Nowy numer 42/2019 Archiwum

Dzielna pani Józefa

Chciała uratować to, co mogła, a tymczasem została oskarżona o kradzież.

W ręce Jana A. Tarnowskiego, syna Róży i Artura Tarnowskich, ostatnich właścicieli Dzikowa, trafił odpis wyroku sądu powiatowego w sprawie przeciwko Józefie Wiącek. – Józia była służącą mamy, osobą, którą darzyła wielkim zaufaniem. Przed śmiercią mama miała ogromne problemy z pamięcią, nie poznawała nikogo z rodziny, była częściowo nieświadoma. Wówczas ciągle przywoływała tylko jedną osobę, właśnie Józię. Wciąż powtarzała jej imię – opowiada Jan A. Tarnowski.

– To chyba najwymowniej świadczy o tym, jak ważną osobą była dla mamy Józia. Dokument, w którego posiadaniu jest Jan A. Tarnowski, sygnowany jest przez sędziego powiatowego J. Bokwę, który postanowieniem z 30 października 1953 r. na podstawie amnestii z 1947 r. umorzył sprawę przeciw byłej służącej hrabiny Tarnowskiej, oskarżonej o kradzież przedmiotów pochodzących z zamku w Dzikowie. Była to w głównej mierze zastawa stołowa, w tym sztućce, oraz kapy na łóżka, płótna serwetowe, a także obrusy. Dlaczego znalazły się w domu Józefy Wiącek? Jesienią 1944 r., po wkroczeniu wojsk sowieckich i przejęciu władzy w Tarnobrzegu przez władze komunistyczne, Róża Tarnowska wraz z dziećmi została zmuszona do opuszczenia w pośpiechu Dzikowa. Nie pozwolono jej nic zabrać. Wszystko, co znajdowało się w zamku, miało od tej chwili należeć do państwa. Ratowaniem bezcennego księgozbioru, archiwaliów oraz pamiątek i zabytków tworzących kolekcję Tarnowskich zajął się wieloletni bibliotekarz dzikowski dr Michał Marczak. Jego starania o ocalenie zbiorów przypominały samotny, heroiczny bój. Strzeżenie dzikowskich zabytków nastręczało Marczakowi szereg trudności, narażając go dodatkowo na niebezpieczeństwa. W zamku stworzono szkołę, internat. Zamieszkiwały go osoby blisko związane z Tarnowskimi, ale również zupełnie obcy ludzie. Brak dostatecznego dozoru skutkował licznymi kradzieżami, których dopuszczali się również byli pracownicy w Dzikowie. W zapiskach prowadzonych niemal do samej śmierci, która nastąpiła 18 listopada 1945 r., pod datami 6 i 7 listopada dr Marczak zapisał, że Karol Niżankowski, były sekretarz zarządu dóbr dzikowskich, wywoził skrzynie i kufry załadowane przedmiotami z zamkowych pokoi. Natomiast w nocy 7 listopada uniemożliwił Niżankowskiemu wywiezienie ukrytych w kotłowni motocykla i wagi osobistej. W proceder kradzieży był prawdopodobnie zamieszany również Franciszek Kupiec, kierownik dzikowskiej elektrowni, knujący przeciw Marczakowi. Sugerował, jakoby bibliotekarz uczestniczył w szabrowaniu zabytków z kolekcji dzikowskiej. Bibliotekarz, niezrozumiany, lekceważony, szykanowany, zmarł nagle w niedzielę 18 listopada. Jego śmierć od początku wzbudzała podejrzenia. Pojawiły się sugestie, że mógł zostać otruty. W takiej atmosferze, widząc bezkarne rozkradanie dóbr swojej byłej chlebodawczyni, Józefa Wiącek postanowiła uratować co się da. W dobrej wierze, licząc na powrót Tarnowskich do Dzikowa, ukryła w swoim domu część sztućców, nakrycia stołów, by móc je przekazać hrabinie Róży. Niestety, za uczciwe starania została oskarżona o kradzież przedmiotów i postawiona przed sądem. Ponieważ za zarzucany jej czyn groziła kara maksymalnie dwóch lat pozbawienia wolności, sędzia powiatowy J. Bokwa, powołując się na ustawę o amnestii z lutego 1947 r., umorzył sprawę, orzekając przepadek wszystkich przedmiotów uratowanych przez byłą służącą na rzecz Skarbu Państwa. W powrót właścicieli Dzikowa wierzyła nie tylko wierna im Józefa Wiącek, ale także część innych pracowników. Za swe poświęcenie pani Józefa zapłaciła wysoką cenę: przesłuchania, szykany komunistycznych służb, niesprawiedliwe oskarżenia i wstyd spowodowany nazwaniem jej złodziejką. Tymczasem wielu innych prawdziwych złodziei nigdy nie odpowiedziało za swoje czyny. Jan A. Tarnowski po powrocie do kraju z początkiem lat 90. nawiązał kontakty z byłymi pracownikami w Dzikowie. Nie mógł zapomnieć o wiernej Józi, którą najpierw odwiedzał w skromnym rodzinnym domu, a później, pod koniec jej życia w Hospicjum Ojca Pio, prowadzonym przez parafię pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Tarnobrzegu. – Bardzo mi zależało na tym, by podziękować Józi za jej ofiarność i przypomnieć, że nawet w nieprawych czasach komunizmu byli ludzie nieugięcie prawi – zaznacza syn ostatnich dziedziców Dzikowa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL