Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Flirt z Melpomeną

Sylwester Łysiak, teatrolog, doktor nauk z zakresu kulturoznawstwa, mówi o pracy amatorskiego ruchu teatralnego.

Marta Woynarowska: Pamięta Pan początki swojego flirtu z Melpomeną?

Sylwester Łysiak: Zaczęło iskrzyć w szkole średniej. Jako uczeń Technikum Górniczego w Tarnobrzegu angażowałem się w szkolne uroczystości. Przygotowywałem recytacje, jakieś małe scenki, prowadziłem także radiowęzeł. Na poważnie zaś ten związek (śmiech) zaistniał w 1977 r. w Studium Teatralnym we Wzdowie koło Brzozowa. Był to piękny czas, wypełniony rozlicznymi warsztatami prowadzonymi przez znanych reżyserów, aktorów, m.in. Halinę i Jana Machulskich, Daniela Olbrychskiego oraz artystów z Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie.

Przygotowywaliśmy się do pracy w ruchu teatralnym. Przez okres studiów dzieliłem akademicki pokój z Marcinem Dańcem. Później przyszła praca, najpierw w Sandomierskim Ośrodku Kultury, następnie w Zakładowym Domu Kultury w Gorzycach i wreszcie od 1987 r. w Domu Kultury w Tarnobrzegu, w którym już rok później założyłem Młodzieżowy Teatr Amatorski, działający nieprzerwanie do dzisiaj, czyli już 31 lat.

Ma Pan doświadczenia związane z byciem aktorem i reżyserem. Która z tych ról jest trudniejsza?

W studium, przygotowując kilka premier dużych sztuk – m.in. „Rewizora” Gogola, „Chorego z urojenia” Moliera oraz Leszka Herdegena i Jacka Stwory – „Pies, wilk i my”, wystąpiliśmy we wszystkich rolach związanych z pracą nad spektaklem. Byliśmy zatem aktorami, reżyserami, scenografami itd. Z perspektywy czasu i lat doświadczeń mogę stwierdzić, oczywiście biorąc pod uwagę teatr amatorski, że praca aktora jest nieco lżejsza. Na reżyserze spoczywa bowiem wiele obowiązków, musi często aktorom tłumaczyć, pokazywać sposób gry ciałem, jak mają oddać emocje; uczy gestu, odpowiedniej emisji głosu, właściwie tego wszystkiego, co aktorzy poznają w uczelniach teatralnych. Pracując z młodzieżą, muszę najpierw sam zagrać scenkę, by wyjaśnić, czego oczekuję. Ponadto tworzę scenografię, dobieram kostiumy, jestem inspicjentem, suflerem itd., itd. W teatrze zawodowym, w którym zaangażowani są profesjonalni aktorzy, reżyser tylko objaśnia, co mają zagrać – radość, złość, smutek, i te hasła w zupełności wystarczają. Z kostiumografami, scenografami ustala swoją koncepcję, a za realizację odpowiedzialni są już oni.

Doczekał się Pan następców?

Ależ naturalnie! Część osób uczestniczących w zajęciach grup młodzieżowych w domu kultury oraz w Społecznym Liceum Ogólnokształcącym im. hetmana Jana Tarnowskiego, gdzie uczyłem przez 21 lat, na dobre złapała teatralnego bakcyla i działa w tym kierunku – jako aktorzy, reżyserzy – np. Kuba Palacz i Piotr Krupa czy instruktorzy w ruchu amatorskim.

Od kilku lat jest Pan również kierownikiem i reżyserem amatorskiego Teatru „Czwartek”, pracując tym razem z dorosłymi.

W 2012 r. z Beatą Tyrą uznaliśmy, że warto odnowić piękne przed- i powojenne tradycje teatralne Tarnobrzega. I tak powstał Teatr Dramatyczny, noszący od paru lat nazwę „Czwartek”, albowiem spotykamy się na próbach właśnie w czwartki. W tym czasie przygotowaliśmy cztery wieloobsadowe duże premiery, sięgając po klasykę oraz współczesne komedie. Obecnie kończymy pracę nad „Chorym z urojenia” Moliera, który będzie naszą piątą premierą. Wypełniliśmy lukę, ponieważ ewidentnie brakowało w Tarnobrzegu teatru dramatycznego z dorosłymi. Chyba to, co robimy, podoba się publiczności, skoro jesteśmy zapraszani przez różne ośrodki i za każdym razem przy pełnej sali otrzymujemy gromkie brawa. To naprawdę cieszy.

Jaki teatr najbardziej odpowiada prowadzonym przez Pana grupom?

Z młodzieżą przez owe 30 lat próbowaliśmy chyba wszystkiego. Szliśmy w kierunku teatru poezji, dramatycznego, awangardowego, a nawet ulicznego, likwidując tzw. czwartą ścianę. Przyjeżdżały do nas często teatry określane mianem poszukujących, np. Teatr KTO, które fascynowały młodzież, bo wnosiły coś zupełnie nowego. Później trend ten gdzieś zaczął zanikać i polskie teatry opanowały w znacznej mierze sztuki lekkie i miłe. Ten kierunek najbardziej odpowiada dorosłym, zarówno widzom, jak i aktorom, gustującym we współczesnych sztukach obyczajowych, młodzi natomiast wybierają teksty poruszające trudne tematy. Oni ewidentnie szukają w sztuce, teatrze odpowiedzi na wiele nurtujących ich pytań. Natomiast mnie od wielu lat fascynują teatry z nurtu alternatywnego, czyli Wierszalin, Gardzienice, Grotowskiego czy Kantora. Szukam nowej estetyki, wyzwań, emocji. Taki teatr pobudza moją wyobraźnię.

Co poczytuje Pan za swój największy sukces?

Pracę pedagogiczną z młodzieżą, wprowadzanie jej w życie teatralne, rozbudzenie umiłowania do kultury słowa, pięknej mowy i dykcji, a przede wszystkim rozpalenie trwałej miłości do teatru. Z ogromną satysfakcją obserwuję ciężką pracę młodych na próbach, bo wielu osobom może się wydawać, że gra to taka łatwa rzecz. Tymczasem to powolne, znojne wykuwanie roli, w której wszystko musi ze sobą współgrać: słowo, głos, gest, ruch, mimika.

marta.woynarowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL