Nowy numer 41/2019 Archiwum

Filmowy portret księdza

W momencie gdy medialny i artystyczny mainstream ukazuje niemal wyłącznie ciemne strony katolickiego duchowieństwa, film o ojcu Mateuszu odcina się od rozbrzmiewającego unisono chóru potępienia.

Pierwsze miesiące posługiwania w diecezji sandomierskiej były intensywnym kursem poznawania osób, miejsc i sytuacji. 9 października 2009 r. miałem odprawić Mszę św. dla Rodziny Szkół im. Jana Pawła II. Jest ich w diecezji ponad 60, więc jeśli frekwencja dopisze, zbiera się spora grupa nauczycieli i uczniów, każda delegacja ze sztandarem swojej szkoły, a czasami jeszcze z księdzem proboszczem lub wikariuszem. Z domu biskupiego do katedry jest zaledwie kilka kroków.

Rowerem do katedry

Tego dnia było jednak wyjątkowo ruchliwie i sekretarz musiał chwilami torować drogę. Wszystko z powodu ekipy filmowej, która przyciągnęła tłumy ciekawskich, podczas gdy panowie ze Straży Miejskiej pilnowali porządku. Sandomierską jesień cechuje spora liczba wycieczek organizowanych przez szkoły, okoliczne sanatoria czy inne środowiska, dlatego nagłe spiętrzenia ruchu na wąskich uliczkach są czymś normalnym. Uczniowie z naszej diecezji mieli w tym oczywiście swój udział. Zaraz za ogrodzeniem placu kościelnego zobaczyłem księdza w sutannie opartego o kierownicę roweru. I chociaż kapłanów tego dnia nie brakowało, ten jeden mnie zaciekawił. – „Szczęść, Boże”. Ksiądz tak rowerem przyjechał na spotkanie szkół? A z jakiej parafii? – zapytałem duchownego. On kiwnął głową, coś wyszeptał i lekko się uśmiechnął. Poklepałem go po ramieniu i kontynuowałem drogę do zakrystii, gdzie zastałem czekających w ornatach kapłanów. – Pewnie ojciec Mateusz księdza biskupa zatrzymał – zażartował jeden z księży. Dopiero teraz dotarło do mnie, że przed katedrą spotkałem bohatera filmu, który już wtedy, po zaledwie rocznej emisji, zmieniał gruntownie Sandomierz i jego postrzeganie. Tym księdzem był oczywiście aktor Artur Żmijewski. Jeszcze w Rzymie, wkrótce po nominacji biskupiej, wspomniała mi o filmie pani ambasador Hanna Suchocka. Oglądałem czasami „Don Matteo”– pierwowzór polskiej wersji – głównie z sympatii do komediowego gwiazdora włoskiego kina Nina Frassicy, grającego rolę sierżanta karabinierów Maresciallo Cecchiniego. Po Mszy św. zatrzymała nas przy wyjściu dziewczyna z radiotelefonem. – Musicie teraz poczekać, aż skończą kręcić scenę – powiedziała. Cierpliwości starczyło na pięć minut. – Proszę pani, ale my przejdziemy bokiem. Mamy za chwilę następne spotkanie – próbował przekonać ją ksiądz sekretarz. Bezskutecznie. Dopiero po kilku minutach udało się – wykorzystaliśmy nieuwagę naszej strażniczki i niczym zakładnicy wydostaliśmy się na wolność.

U drzwi biskupiego domu

Ta sytuacja nie zepsuła relacji z twórcami. Bardzo szybko zrozumiałem, jakim dobrodziejstwem dla miasta jest film, tym bardziej że Sandomierz nie ma wielkich perspektyw rozwoju, natomiast bezcenne zabytki są za mało rozreklamowane. Setki tysięcy ludzi przyjeżdża głównie po to, żeby zobaczyć miejsca, w których toczy się akcja serialu, chociaż sceny wewnątrz budynków kręcone są z reguły gdzie indziej. Pamiętam, jak pewnego razu gospodyni Natalia miała odwiedzić filmowego biskupa. Scenariusz przewidywał, że aktorka Kinga Preis przejdzie przez furtkę, zadzwoni do drzwi pałacu i zostanie wprowadzona do środka. Tego ostatniego zadania podjął się rzecznik prasowy kurii ks. Tomasz Lis. Nie wiem, ile razy powtarzali oboje scenę, ale w wersji telewizyjnej pojawiła się tylko Natalia. Dodam więc, że wnętrze domu nazywanego pałacem jest przepiękne, ale mniej okazałe niż na filmie. Zdarzały się bowiem przypadki, że turyści chcieli pod różnymi pretekstami dostać się do środka. Chcę także przestrzec wszystkich, którzy planują rowerową wędrówkę śladami ojca Mateusza. Bruki sandomierskiego Starego Miasta są bezlitosne, szczególnie dla kolarzówek. Podczas kręcenia filmu aktor pokonuje jedynie krótkie odcinki, zaś na dłuższej trasie łatwo przebić gumę czy nawet skrzywić koło. Takie średniowieczne uroki. Wreszcie ostatnie dopowiedzenie – sprawa bezpieczeństwa, bo przecież jeśli dać wiarę scenarzyście, co czwartek dochodzi w Sandomierzu do przestępstwa. W rzeczywistości jest ich pewnie więcej, lecz zarazem dużo mniej niż gdzie indziej. A ponadto sandomierscy policjanci wiodą prym w garnizonie świętokrzyskim i podobnie jak ich filmowi koledzy mają ludzkie twarze.

Kadry z życia proboszcza

Sława księdza tropiącego kryminalne zagadki przyćmiła wybitne postacie z dziejów Sandomierza. Widać to dosłownie na każdym kroku. Zwiększyła się liczba miejsc noclegowych, restauracji i barów. Powstało nawet muzeum figur woskowych „Świat ojca Mateusza”. Wystarczy wyjść na ulicę w sutannie albo w koloratce, żeby usłyszeć: – Zobacz, córeczko! Ojciec Mateusz! Niektórzy pytają dowcipnie, gdzie można go spotkać. Początkowo trochę mnie to irytowało, lecz z czasem stało się pretekstem do sympatycznych rozmów. Do fenomenu ojca Mateusza nawiązał nawet premier Morawiecki. Kiedy podczas wizyty w Sandomierzu usłyszał na rynku gromkie: – Mateusz! Mateusz! zapytał żartobliwie wiwatujących ludzi, czy na pewno chodzi o niego. Popularność filmu przybiera również inne, zupełnie niespodziewane formy. Zdarza się, że ktoś prosi w liście kurię diecezjalną o umówienie go z ojcem Mateuszem w celu odbycia spowiedzi. Inni z kolei porównują z filmowym bohaterem swoich proboszczów. Trzeba przyznać, że trudno mu cokolwiek zarzucić, jakby właśnie wyszedł z seminarium. Pewnie dlatego film nie ma dobrej prasy w środowiskach oskarżających duchowieństwo o wszelkie możliwe zbrodnie. One najchętniej zdjęłyby go z ekranu. Filmowy portret księdza nawiązuje do włoskiego don Matteo i po osadzeniu go w polskiej rzeczywistości został wykreowany na potrzeby serialu. Jeśli nawet wiele rzeczy odpowiada faktom, zawiera on tylko pojedyncze kadry z życia przeciętnego proboszcza. Ojciec Mateusz różni się zarazem od swojego literackiego odpowiednika ojca Browna z powieści G.K. Chestertona, która również doczekała się ekranizacji. Detektywistyczna pasja ojca Browna wynika z imperatywu moralnego, aby wyeliminować zło i przywrócić sprawiedliwość. Nie chodzi o jakąś wiwisekcję zbrodni i jego sprawcy, lecz o pokazanie, że w ostatecznym rozrachunku dobro jest lepsze i odnosi triumf. Jak bowiem mawiał Chesterton, bajki mają na celu nie tyle przekonanie dzieci do istnienia smoków, ale pokazanie, że można je pokonać.

Dobra strona

Ojciec Mateusz rozwiązuje kryminalne zagadki jakby mimochodem, en passant, chociaż i on wyróżnia się spostrzegawczością oraz umiejętnym łączeniem faktów, tyle że od zewnątrz. Niewiele wiadomo o jego posłudze kapłańskiej. Chodzi za to w stroju duchownym, co zawsze jest jakimś wyznaniem wiary, nawet jeśli kapłan niczego innego nie robi. Ujmuje z pewnością jego człowieczeństwo, o czym świadczy liczne grono bywalców plebanii, a także podejście do ofiar i sprawców przestępstw. W obu przypadkach daje im nadzieję, że wszystko znajdzie pozytywny finał. Nie stawia jednak pomiędzy nimi znaku równości. Jego pytanie do winnego: wiesz, co zrobiłeś? – ma uświadomić rozmiar wyrządzonego zła i skłonić do skruchy, będącej warunkiem rozpoczęcia nowego życia. Jakbym czytał Kodeks prawa kanonicznego, w którym kary mają charakter bardziej leczniczy niż odwetowy. Taka postawa zyskała mu sympatię milionów widzów. W momencie, gdy medialny i artystyczny mainstream ukazuje niemal wyłącznie ciemne strony katolickiego duchowieństwa, film o księdzu detektywie odcina się od rozbrzmiewającego unisono chóru potępienia. Wystarczy zajrzeć do większości parafii, aby zobaczyć, że rację ma ojciec Mateusz.

Serial „Ojciec Mateusz”

Na ekrany TVP 1 zawitał 11 listopada 2008 r., a regularna emisja serialu rozpoczęła się 7 grudnia 2008 r. Jego fabuła opowiada o przygodach księdza Mateusza Żmigrodzkiego, który po powrocie z Białorusi podejmuje posługę duszpasterską w małej serialowej parafii w Sandomierzu. Realizując swoje zdolności detektywistyczne, wraz z zaprzyjaźnionymi policjantami rozwiązuje kryminalne zagadki i niesie pomoc swoim parafianom oraz tym, którzy są w potrzebie. Obecnie trwa emisja 20. serii. Każdy odcinek serialu to oddzielna historia, epizod z życia głównego bohatera. Serial otrzymał nagrodę Telekamera w 2011 i 2017 roku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL