Nowy numer 38/2018 Archiwum

Malarz duszy

– Dzięki Dominikowi Komadzie możemy prezentować dość niezwykłą pracę, posiadającą dwa przedstawienia na licu i odwrocie – mówi Tadeusz Zych, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega.

Na wystawie „Wlastimil Hofman – wyraz duszy” niespodziewanie znalazł się wizerunek św. ojca Maksymiliana Kolbego. – Dominik Komada, kierownik tarnobrzeskiej Delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, wiedząc o przygotowywanej przez nasze muzeum ekspozycji obrazów Hofmana, poinformował, że na plebanii w Gawłuszowicach znajduje się jedna z jego prac. Dzięki niemu oraz życzliwości księdza proboszcza Witolda Szczura mamy możliwość pokazania publiczności nieznanego powszechnie dzieła malarza. Jest ono niezwykłe, bo nieoczekiwanie, ku wielkiemu zdumieniu, okazało się, iż na odwrocie znajduje się piękny szkic przedstawiający konia – wyjaśnia Tadeusz Zych.

– Uznaliśmy, że warto wyeksponować obie strony obrazu. Na wystawie znalazło się 40 prac pochodzących przede wszystkim ze zbiorów Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze, które od 1980 r. sukcesywnie powiększa swoją kolekcję dzieł Wlastimila Hofmana. Na ekspozycji w tarnobrzeskim muzeum prezentowane są dzieła z różnych okresów twórczości malarza – od wczesnych z początku XX wieku („Moja Mama”), przez dwudziestolecie międzywojenne („Pod lipą”), po ostatnie lata pracy („Autoportret z czaszką”). Są także prace powstałe w okresie wojennej tułaczki, w tym podczas pobytu w Turcji, jak „Wnętrze świątyni Hagia Sophia w Stambule” z 1940 r. Na wystawie można zobaczyć przykłady prac reprezentatywnych dla tematyki interesującej artystę. Są zatem portrety, autoportrety, pejzaże i pełne liryzmu sceny religijne oraz symboliczno-fantastyczne z aniołami, faunami, przywodzące na myśl przedstawienia Jacka Malczewskiego. Autor „Melancholii” był nie tylko nauczycielem, mistrzem, ale także przyjacielem Hofmana. Jego śmierć w 1929 r. była dla ucznia prawdziwym wstrząsem. Wpływ sztuki Malczewskiego na twórczość Hofmana jest niezaprzeczalny, zwłaszcza w sferze motywów ujętych w podobnym układzie kompozycyjnym. Tym niemniej obaj malarze czerpali z innych tradycji – Malczewski z antyku i renesansu, Hofman zaś z gotyku i ludowości, zwłaszcza prostych rzeźb ludowych. Odmienne są również kolorystyka oraz nasycenie symboliką, zdecydowanie bardziej oszczędną u Hofmana. Ponadto postaci na jego obrazach są często wyidealizowane, niczym z dzieł prerafaelitów, podczas gdy autor „Introdukcji” malował swoich bohaterów z całą siłą ich cielesności. – Długo Wlastimil Hofman, krzywdząco dla niego, określany bywał „gorszym Malczewskim”, choć nie był ani jego naśladowcą, ani epigonem, a jeśli już, to kontynuatorem idei swego mistrza. Dzisiaj Hofman dorównuje mu popularnością. Ciekawostką jest fakt, iż na przestrzeni ostatnich czterech lat w polskich domach aukcyjnych sprzedano bardzo wiele jego prac, nierzadko za pokaźne sumy. Niewątpliwie artysta należy do elity polskich malarzy – podkreśla dyrektor MHMT. Wlastimil Hofman długo musiał czekać na uznanie w Polsce. Pierwsze prace młodego, 21-letniego artysty prezentowane w 1902 r. na wystawie Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka” były zupełnie niezauważone. Kiedy cztery lata później, również na dorocznej ekspozycji „Sztuki”, wystawił „Spowiedź”, dzisiaj uznawaną za jedno z najlepszych jego dzieł, spotkał się z falą ostrej krytyki, nawet ze strony swego byłego profesora Jana Stanisławskiego. Tymczasem sukcesy przyszły za granicą – w Monachium, Wiedniu, Paryżu. W stolicy Francji, gdzie dwukrotnie przebywał przez dłuższy czas, po raz pierwszy w latach 1899–1901, kiedy pobierał naukę w pracowni Jeana-Léona Gérôme’a w École des Beaux-Arts, i drugi raz w 1919 i 1920 r., miał bardzo dobrą passę. Jego „Spowiedź”, skrytykowana kilkanaście lat wcześniej w kraju, nad Sekwaną wzbudziła prawdziwy zachwyt, w konsekwencji przynosząc mu nominację, jako drugiemu polskiemu artyście (pierwsza była Olga Boznańska), na członka Société Nationale de Beaux-Arts. Wcześniej został przyjęty do grona Wienner Secession Galerie. Na uznanie w Polsce musiał poczekać. Niebagatelne znaczenie na stosunek do Hofmana miało jego czeskie pochodzenie. Ojciec artysty był Czechem z niemieckimi korzeniami, matką zaś Teofila z domu Muzyk, pochodząca z drobnej małopolskiej szlachty. Sam Wlastimil urodził się w Karlinie pod Pragą, do Polski z całą rodziną przeniósł się w 1889 r. i zamieszkał w Krakowie. Z Krakowem związał wiele lat swego życia. Tu uczył się w Gimnazjum im. Jana Sobieskiego, tu ukończył z bardzo dobrym wynikiem Szkołę Sztuk Pięknych, tu zbudował swą willę na Zwierzyńcu. Dopiero wybuch II wojny światowej, która zawiodła go wraz z żoną aż do Palestyny, i zmiany, jakie zaszły po niej w Polsce, zmusiły go do szukania nowego domu. Znalazł go w Szklarskiej Porębie, gdzie oboje zakończyli ziemskie życie – żona Ada w 1968, malarz zaś w 1970 r. Ekspozycja w Zamku Tarnowskich, siedzibie Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega, będzie udostępniona do 2 września bieżącego roku.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma