Nowy numer 41/2019 Archiwum

Słodko-kwaśny smak jabłkobrania

Co trzecie polskie jabłko pochodzi z sandomierskich sadów. W tym roku sadownicy prognozują rekordowe zbiory, jednak wciąż nie brakuje kłopotów ze zbytem i ceną.


W podsandomierskich sadach trwa okres jabłkowych żniw. W tym roku drzewka aż gną się od nadmiaru pięknych owoców. Jednak perspektywa ich sprzedaży nie rysuje się kolorowo. Wciąż trwa rosyjskie embargo na polskie owoce i warzywa, a o swoje miejsce na owocowych rynkach europejskich walczą rosnący w siłę producenci z Serbii, Mołdawii czy Ukrainy. Skupy owoców proponują według rolników śmiesznie niską cenę, która stawia produkcję na granicy opłacalności. I choć sandomierskie jabłka konsumpcyjne trafiają już na rynki w tak egzotycznych krajach jak Gambia, Indie czy Kazachstan, to jednak w tym roku z ich zbytem może być znaczny problem. 


Rok biedy
i rok urodzaju 


Ubiegły sezon nie był łaskawy dla sadowników. Wiosenne przymrozki spowodowały w niektórych sadach straty sięgające nawet do 90 proc. Gdyby nie pomoc państwa, które wypłaciło odszkodowania za straty, to wiele gospodarstw, które utrzymują się tylko z produkcji owoców, byłoby na krawędzi bankructwa. – Trzeba jasno powiedzieć, że poprzedni sezon był bardzo korzystny dla tych producentów, których nie dotknęły przymrozki i mieli jabłka. Wtedy to sadownicy dyktowali cenę, bo w skupach było bardzo mało owoców. Cena krajowa była tak korzystna, że dużo mniej jabłek poszło na eksport i w ten sposób straciliśmy niektóre rynki, co ma odbicie w tym sezonie – wyjaśnia Adam Paradowski, prezes spółki Plantpress. Jak podkreśla, ten rok jest także wyjątkowy. – Niestety polskich sadowników dotknęła druga skrajność, czyli nadprodukcja, a nawet „klęska urodzaju”. Mało tego, cała Europa będzie miała dobre zbiory. W Polsce idziemy na rekord, planowane są zbiory w granicach około 4,5 mln ton. Główny Urząd Statystyczny podaje, że będą one na wysokości do 3,7 mln ton, zaś sondaże sadowników, którzy obserwują plony, sięgają nawet do 5 mln ton jabłek, które pozyskamy z polskich sadów – informuje. Takie plony to efekt dobrych warunków pogodowych. Wiosna sprzyjała sadownikom, bo owoce zawiązały się bardzo dobrze. I choć suche lato spowodowało, że w niektórych miejscach była konieczność nawadniania sadów, to jednak nie wpłynęło to na jakość jabłka. – W ubiegłym roku drzewa wypoczęły, bo nie było owoców. W tym roku przyroda chce nam oddać straty z ubiegłego sezonu, jednak duże ilości jabłek, jakie obrodziły w sadach, zamiast stać się szansą na sukces sadowników, stają się gigantycznym problemem. Proszę zobaczyć, ile owoców zostaje w sadach, bo za oferowaną cenę nie opłaci się ich zebrać i zawieźć na skup – opowiada Sławomir Czaja, sadownik z gminy Kleczanów.


Czekają na pomoc 


Tegoroczny urodzaj staje się więc dla wielu sadowników dużym problemem. – Pracuję na 7-hektarowym gospodarstwie, z tego 5 hektarów sadu w pełni owocuje. Każdy kolejny rok dla nas, sadowników, jest trudniejszy. To dotyka nas embargo na sprzedaż do Rosji, to wiosenne przymrozki, to znów słaba cena, gdy sady obrodziły. W ubiegłym roku zanotowałem straty od 70 do 90 proc. owoców. Zbiór wyniósł około 30 ton, które zebraliśmy własnymi siłami, bez zatrudniania dodatkowych pracowników. W tym roku przewiduję zbiory na około 250 ton, lecz dochód ze sprzedaży będzie porównywalny do ubiegłorocznego. Jednak, aby zebrać takie ilości owoców, muszę zatrudnić kilka osób, co mocno podniesie koszty. Tegoroczna cena, która kształtuje się w granicach18 groszy za jabłko przemysłowe i około 50 groszy za konsumpcyjne, sprawia, że balansujemy na granicy opłacalności, nie mówiąc o utrzymaniu rodziny lub inwestycjach. Bez pomocy państwa będzie nam naprawdę bardzo trudno – podkreśla Leszek Gara, sadownik z Koćmierzowa, gmina Samborzec. Reakcje sadowników na taką sytuację są różne. Jedni za sytuację rynkową obwiniają firmy skupujące i przetwarzające owoce, sugerując zmowę cenową, inni podkreślają, że to brak troski o zagraniczne rynki zbytu. Sami rolnicy mówią, że brak jedności i solidarności producenckiej to główny problem w konfrontacji z handlowcami. – Wszyscy są oburzeni niską ceną, lecz mimo apeli o zaprzestanie dostarczania owoców na skup, większość i tak wozi owoce przemysłowe. Brak jedności wśród nas powoduje, że nie mamy siły argumentów – dodaje Sławomir Czaja. 


Sadowniczy
koszt i zysk 


Mimo trudności i słabych perspektyw wielu młodych rolników decyduje się na kontynuowanie sadowniczych tradycji rodzinnych, a są i tacy, którzy z dużymi nadziejami stawiają na tworzenie nowych gospodarstw sadowniczych. – W naszej miejscowości jest kilku młodych sadowników, którzy zakładają nowoczesne sady, inwestują w nowe odmiany, widząc szanse w prowadzeniu działalności rolniczej. Start jest bardzo trudny i kosztowny, bo aby założyć sad o powierzchni 1 hektara, trzeba naprawdę sporo zainwestować. Zakładając, że działka jest własnością rolnika, konieczny jest zakup około 2,5 tys. drzewek w średniej cenie około 10 zł za sztukę, co daje sumę 25 tys. zł. Ich posadzenie, wykonanie konstrukcji podtrzymującej uprawę, czyli słupy, drut, paliki drewniane to kolejne 20 tys. zł. Uprawa ziemi, nawożenie, środki ochrony i pielęgnacja przez dwa lata to około 15 tys. zł. W drugim roku możemy liczyć na pierwszy zbiór, ale pełne owocowanie to dopiero trzeci rok uprawy i wtedy można liczyć na jakikolwiek zysk – wylicza Adrian Wołos z Gorzyczan. Gospodarując na przejętym od rodziców sadzie, podobnie jak inni producenci owoców, boryka się z wieloma problemami, które przynoszą kolejne niełatwe dla sadowników lata. – Jedną z bolączek naszego owocowego rynku jest to, że przez lata nie były robione badania, jakie jabłko będzie miało zbyt. W wielu naszych sadach rosną odmiany wielkoowocowe, które nie są poszukiwane na zagranicznych rynkach. Tam sprzedaje się jabłko średnioowocowe o średnicy od 6,5 do 8 cm, wybarwione w jednym kolorze. Konieczne jest wiec uprawianie takich odmian, które mają największe szanse na rynku konsumpcyjnym – dodaje. Mimo słabej ceny jabłek liczy jednak w tym sezonie na zysk. – Na roczne wydatki utrzymania sadu składają się: koszt cięcia pielęgnacyjnego, zabiegi chemiczne, nawożenie i nakład pracy. Jest to kwota około 15 tys. zł na hektar uprawy. Jeżeli zbiór z hektara wyniesie około 60 ton, z czego połowa to jabłko konsumpcyjne, a połowa zostanie sprzedana jako surowiec przemysłowy, przy obecnych cenach zysk z hektara będzie w granicach kilku tysięcy złotych. To przy założeniu, że wszelkie prace będą wykonywane własnymi siłami. Jeżeli trzeba zatrudniać pracowników, zysk zmienia się w straty – wylicza A. Wołos.


Problemy i rodzące się szanse 


Trudna sytuacja sadowników to nie tylko tegoroczny problem urodzaju. – Głównym problemem polskiego rynku owocowego jest zamknięty dla nas rynek rosyjski, który jeszcze kilka lat temu przyjmował duże ilości naszej produkcji rolnej. Kolejny problem to kłopot z brakiem pracowników sezonowych i wzrost kosztu pracy. Kilka lat temu stawka za godzinę pracy w sadzie wynosiła 8 zł, w tym roku minimum to 11 zł za godzinę pracy przy zbiorach. Poza tym w wielu miejscach po prostu nie ma ludzi, którzy podjęliby taką pracę. Kolejnym problemem może okazać się zbyt ciepła i słoneczna jesień. Przy takiej pogodzie jabłka zbyt szybko dojrzewają i tracą właściwości przechowalnicze. Niestety w ostatnich miesiącach polskie jabłko nie miało zbyt dobrej prasy na zagranicznych rynkach. Podczas kontroli fitosanitarnej w Czechach stwierdzono w próbkach polskich owoców przekroczoną normę środków ochrony roślin. Jednak myślę, że jest to jeden z elementów gry o rynek zbytu – wymienia Adam Paradowski. Wobec tylu problemów należy zapytać, co zrobią sadownicy z taką ilością jabłek. – Nie trzeba aż tak załamywać rąk. Ważna jest dobra promocja polskiego jabłka na rodzimym rynku, zadbanie o to, by w naszych sklepach były polskie owoce. Konieczne jest szukanie nowych perspektywicznych rynków zbytu. Mam nadzieję, że w tym roku uda się wysłać nasze jabłka do Egiptu, Kazachstanu, Jordanii czy Gambii. Szansą może być rynek chiński, gdzie zła pogoda spowodowała duże straty w plonach. Trzeba jednak pamiętać, że w Państwie Środka są bardzo rygorystyczne wymagania dotyczące jakości – podsumowuje Adrian Wołos.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL