Nowy numer 41/2019 Archiwum

Robotnik sztuki

Niepokorny, nieprzewidywalny, najpłodniejszy – to najczęściej używane określenia charakteryzujące Edwarda Dwurnika.

W Muzeum Okręgowym w Sandomierzu została otwarta wystawa „75 ¤ 75” prezentująca prace zmarłego przed kilkunastoma dniami malarza. Ekspozycja przygotowana została przez Państwową Galerię Sztuki w Sopocie, gdzie była udostępniona wiosną tego roku. Jej kurator Bogusław Deptuła zdecydował się na symboliczny wybór 75 obrazów spośród kilku tysięcy, jakie artysta namalował, nawiązując w ten sposób do 75. urodzin malarza.

– Właściwie ten dzień jest smutny, bo otwieramy dzisiaj pierwszą pośmiertną wystawę Edwarda. Przyjęliśmy, że zaprezentujemy 75 dzieł, które publiczności ukażą całą historię Edwarda Dwurnika – mówił Zbigniew Buski, zaprzyjaźniony z artystą dyrektor PGS w Sopocie. – Począwszy od cudownie odnalezionego niedawno obrazu „Chęciny” z 1966 roku, prezentowanego pierwszy raz na wystawie „75 ¤ 75”, po najnowsze prace abstrakcyjne. Za początek swojej twórczości Dwurnik obrał 13 czerwca 1965 roku, kiedy powstał „Rysunek nr 1”, zainspirowany obejrzaną w Kielcach wystawą prac Nikifora, czyli Epifaniusza Drowniaka. Jak sam wyznawał, krynicki prymitywista wyznaczył mu drogę dalszej przygody ze sztuką. – W 1965 roku do studentów warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, wśród których był też Dwurnik, przyjechał Nikifor. Fascynacja jego malarstwem towarzyszyła Edwardowi do końca życia. Charakterystyczne widoki miasteczek malował od 1965 roku niemal do śmierci – zauważył Zbigniew Buski. Wpływy Nikifora emanują już z obrazów pochodzących z pierwszego cyklu „Podróże autostopem”, rozpoczętego w 1966 roku, czyli jeszcze podczas studiów na warszawskiej ASP, którą ukończył w 1970 roku dyplomem w pracowni prof. Eugeniusza Eibischa. Są to weduty, ukazujące miasta w charakterystycznym ujęciu, łączącym spojrzenia z różnych stron – z lotu ptaka, z boku. Widoki nie są jednak wiernym oddaniem topografii danej miejscowości, lecz nagromadzeniem charakterystycznych dla niej budynków, miejsc, bez przestrzegania autentycznego ich rozplanowania. Miasta wypełniają postaci lub artefakty, np. olbrzymie pomniki w formie głów, mocno z nimi powiązane. Ostatnie prace z tego cyklu powstały w latach 90. i są to tzw. błękitne miasta, a wśród nich widoki Krakowa i Warszawy. – Bogusław Deptuła, kurator wystawy, wybitny historyk i krytyk sztuki, a zarazem przyjaciel malarza, zauważył, że twórczość Edwarda Dwurnika to rozpięcie między Nikiforem a Janem Matejką. Obaj to doskonali obserwatorzy, czy to polskiej historii, czy polskiej rzeczywistości. Polska Dwurnika zawsze fascynowała, interesowała, szczególnie ludzie – mówił dyrektor sopockiej PGS. Tworzenie cykli, powstających nawet przez wiele lat, było cechą charakterystyczną twórczości Dwurnika. „Sportowcy” (jest to odniesienie do palaczy sportów, jednych z najpopularniejszych papierosów doby PRL), zainicjowani w 1972 roku, powstawali przez 20 lat, „Robotnicy” – przez 16 lat. W obrazach tych ukazał cały przekrój typów ludzkich charakterystycznych dla PRL – rolników, robotników, inżynierów, pijaków, ale także tzw. człowieka podziemnego, będącego aluzją do stanu wojennego. Wątki „solidarnościowe”, które pojawiły się w jego pracach prezentowanych jesienią 1980 roku na wystawie w galerii MDM, przyniosły mu Nagrodę Krytyki Artystycznej im. Cypriana Norwida. Za powstały w 1981 roku cykl „Warszawa”, uznany za profetyczne wizje stanu wojennego, otrzymał dwa lata później Nagrodę Komitetu Kultury Niezależnej „Solidarności”. – Był postacią kontrowersyjną. W 1982 roku otrzymał zaproszenie na najsłynniejszy festiwal sztuk wizualnych „documenta 7” w Kassel. Był to niebywały sukces, dotychczas jako chyba jedyny z polskich artystów otrzymał osobną salę – opowiadał dyrektor PGS. By dostać paszport i móc wyjechać, zdecydował się na wyłamanie z solidarności i wystawienie prac w bojkotowanych galeriach BWA. Po błękitnych miastach pojawił się cykl „Błękitne” z przedstawieniem morskich fal, będący niejako zapowiedzią zmiany, ostrej wolty w twórczości Dwurnika, który w poszukiwaniu nowego wyrazu zainteresował się malarstwem abstrakcyjnym. – Będąc w Nowym Jorku, gdzie na żywo zobaczył prace Jacksona Pollocka, zachwycił się nimi. Pod ich wpływem zaczął tworzyć abstrakcje, które również znalazły się na wystawie – mówił dyrektor PGS. – Dwurnik był malarzem niezwykle płodnym, w swoim dorobku ma kilka tysięcy obrazów, dlatego nazywany był nawet robotnikiem sztuki. Prezentowane na ekspozycji obrazy pochodzą ze zbiorów: Muzeum Narodowego w Warszawie, Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki oraz z kolekcji prywatnych. Wystawa w sandomierskim Muzeum Okręgowym będzie udostępniona do 6 stycznia 2019 roku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL