi. Ominęłoby nas wiele szczęścia, którego przy niej doświadczamy – podkreśla pani Urszula.

Wyjątkowa misja

– Kiedy rodziłam Tomka w 1996 roku, otaczało mnie grono przyjaznych ludzi, cieszących się razem z nami narodzinami. Był pierwszym dziec- kiem. Marzyliśmy o nim, planowaliśmy go i Pan Bóg nam go dał. Dostał 9 punktów w skali Apgar. Powolutku rósł, powolutku też się rozwijał. Dostrzegliśmy, że zbyt długo był wiotki, że nie siedział w określonym czasie, nie mówił. Potem bawił się tylko jedną zabawką, czymś, co się kręciło, od rana do nocy – opowiada Jolanta Ordon. W wieku czterech lat Tomek został zdiagnozowany. Autyzm. – Nigdy nie pytałam dlaczego. Jestem wierząca i wiedziałam, że tak musi być, że będzie dobrze, że damy sobie radę. Dzisiaj jestem szczęśliwa, a co przed nami – tego nie wiem. Na pewno czeka nas opieka nad chorym dzieckiem i jego wychowanie. Teraz staje się to coraz trudniejsze, bo się starzejemy – dodaje. Jak opowiada, Tomek trafił do ośrodka „Radość Życia” pod opiekę wspaniałych i kompetentnych ludzi. – Wychowawcy, nauczyciele, opiekunowie to ludzie, których dzisiaj nazywamy naszą drugą rodziną, a szkołę Tomka naszym drugim domem. Jako rodzice mieliśmy możliwość odbycia wielu szkoleń i kursów, poznaliśmy metody edukacyjno-terapeutyczne, które wykorzystujemy w pracy z dzieckiem. Oczywiście wspomaga nas też rodzina, przede wszystkim babcia Iza, która jest gotowa w każdej potrzebie – dodaje pani Jola. Jak mówi, syn wymaga stałej, całodobowej uwagi i opieki. – Tomek chodzi, mówi, zna tytuły programów telewizyjnych, dokładnie nazwiska redaktorów, aktorów, polityków, sąsiadów, ale nie potrafi założyć koszulki, bluzy czy włożyć butów. Ma swoje rytuały i liczne fobie i natręctwa. Miewa też napady autoagresji… Wymaga też wykonania całkowitej toalety ciała. Nie potrafi jeździć rowerem, ale zna za to marki samochodów. Jest niesamowity, wspaniały – opowiada. Siłę do opieki nad dzieckiem daje jej praca. Pani Jolanta jest nauczycielem religii i przyrody. – Wśród uczniów ładuję życiowe akumulatory, by spełniać się jako mama. A gdy myślę o moich dzieciach (Tomek ma brata Michała), wiem, że mają potrzebę doświadczenia i odczucia, że są ważne, potrzebne i bardzo kochane. Staram się tę miłość macierzyńską dawać im każdego dnia – podsumowuje.

Jest trudno, ale pięknie

– Roksana urodziła się z dużymi obciążeniami. Była wcześniakiem. Przyszła na świat w 25. tygodniu ciąży i ważyła zaledwie 690 gramów. Pierwsze miesiące jej życia to nieustanna rehabilitacja. Dzięki temu jest sprawna fizycznie, choć ma pozostałości po wcześniactwie. Pewne niepokojące sygnały zaczęły się pojawiać, gdy dziecko miało około dwóch lat – opowiada Marzena Plis. Jak wspomina, córka nie chciała wracać do domu z placu zabaw, reagowała buntem i krzykiem na każdą zmianę. – Zauważyliśmy, że lubi bawić się sama, wtedy zachowywała się niezwykle spokojnie. Ogólnie bywała też wycofania. Podejrzewaliśmy, że to autyzm, choć lekarze uspokajali, że to wcześniak, dlatego rozwija się wolniej. Nasze obawy potwierdziły się jednak, gdy Roksana skończyła trzy lata – wspomina. Dostali skierowanie na badania specjalistyczne. – Cały czas gdzieś w głębi mieliśmy z mężem nadzieję, że może to jednak nie to. Bardzo szybko jednak potwierdzono, że córka ma autyzm. Dla rodziców nie jest to łatwe do zaakceptowania – dodaje. Roksana nie mówi, komunikuje się, wypowiadając pojedyncze głoski czy słowa, które pozwalają jej funkcjonować. – W domu doskonale rozumiemy, co nam komunikuje. Jednak nie dzieje się to tak, że siadamy i razem gadamy o tym, co było w szkole. Mimo swojej niepełnosprawności Roksana cały czas nas zaskakuje tym, jak wiele rozumie, jak dużą posiada wiedzę. Wszystko, co do niej mówimy, ona po swojemu przyjmuje i układa – zapewnia pani Marzena. Taką sytuacją było pojawienie się kolejnego dziecka w rodzinie. – Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, zastanawiałam się, jak przyjmie to Roksana. Miała wtedy 16 lat i była przyzwyczajona, że śpi ze mną. Próbowaliśmy to zmieniać, ale bezskutecznie. Zaczęłam więc jej tłumaczyć, że gdy pojawi się dziecko, nie będę mogła z nią spać. Nie ukrywam, że martwiło mnie, jak ona to przyjmie. Po porodzie i powrocie ze szpitala Roksana przyszła, upominając się, by z nią spać. Zaczęłam tłumaczyć, że musi spać sama. Ku wielkiemu zaskoczeniu odwróciła się, poszła spokojnie do swojego pokoju i zasnęła. Cały czas jest bardzo opiekuńcza i tolerancyjna wobec brata – opowiada pani Marzena. Ogromną pomocą dla rodziców jest babcia Kasia, która z wielkim sercem i zaangażowaniem opiekuje się Roksaną. – Dzięki temu mogłam podjąć pracę, uczyć się i rozwijać – podkreśla mama. Dużym wsparciem dla rodziców jest też zespół wychowawców i pedagogów z sandomierskiego ośrodka „Radość Życia”, dokąd Roksana uczęszcza od kilku lat. Jak podkreśla pani Marzena, nie jest łatwo zaakceptować chorobę czy niepełnosprawność własnego dziecka. – Każda mama chciałaby, aby jej dziecko było zdrowe, by stawało się z dnia na dzień samodzielne i by komunikacja z nim była łatwa. Mnie natomiast macierzyństwo uczy cierpliwości i pokory oraz tego, że są w życiu rzeczy ważniejsze niż codzienne zabieganie – zapewnia pani Marzena.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL