GN 42/2019 Archiwum

Twórczość to wolność

O swej artystycznej pasji, zrodzonej jeszcze w dzieciństwie, mówi Bożena Wójtowicz- -Ślęzak, tarnobrzeska artystka plastyk.

Marta Woynarowska: Jest Pani wielokrotną laureatką sandomierskich „Porównań” i innych znaczących konkursów czy przeglądów. Czym są dla Pani nagrody przyznawane przez artystów zasiadających w komisjach?

Bożena Wójtowicz-Ślęzak: Uważam, że artysta winien się mierzyć, porównywać z innymi, ponieważ obracamy się w sferze sztuk wizualnych, poddawanych ocenie, ale przede wszystkim tworzonych z myślą o odbiorcach. Uczestnictwo np. w „Porównaniach” jest dla mnie rozmową – z innymi uczestnikami, ale też z widzem oglądającym moje prace, poprzez obraz wchodzę bowiem z nimi w dialog. Każda nagroda stanowi również motywację do pracy. Artysta pracuje w samotności, choć staram się młodym ludziom wstępującym na artystyczną ścieżkę uświadomić, że pracownia to nie tylko samotność, ale przede wszystkim miejsce, gdzie mogą być całkowicie wolni. Wszystko, co zrobią na kartce papieru, jest dozwolone. Bardzo niewiele jest dziedzin dających tak ogromną swobodę, zazwyczaj bowiem ograniczają nas jakieś ramy. Dla młodzieży to poczucie ma ogromne znaczenie. Wyzwala w młodych spontaniczność, swobodę i radość tworzenia.

Przez wiele lat pracowała Pani najpierw w wojewódzkim, później Tarnobrzeskim Domu Kultury, prowadząc m.in. pracownię malarską dla młodzieży.

Miałam pomysł stworzenia przestrzeni, która zastąpi liceum plastyczne. W naszym mieście nie było go i do tej pory nie ma, choć wydaje mi się, że jest potrzebne. Jego brak odczułam na sobie, kiedy rodzice nie zgodzili się, abym kontynuowała naukę poza miejscem zamieszkania. Chciałam to w jakiś sposób zrekompensować młodym ludziom. W czasie pracy w domu kultury udało mi się pomóc ponad 40 osobom, które podjęły studia na uczelniach artystycznych. Miło jest patrzeć, jak się rozwijają, i śledzić ich karierę.

Który moment zadecydował o wyborze twórczej drogi?

Już w szkole podstawowej chciałam podjąć naukę w liceum plastycznym, zwłaszcza że sporo czasu poświęcałam rysunkom, które sprawiały mi radość. Jednak moi rodzice zaoponowali i znalazłam się w tarnobrzeskim Liceum Ogólnokształcącym. Jednak przez całe cztery lata nauki nie zarzuciłam swojej pasji, na co z pewnością miał wpływ profesor plastyki – prowadzący pracownię, w której uczył nas rysowania, ustawiając np. martwe natury. Po maturze przystąpiłam do egzaminów na Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi, by spełnić swoje marzenia. I udało się.

Czy jest ktoś, kogo nazwałaby Pani swoim mistrzem?

Na trzecim roku studiów wybrałam pracownię tkaniny unikatowej i tam spotkałam wspaniałą osobę, rozpoczynającą swoją karierę naukową i dydaktyczną – Aleksandrę Mańczak. Była niezwykle oddana studentom. Wyjeżdżając za granicę na swoje wystawy, zabierała nasze prace, by tam je promować. Żegnając się z wychowankami kończącymi studia, mówiła: „Pamiętaj, poszukuj, nie rób z tego, czym teraz się zajmujesz, recepty na całe życie”. Wskazywała, że musimy stale szukać czegoś nowego i podążać w różnych kierunkach. Tym słowom staram się być wierna przez całą swoją drogę twórczą.

Zajmuje się Pani zarówno tkaniną artystyczną, jak i malarstwem. Jakie miejsce zajmują one w Pani twórczości – równorzędne czy jednak któraś przeważa?

Rysunek i malarstwo są zawsze punktem wyjściowym. Tkanina jest jak gdyby transpozycją malarstwa, które stanowi podstawę. Ale lubię także rysunek. Kilka lat temu w Galerii BWA w Ostrowcu Świętokrzyskim wspólnie z nieodżałowanym Rysiem Gancarzem mieliśmy wystawę naszych prac, na której oprócz tkaniny pokazywałam rysunek. Prace w tkaninie to swoisty rodzaj malarstwa. Każda z nich to odpowiednik koloru na palecie i można sobie wyobrazić, że na płaszczyźnie zamieniają się w rodzaj farby. Obraz z nich tworzony rozpoczynam od nakładania kolejnych warstw przenikających lub przysłaniających się, a na końcu dochodzi rysunek wykonany ściegiem szytym na zmianę maszynowo i ręcznie, z którego powstaje aplikacja.

Najważniejsze dla Pani wystawy…?

Pierwsza, bardzo dla mnie ważna, odbyła się w Zachęcie, gdzie prezentowałam swój dyplom. Drugą, ogromnie znacząca, to wspomniana już wystawa w ostrowieckim BWA, która miała rozpocząć naszą współpracę z Rysiem. Mieliśmy wiele planów, ale życie przewidziało inny scenariusz.

Nagrodzone na 27 „Porównaniach” Pani prace można jeszcze oglądać na pokonkursowej wystawie w Spółdzielczym Domu Kultury w Stalowej Woli. Czy szykuje się może jakaś indywidualna ekspozycja?

Tak. Pracuję nad wystawą, która będzie prezentowana w Muzeum Historycznym Miasta Tarnobrzega pod koniec roku. Obiecałam dyrektorowi Tadeuszowi Zychowi, że przygotuję taką prezentację. Poza tym przede mną praca nad scenografią do jubileuszowej edycji Satyrblues i wystawy, która będzie festiwalowi towarzyszyć.


marta.woynarowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama