Nowy numer 49/2018 Archiwum

Barokowa opowieść

Od kilku lat sanktuarium Matki Bożej Dzikowskiej w Tarnobrzegu przechodzi generalny remont. Obecnie trwają prace w jego wnętrzu. Co dokładnie się dzieje?

Na początku roku kościół ojców dominikanów wypełniła pajęczyna rusztowań. Po odnowieniu elewacji przyszedł czas na wnętrze, które – jak już można się zorientować – gruntownie zmienia swój wygląd. Po kilkudziesięciu latach na sklepienie i ściany znów powracają malowidła.

Zbieranie śladów

Budowa murowanego kościoła, rozpoczęta w roku 1693 według projektu Jana Michała Linka, z braku pieniędzy postępowała niezwykle powoli. Również wyposażanie wnętrza zajęło wiele lat. Monumentalny ołtarz główny stanął dopiero w 1755 roku. Ojcowie dominikanie na miarę swoich możliwości ozdabiali i wzbogacali sanktuarium Dzikowskiej Matki. Ważnym elementem wystroju ówczesnych, barokowych kościołów były polichromie zdobiące wnętrza, które oprócz walorów estetycznych miały za zadanie również katechizować wiernych. Otrzymała je także tarnobrzeska świątynia, parokrotnie przynajmniej przemalowywana, m.in. z powodu zniszczeń spowodowanych przez żywioły lub działania wojenne. Na ostatnie kilkadziesiąt lat zniknęły one pod warstwą szarych farb. Teraz to się zmienia. – W tym miejscu, pod samym sklepieniem, czas ma zupełnie inny bieg i znaczenie niż tam na dole – zauważa Elżbieta Graboś, konserwator dzieł sztuki, artystka malarka pracująca przy polichromii, która po latach gładkich przemalowań znowu pokrywa obrazami sklepienie i ściany świątyni. – Naturalnie, zdaję sobie sprawę, że rusztowania są uciążliwe, dlatego postaraliśmy się, po podmalowaniu naw bocznych m.in. pod marmuryzację, uwolnić je od nich, by wierni mogli swobodniej korzystać ze świątyni. Prace zaczęliśmy od naw północnej i południowej, i na nich skończymy. W maju zaś dobiegła końca renowacja prezbiterium, które po zdjęciu rusztowań i odsłonięciu powstałych polichromii dało przedsmak tego, co czeka wiernych po udostępnieniu widoku na całą nawę główną. Rusztowania są wykonane w taki sposób, aby nie wyłączać świątyni z jej funkcji. Dlatego gdy ludzie się modlą, odbywają się nabożeństwa, sprawowane są Msze św., 10 m wyżej trwają prace renowacyjne. – To, co tutaj widzimy, zrodziło się w naszych głowach. Nie bez powodu używam liczby mnogiej, chociaż jestem w tej chwili sama, gdyż stoi za tym wiele osób. Jest to odzwierciedlenie pomysłów, ogromnej wiedzy i doświadczenia ojców dominikanów oraz Dominika Komady, kierownika miejscowej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Przemyślu, który regularnie wspina się po rusztowaniach i swoim fachowym okiem sprawdza realizację naszej wspólnej koncepcji. Dla pana Dominika jest to prawdziwe oczko w głowie – wyjaśnia pani konserwator. – Muszę podkreślić ogromne zaangażowanie ojców, zarówno duchowe, jak i merytoryczne. O doborze świętych, którzy powoli wyłaniają się, zdecydowali o. Stanisław, wybierający przedstawicieli męskiego zakonu dominikańskiego, i ojciec przeor, odpowiedzialny za święte dominikanki. Na sklepieniu i części ścian widocznych ponad górnym podestem rusztowania, obok mniszek i mnichów, widoczne są naszkicowane farbami trzy wielkie sceny oraz wypełniające każdą wolną przestrzeń wijące się roślinne ornamenty. Obecne działania tylko w części polegają na odnowieniu istniejących warstw malarskich. W kościele ojców dominikanów dwukrotnie bowiem gruntownie wymieniono tynki – po wielkim pożarze w roku 1862, który strawił miasto i poważnie uszkodził kościół wraz z klasztorem, oraz po zniszczeniach z czasu I wojny światowej. Dlatego z pierwotnej polichromii, a istnieją przypuszczenia, że takowa powstała, skoro w okresie budowy świątyni i jej wykańczania przeorem był uzdolniony malarz o. Tomasz Frydrychowicz (przeor w latach 1711–1713), nie pozostał żaden ślad. O wykonaniu malowideł ściennych przez o. Frydrychowicza wspominają w książeczce „Piękniejsza niż księżyc” Adam Wójcik-Łużycki oraz Aleksandra Janas, pisząc, że spod jego pędzla wyszły sceny z życia Matki Bożej. Znane są natomiast fragmenty dwóch prób przywrócenia barokowej polichromii z końca XIX i początków XX stulecia, które zachowały się na zdjęciach z 1915 r., ukazujących zniszczenia wojenne. Na fotografiach tych widoczne są dwie grupy świętych, a także mały, barokowy prospekt organowy. – Niemniej był to barok XIX-wieczny z właściwym niemający nic wspólnego, brakowało mu owego typowego rozwichrzenia, światłocienia, temperamentu. Z polichromii niegdyś pokrywających wnętrze świątyni najlepiej udokumentowane są malowidła Romana Smuczaka z lat 50. ubiegłego wieku, zachowały się bowiem projekty, a także sama polichromia, którą zakryto podczas malowania kościoła w latach 80. Smuczak zrezygnował z dużych scen na rzecz małych przedstawień obrazujących tajemnice różańcowe – opowiada pani Elżbieta.

Maryja i święci dominikańscy

Elżbieta Graboś, pokazując zdjęcia i kopie projektów polichromii Romana Smuczaka, wyjaśnia, że obecny zespół konserwatorski zadecydował o niemal całkowitym odejściu od jego dzieła. – Malowidła te, jak to określam na własny użytek, były takim barokiem socjalistycznym. Płaskim, sztywnym, w dodatku utrzymanym w bardzo ciemnych, ziemistych barwach. Pozostawiamy tylko wici roślinne, którym zostanie nadana plastyczność i nieodzowna dla malarstwa barokowego wielopłaszczyznowość. Nawiązujemy także do powstałej wówczas marmuryzacji – informuje pani konserwator. Elżbieta Graboś zdradziła, że nieocenioną pomocą przy opracowaniu projektu polichromii stała się dość świeża publikacja zawierająca zbiór grafik używanych przez XVIII-wiecznych malarzy działających w Polsce. Nierzadko można się w nich doszukać ech dzieł włoskich mistrzów, jak chociażby Giovanniego Battisty Tiepola, artysty niezwykle aktywnego i płodnego. – Rysunki zawarte w książce stały się dodatkowym wsparciem ikonograficznym w tworzonej przez nas koncepcji. Musimy jednak pamiętać, że każdy obiekt ma swoją historię, która wraz z zespołem dokumentów wymusza podejmowanie decyzji indywidualnych dla tego miejsca. Łącząc wszystkie te elementy z wiedzą i wieloletnim doświadczeniem, tkaliśmy wspólnie opowieść, którą chcemy przekazać odwiedzającym sanktuarium – stwierdza pani Elżbieta. Zaczynając od najwyższych partii, czyli sklepienia, traktowanego dawniej jako sfera nieba, pojawią się trzy duże sceny utrzymane w formie obramowanych okien otwartych na niebo. – Ponieważ jest to sanktuarium maryjne z cudownym obrazem Matki Bożej Dzikowskiej, przyjęliśmy, że kluczowe przedstawienia będą odnosić się do najważniejszych wydarzeń z ziemskiego życia Maryi. Pojawią się zatem sceny Zwiastowania, Bożego Narodzenia oraz Matki Bolesnej, która znajdzie się przy grupie Ukrzyżowania umiejscowionej na belce tęczowej, czyli najbliżej prezbiterium – zdradza konserwator. Łuk tęczowy wypełniają widoczne, lecz jeszcze nie ukończone, symboliczne przedstawienia odwołujące się do męki Pańskiej, czyli arma passionis. Z pewnością niejedną osobę zadziwi widok koguta łapanego przez pulchnego aniołka lub innego dźwigającego ciężką kolumnę. Atrybuty dzierżone przez anioły, np. latarnia odnosząca się do modlitwy w Ogrójcu, kogut nawiązujący do trzykrotnego zaparcia się św. Piotra, kolumna przypominająca biczowanie Pana Jezusa, mają zilustrować całą mękę Chrystusa, zakończoną śmiercią krzyżową. Poniżej aniołów z narzędziami męki, po obu bokach ściany tęczowej, umieszczone są dwie grupy złożone z przedstawicieli żeńskiej i męskiej gałęzi zakonu. Jedna skupiona jest przy krzaku róży, druga wokół lilii, kwiatów tradycyjnie łączących się z symboliką dominikańską. – Nawiązujemy w ten sposób do fragmentów polichromii znanych ze wspomnianych już fotografii z czasu I wojny światowej – mówi Elżbieta Graboś. Obok „starych” świętych, jak Dominik, Jacek, Czesław, pojawia się również para „nowych”, stanowiących współczesny akcent w barokizującej polichromii. – W północnej ścianie, w miejscu zamurowanego okna, jak wprawne oko zauważy, na razie jeszcze w fazie podmalowania, są postaci błogosławionych s. Julii Rodzińskiej oraz o. Michała Czartoryskiego – mówi pani Elżbieta, wskazując miejsce, gdzie można dostrzec zarysy figur. Na piersi jednej z nich szczególnie zauważalny jest jeden element – czerwony trójkąt – znak więźnia politycznego, który otrzymała s. Julia, trafiając do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Zupełnie nowym wyobrażeniem będzie dwójka najbardziej znanych „muzyków” – starotestamentowy król Dawid z nieodłączną harfą oraz św. Cecylia, patronka muzyki kościelnej. – Będą jeszcze anioły dmące w trąby. Panu Mariuszowi powinno się w takim towarzystwie dobrze grać – zauważa z uśmiechem pani konserwator. Jeśli nie zajdą żadne nieprzewidziane okoliczności, być może już 8 września, czyli w odpust parafialny, zniknie część rusztowań i zostaną udostępnione freski powstałe w najwyższych partiach świątyni. – Staram się maksymalnie wykorzystywać światło dzienne, dlatego rozpoczynam pracę zaraz po ostatniej rannej Mszy św. o godz. 8, kończę zaś ok. 21, naturalnie z przerwą na obiad i małą czarną – dodaje Elżbieta Graboś. – Marzę o tym, by to malowidło służyło ludziom, aby dobrze czuli się w tym miejscu. To, co robimy, robimy przecież dla nich i dla następnych pokoleń. Dlatego wkładamy całą swoją wiedzę, doświadczenie, by to, co powstaje, miało spójność i było jak najbardziej prawdziwe dla tego obiektu. Niemniej i tak chwila usunięcia rusztowań będzie dla mnie, jak za każdym razem, ogromnym stresem – wyznaje z uśmiechem.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy