Nowy numer 41/2019 Archiwum

Krzyże niesie ciężkie

– Wizerunek Chrystusa uginającego się pod ciężarem cierpienia jest niebywale przejmującym wyobrażeniem – zauważa Urszula Stępień, kustosz Muzeum Diecezjalnego w Sandomierzu.

Krzyż, jako znak męki Chrystusa, odkupienia ludzkości, a tym samym triumfu życia nad śmiercią, w chrześcijańskiej symbolice nie pojawił się od razu. Kara ukrzyżowania w starożytnym Rzymie, a tym samym we wszystkich podległych mu prowincjach, uchodziła za jedną z najbardziej hańbiących, a stosowana była wcale nie rzadko. Dopiero cesarz Konstantyn Wielki zniósł ją edyktem z 337 r., by w ten sposób dać wyraz czci dla zbawczego dzieła Jezusa Chrystusa. Z czasem krzyż stał się najważniejszym znakiem wiary chrześcijan i dzisiaj trudno sobie wyobrazić chrześcijańskie świątynie oraz domy bez jego obecności. Przez wieki w swych dziełach odwoływali się do niego artyści – malarze, rzeźbiarze, pisarze, poeci. Miał uczyć, wzruszać, uświadamiać bezgraniczną miłość Boga do ludzkości, ale również ukazywać naszą małość i grzechy, które zawiodły Chrystusa na krzyż. Na krzyż, który dzięki Niemu stał się Drzewem Życia.

Przygnieciony

W zbiorach Muzeum Diecezjalnego niezwykle pokaźną kolekcję stanowią grafiki, w tym wiele bardzo cennych, by nie rzec unikatowych. – Mamy niezwykle piękną i bardzo wymowną grafikę wzorowaną na słynącym cudami obrazie Chrystusa dźwigającego krzyże z dawnego kościoła pw. Trójcy Świętej w Boremlu na Wołyniu. Wizerunek ten zasłynął w całej Rzeczypospolitej, kiedy w 1773 r., po pierwszym rozbiorze Polski, Pan Jezus miał zacząć płakać krwawymi łzami. Losy obrazu niestety nie są znane – mówi Urszula Stępień. Świątynię ukończoną u progu XIX stulecia dzięki Kunegundzie z Sanguszków i Franciszkowi Czackiemu władze carskie w 1830 r. zabrały katolikom, przekazując ją wyznawcom prawosławnym. Istnieją przypuszczenia, że ostatni ówczesny proboszcz wywiózł go w 1840 r. i przekazał do kościoła w Tajkurach. Kiedy po 1920 r. katolicy z Boremla ponownie odzyskali swój kościół, cudowny wizerunek już tam nie wrócił. Jednak jego wyobrażenie znane jest dzięki zachowanym rycinom, w tym jednej znajdującej się w zbiorach Muzeum Diecezjalnego, o czym zresztą informuje inskrypcja znajdująca się u dołu grafiki: „Prawdziwy Wizerunek Obrazu P. IEZUSA w Kościele Boremelskim mieyskim na Wołyniu w Powiecie Dubieskim w R. 1773 w sam dzień Wielkanocny Krwawemi Łzami Płaczoncego y podzis dzien Wielkiemy Łaskami y Cudami co dzięnemi Słynącego”. Motyw z boremelowskiego obrazu obecny jest również na XIX-wiecznym kaplerzu, który trafił do Muzeum Diecezjalnego wraz ze zbiorami ks. Jana Wiśniewskiego, zgromadzonymi w Muzeum Pamiątek Narodowych, urządzonym na plebanii w Borkowicach. – Posiadamy interesującą kolekcję kaplerzy, należących do dość rzadkich zabytków. Były to niedużych rozmiarów obrazki malowane farbami olejnymi na miedzianych blaszkach, najczęściej z wizerunkami Matki Bożej z jednej strony, na odwrocie zaś z przedstawieniem świętego patrona. Noszone były na piersiach, w irchowych futerałach. Przeważnie miały kształt owalny lub prostokątny, jak w przypadku tego prezentowanego na naszej ekspozycji stałej, który zamiast Maryi ukazuje Chrystusa niosącego ludzkie grzechy. Temat przedstawienia zaczerpnięty został z cudownego obrazu z Boremla. Większość kaplerzy z naszej kolekcji należała do powstańców styczniowych – dodaje Urszula Stępień. Widok Chrystusa dźwigającego wiele krzyży i uginającego się pod nimi niewątpliwie wzrusza. Jest to bowiem bardzo wymowne ukazanie Zbawiciela przygniecionego i cierpiącego z powodu ludzkich grzechów. – W naszych zbiorach posiadamy także grafikę znacznie późniejszą od wyżej wspomnianej, zatytułowaną „Umęczeni”, autorstwa Leona Wróblewskiego, pochodzącą z cyklu „Powstanie Warszawskie” z lat 1946–1948. Jest to przejmująca, niezwykle ekspresyjna wizja Chrystusa odrywającego się od krzyża i pochylającego się nad ciałami powstańców leżących wokół Ukrzyżowanego – mówi kustosz muzeum.

Tkane obrazy

– Muzeum Diecezjalne jest skarbnicą tekstylnych wspaniałości, posiadamy bowiem tkaniny powstałe w różnym czasie – od wczesnego średniowiecza po XIX wiek. Są to przeważnie szaty i paramenty liturgiczne. Pragnę podkreślić, że mamy dużą kolekcję nieużywanych już dzisiaj manipularzy, czyli przepasek w tym samym kolorze co stuła i ornat, które niegdyś księża zakładali na przedramię lewej ręki. Oprócz tego welony kielichowe, palki, służące do dzisiaj do nakrywania kielicha mszalnego, bursy, a także bardzo dużo fragmentów tkanin i haftów – wylicza kustosz Muzeum Diecezjalnego. Wśród tkanin, szczególnie w średniowieczu, przeważały napływy włoskie, w tym, jak podkreśla Urszula Stępień, niebywale piękne brokatowe aksamity, na które następnie były aplikowane hafty, wykonane już na ziemiach polskich. W zbiorach sandomierskiego muzeum przeważają hafty pochodzące z warsztatów krakowskich. – Jako że kapłan sprawował Mszę św. zwrócony twarzą do ołtarza, główne motywy, przeważnie z przedstawieniami figuralnymi, umieszczane były na tyłach ornatów. Ich zadaniem było jeszcze głębsze pobudzanie wiernych do pobożności, zwłaszcza że umieszczane sceny najczęściej odwoływały się do męki Chrystusa – opowiada Urszula Stępień. Na ekspozycji stałej prezentowana jest para ornatów z motywami pasyjnymi. Jeden z nich, datowany na XV w., uszyty z jedwabnego aksamitu weneckiego z motywem granatu, mającego konotacje pasyjne, zdobi duża scena ukrzyżowania z Matką Bożą i św. Janem. Na przedłużeniach ramion krzyża umieszczone zaś zostały sceny męki Pańskiej – Ecce Homo, pojmanie, modlitwa w Ogrójcu, koronowanie cierniem, dźwiganie krzyża. Postaci noszą odzież współczesną dla twórcy haftów, typową dla drugiej połowy XV stulecia. Na drugim ornacie, również ze sceną ukrzyżowania Chrystusa, widnieje przedstawienie Matki Bożej Bolesnej, ukazanej w omdlewającej pozie, podtrzymywanej przez św. Jana, w towarzystwie Marii Magdaleny. – Do dzisiaj zachował się i jest dobrze widoczny czarny kontur, narysowany przez artystę pod mający powstać na jego podstawie haft, który ewidentnie prezentuje styl gotyku łamanego. Oba ornaty należą do pierwszych eksponatów, jakie trafiły do zbiorów muzeum, mieszczącego się jeszcze w kapitularzu, które organizował ks. Józef Rokoszny – dodaje Urszula Stępień. Interesujący motyw z przedstawieniem ukrzyżowania wśród dusz czyśćcowych zawiera XVIII-wieczny ornat, uszyty z francuskiej tkaniny, ozdobiony zaś polskim haftem. – Obraz czyśćca w dobie baroku nie uległ zmianie od czasów średniowiecza. Wyobrażony był przez płomienie, z których wyłaniają się postacie symbolizujące dusze czyśćcowe. Na prezentowanym ornacie czyściec został ukazany u stóp Chrystusa Ukrzyżowanego, z którego ran spływają krople zbawczej krwi. Temat ten w warstwie ikonograficznej podkreślał zbawczy charakter męki Chrystusa na krzyżu, a także nadzieję w zbawienie dusz czyśćcowych. Pełnię treści zyskiwał w czasie sprawowania Mszy św., wyrażając wiarę w miłosierdzie i odkupienie przez mękę i śmierć Chrystusa, której uobecnieniem jest spełniana ofiara eucharystyczna – wyjaśnia Urszula Stępień. Ciekawostką są ornaty, stuły czy manipularze uszyte z materiałów perskich i tureckich, pochodzących z donacji czynionych dla kościołów po odsieczy wiedeńskiej w 1683 r. Przekazywane ubiory, chorągwie i inne tkaniny przerabiane były następnie na szaty liturgiczne i bieliznę ołtarzową. Najcenniejszy z tej części kolekcji jest ornat uszyty z XVI-wiecznej tkaniny tureckiej z charakterystycznym ornamentem çintamani. – To bardzo interesujące, że symbolika zrodzona w świecie islamu znalazła się w nieodczytany sposób w zupełnie innej kulturze i religii, służąc w odmiennym kontekście – zauważa kustosz Muzeum Diecezjalnego. Cenną kolekcją w zbiorach placówki stanowią niewielkich wprawdzie rozmiarów, ale jakże urzekające i pięknie wykonane palki, a wśród nich datowana na XVII–XVIII w., przedstawiająca Jezusa trzymającego arma Christi (narzędzia męki Chrystusa). Wiele eksponatów, znajdujących się w zbiorach sandomierskiego muzeum, zachowało się dzięki trosce i nieustępliwości ks. Józefa Rokosznego. – Na początku XX w. ks. Rokoszny wystosował do kapituły katedralnej list, w którym domagał się utworzenia muzeum. Jego apel spotkał się z dużym odzewem ze strony księży proboszczów, o czym świadczy chociażby artykuł, jaki w kwietniu 1903 r. ukazał się w krakowskiej prasie, informujący o powstaniu przy sandomierskiej katedrze muzeum z imponującymi zbiorami – podkreśla Urszula Stępień, kontynuująca dzieło założyciela Muzeum Diecezjalnego w Sandomierzu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL